Unijne eko-wymogi nabierają tempa, budowanie będzie droższe. „To podróż w nieznane"

Dyrektywa budynkowa wywołała burzę polityczną oraz lawinę komentarzy i skrajnych opinii, od straszących wywłaszczeniem po głosy, że ostateczna wersja jest zbyt złagodzona. Na pewno będzie miała duży wpływ na rynek mieszkaniowy, co już sygnalizuje branża budowlana. Jednak to Polska będzie decydować o sposobie osiągnięcia wyznaczonych celów i sankcjach za ich niewypełnienie.

Parlament Europejski przegłosował we wtorek nowelizację dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków, zwanej budynkową. Ma ona sprawić, że znacznie zmniejszą się emisje gazów cieplarnianych i zużycie energii w budownictwie. Do 2050 r. sektor ma stać się neutralny dla klimatu. Zagłosowało za nią w europarlamencie aż 370 posłów, a 199 było przeciw (46 parlamentarzystów wstrzymało się od głosu).

Reklama

Dokument ma blisko 200 stron i wyznacza cele z dość krótkim horyzontem czasu i jak przyznają eksperci na chłodno oceniający jej skutki: "Eko-lokomotywa się rozpędza i ... jest to trochę podróż w nieznane"

Diagnoza zawarta w dokumencie wskazuje, że budynki odpowiadają za 40 proc. zużycia energii końcowej w Unii i za 36  proc. jej emisji gazów cieplarnianych związanych z energią, a jednocześnie 75 proc. budynków w Unii jest nadal nieefektywnych energetycznie. Gaz ziemny odgrywa największą rolę w ogrzewaniu budynków, odpowiadając za około 39  proc. zużycia energii wykorzystywanej do ogrzewania pomieszczeń w sektorze mieszkaniowym. Ropa naftowa jest drugim co do ważności paliwem kopalnym do celów grzewczych (11 proc.), natomiast węgiel odpowiada za około 3 proc.

"Ambitniejsze cele Unii w zakresie klimatu i energii wymagają nowej wizji: budynków bezemisyjnych o bardzo niskim zapotrzebowaniu na energię, niegenerujących na miejscu żadnych emisji dwutlenku węgla z paliw kopalnych i o zerowych lub bardzo niskich operacyjnych emisjach gazów cieplarnianych. Wszystkie nowe budynki powinny do 2030 r. być budynkami bezemisyjnymi, a  istniejące budynki powinny zostać przekształcone w budynki bezemisyjne do 2050 r" - czytamy we fragmencie omawiającym główne cele.

Jak przyznaje Andrzej Prajsnar, analityk RynekPierwotny.pl specjalizujący się w tematach mieszkalnictwa i nieruchomości, wynik wtorkowego głosowania Parlamentu Europejskiego w sprawie nowelizacji Dyrektywy EPBD wzbudził niemałe zainteresowanie, choć trudno mówić o zaskoczeniu, skoro kompromis dotyczący przyjętych rozwiązań wypracowano około 3 miesiące wcześniej.

Będzie duży wpływ na rynek mieszkaniowy

Czy wymogi unijne rzeczywiście będą miały niedoceniane dziś w pełni skutki i mogą być problematyczne do spełnienia?

- Nowelizacja unijnej dyrektywy na pewno będzie miała duży wpływ na rynek mieszkaniowy, co już sygnalizuje branża budowlana. Przykładowo, Philip Crampton, szef bardzo dużej organizacji branżowej European Construction Industry Federation na łamach serwisu Euractiv.com niedawno zwracał uwagę na znaczenie nowych przepisów w kontekście dostępności mieszkań. Trzeba jednak pamiętać, że kraje członkowskie UE mają dużą swobodę decyzyjną. To Polska będzie decydować o sposobie osiągnięcia wyznaczonych celów, które dotyczą na przykład redukcji średniego zużycia energii pierwotnej przez budynki mieszkalne - mówi analityk. 

Ma to być redukcja o przynajmniej 16 proc. do 2030 roku, a następnie o 20 - 22 proc. (do 2035 r.). W gestii krajowych rządów leży też określenie wyłączeń dotyczących stosowania dyrektywy EPBD (np. do zabytków), a także rozstrzygnięcie najbardziej niewygodnej politycznie kwestii, czyli ewentualnych sankcji związanych z niewypełnianiem przepisów znowelizowanej dyrektywy.

- Wbrew temu, co można czasem przeczytać, nowa Dyrektywa EPBD nie nakazuje krajom członkowskim wprowadzania konkretnych sankcji takich jak np. zakaz sprzedaży lub wynajmu mieszkania czy domu. Przewidziane kary mają być natomiast skuteczne, proporcjonalne i odstraszające - komentuje Prajsnar.

Jak zaznacza, więcej będziemy wiedzieli, gdy rząd przedstawi konkretne propozycje implementacji nowych unijnych przepisów do krajowego prawa. Obecnie trudno jest określić dokładny wpływ regulacji budynkowych na gospodarkę i społeczeństwo, co potwierdziło samo Ministerstwo Rozwoju i Technologii w niedawnej odpowiedzi na interpelacje poselskie.

- Jednakże możliwą reakcję rynku na wprowadzenie nowych regulacji można przewidzieć obserwując sytuację panującą za zachodnią granicą. U sąsiada pomiędzy II kw. 2022 r. oraz III kw. 2023 r. nowe mieszkania i domy spełniające surowe niemieckie wymogi energetyczne potaniały o 3 proc., czyli czterokrotnie wolniej niż używany metraż (pomimo dekoniunktury rynkowej). Tak wskazują transakcyjne dane Eurostatu - mówi Prajsnar.

Szybka utrata wartości starszych nieruchomości

I jak wskazuje, doniesienia z Niemiec mówią też o mniejszym zainteresowaniu starszymi nieruchomościami mieszkaniowymi, a zwłaszcza domami, których termomodernizacja będzie kosztowna. Przyszłe nakłady remontowe są już zwykle uwzględnione w cenie lokum. Widoczna jest również szybsza utrata wartości przez starsze nieruchomości mieszkaniowe, a także presja popytowa na rynku pierwotnym, która chroni deweloperów przed koniecznością większego obniżania cen w czasach złej koniunktury. - Od tempa wprowadzania w Polsce nowych unijnych regulacji zależy to, czy podobne zjawiska zobaczymy w bardzo dużej skali na krajowym rynku - podsumowuje.

Jak niedawno pisaliśmy, wśród ekspertów są opinie, że unijne wymogi są zbyt radykalne i narzucają zbyt krótki horyzont czasu, co grozi horrendalnymi kosztami i radykalnie zmienią sytuację na rynku budowlanym i mieszkaniowym.

Jednak w komentarzach do przegłosowanej dyrektywy są też opinie, że ostateczna wersja dyrektywy jest zbyt mocno złagodzona. Według Konfederacji Lewiatan, na wymogach termomodernizacyjnych skorzysta gospodarka, zwłaszcza małe i średnie firmy.

Producenci materiałów budowlanych skorzystają na nowych wymogach

- Stworzenie wreszcie ram prawnych, wytyczenie celów i kamieni milowych w poprawie efektywności energetycznej budynków, wymuszenie długofalowych narzędzi wsparcia - finansowego i doradczego będzie impulsem dla gospodarki. Stworzy popyt na dodatkowe miliony metrów sześciennych materiałów izolacyjnych, wykończeniowych, urządzeń grzewczych i tysiące zielonych miejsc pracy, szczególnie w MŚP. O skoku cywilizacyjnym, uniezależnianiu od paliw kopalnych, obniżaniu ubóstwa energetycznego, podnoszeniu poziomu życia i poprawie jakości powietrza nawet nie wypada wspominać -  przekonuje Jan Ruszkowski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

- Nowa dyrektywa to szansa dla producentów wyrobów budowlanych. Bez odpowiednich materiałów i technologii nie będzie możliwe ograniczenie zużycia energii i emisji gazów cieplarnianych przez sektor budowlany. Największe korzyści odczują przede wszystkim producenci wyrobów pozwalających na ograniczenie strat ciepła, np. materiałów izolacyjnych, stolarki okiennej oraz systemów wentylacji, pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych, np. paneli fotowoltaicznych oraz niskoemisyjnych źródeł ciepła. Ważnym elementem dyrektywny jest wzmocnienie działań termomodernizacyjnych. Niestety, ostateczne rozwiązania okazały się nieco łagodniejsze niż pierwotnie proponowane. Trzeba mieć jednak nadzieję, że proces ten w końcu nabierze tempa i będzie obejmował bardziej kompleksowe rozwiązania, a nie tylko wymianę źródła ciepła - mówi Szymon Firląg, prezes Związku Pracodawców Producentów Materiałów Budowlanych.

Monika Krześniak-Sajewicz

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: dyrektywa UE | UE
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »