Nowa epoka czy nic takiego?

J. Williams z Rezerwy Federalnej stwierdził, że FOMC może zacząć stopniowo wycofywać się w najbliższych latach z polityki akomodacyjnej, czyli z ultra-niskich stóp procentowych. Liczy też na zbliżanie się inflacji do celu.

J. Williams z Rezerwy Federalnej stwierdził, że FOMC może zacząć stopniowo wycofywać się w najbliższych latach z polityki akomodacyjnej, czyli z ultra-niskich stóp procentowych. Liczy też na zbliżanie się inflacji do celu.

Cóż, mimo wygranej Trumpa - a może właśnie dzięki niej - wykres schodził wczoraj w rejon 1,09. Obecnie mamy ok. 1,0940, a rodząca się świeca dzienna jest białego koloru, czyli wzrostowa. To akurat nie dziwi, biorąc pod uwagę, że rynkowi należy się jakaś korekta.

Spadek eurodolara to skutek tego, że najpierw wszyscy (albo wszyscy mniej rozsądni, chciałoby się rzec złośliwie) panicznie uwierzyli w to, że Trump jest jakimś niszczycielskim fatum. Wykres wywindowano w nocy z wtorku na środę do niebotycznych poziomów w pobliżu 1,13. Nie miało to sensu - FOMC prawdopodobnie i tak podwyższy stopy w grudniu, a potem wykona jeden lub dwa ruchy w 2017. Trump nie obróci USA w gruzy (niby dlaczego miałoby się tak stać?), a szybcy gracze szybko zaczęli odwracać pozycje, gdy ruszyła sprzedaż faktów. Przy okazji potwierdziła się generalna tendencja rozpoczęta 3 maja (gdy eurodolar wybijał ponad 1,16). Z drugiej strony, w grudniu może się okazać, że sytuacja jest tak wyceniona, iż sama podwyżka nie wywoła już gwałtownego ruchu - chyba że po drodze pojawią się jakieś komunikaty z kręgu FOMC burzące jastrzębi przekaz.

Reklama

Do zrobienia są teraz minima na 1,0850 z końcówki października - a potem moglibyśmy iść dalej na południe. Wpisywałoby się to także w klimat panujący od blisko dwóch lat, tj. w szeroką konsolidację w rejonie 1,05 - 1,17.

O 14:30 poznamy tygodniową liczbę wniosków o zasiłek w USA, wcześniej mamy natomiast pewne dane z Europy, np. dynamikę produkcji przemysłowej Francji i Włoch za wrzesień. O 15:15 publicznie wypowie się James Bullard z Fed.

Na polskim rynku

Para EUR/PLN nie jest po wygranej Trumpa miotana aż tak bardzo jak para dolar-złoty. Na euro-złotym mamy obecnie 4,3350. Notowano wczoraj wyjścia do 4,3550 i zejścia do 4,3165. W ogólności od 10 - 11 listopada widać rodzącą się tendencję wzrostową - w ogóle zresztą od półtora roku lub nawet dłużej generalny trend jest zwyżkowy, minima są coraz wyżej. Inna rzecz, że od końcówki stycznia 2016 maksima na wykresie są coraz niżej, zmagać się więc będą już niedługo dwie tendencje.

Na USD/PLN mamy 3,9640 - są to oporowe okolice, testowane już pod koniec października. Teraz powinna nastąpić korekta ostatnich wstrząsów i zresztą już chyba następuje, biorąc pod uwagę ciemną świecę dzienną, która się rodzi.

Newsy w pewnym sensie są dla nas, tj. dla Polaków, niepomyślne. PKO BP poinformował (ustami P. Bujaka, głównego ekonomisty), że wzrost gospodarczy w naszym kraju spowolni w 2016 do 2,9 proc. (rok temu 3,9 proc.). Znowuż według Komisji Europejskiej miałoby to być 3,1 proc. - ale to efekt znacznej obniżki wcześniejszych szacowań, które opiewały na 3,7 proc.

Tomasz Witczak

FMCM
Dowiedz się więcej na temat: waluty | epoka
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »