Student w rozjazdach - pracodawca czeka

Środa, 10 czerwca 2009 (03:00)

Erazm z Rotterdamu zapewne nie spodziewał się, iż ponad 500 lat po jego śmierci korytarzami europejskich uczelni krążyć będą tysiące "Erazmusów". Niderlandzki teolog nie mógł bowiem przewidzieć, iż właśnie to określenie przylgnie do uczestników najbardziej znanej wspólnotowej inicjatywy dla szkół wyższych - programu Erasmus. Najprawdopodobniej równie zdziwiony byłby Leonardo da Vinci, patron kolejnego dzieła struktur europejskich w ramach edukacji.

Zdjęcie

W 2006/2007 średnie stypendium polskiego "Erasmusa" wyniosło 323 EUR miesięcznie. /AFP
W 2006/2007 średnie stypendium polskiego "Erasmusa" wyniosło 323 EUR miesięcznie.
/AFP
Beneficjentów tego programu nie spotkamy jednak na uniwersyteckich krużgankach, ale w biurowcach i korporacyjnych holach. Jego uczestnicy nie jadą po nauki, ale po doświadczenie, które zdobywają w trakcie praktyk zawodowych w krajach całej Europy. Studencka codzienność to już nie tylko kolokwia, zaliczenia i sesyjne egzaminy. Od kilku lat w harmonogramie żaków ważny punkt stanowią wyjazdy zagraniczne, których cel, kierunek i czas trwania zależą tylko i wyłącznie od ich przedsiębiorczości.

Reklama

Mnogość wyjazdowych alternatyw jest godna podziwu. Obok programów finansowanych z kieszeni europejskich podatników, pojawiają się opcje współfinansowane przez uczestnika lub wymagające od niego całościowego pokrycia kosztów. Skąd to niespotykane dotychczas zjawisko? Powodów jest wiele, a niewątpliwie najważniejszy to dynamicznie rosnąca liczba absolwentów szkół wyższych. Masowa działalność uczelni powoduje, iż przeciętnemu absolwentowi coraz trudniej wyróżnić się spośród tłumu magistrów opuszczających co roku Alma Mater. "Suchy" dyplom, do połowy lat 90-tych gwarant zatrudnienia i katalizator kariery zawodowej, stanowi obecnie warunek konieczny większości pracodawców. Dobrze wiedzą o tym studenci. Obawiając się, że ich CV zaginie wśród masy innych aplikacji szukają sposobów na zainteresowanie rekruterów. Jednym z nich jest pobyt za granicą - najlepiej stypendium na renomowanej uczelni i/lub staż w znanej, zagranicznej firmie.

Za piątki w indeksie czy za opłatą?

Na zapotrzebowanie ze strony studentów odpowiada rynek. Prężnie rozrasta się działalność firm pośredniczących w organizacji studenckich wyjazdów za granicę. Oferta obejmuje na przykład pomoc w przeniesieniu na brytyjskie uczelnie. W wyniku transferu ostatnie semestry studiów zaliczyć można na Wyspach, a po obronie pracy licencjackiej lub magisterskiej legitymować się dyplomem tamtejszej uczelni.

Po uiszczeniu odpowiedniej opłaty wyjechać można także na zagraniczną praktykę. Co więcej, nie jest to tylko praca au pair czy popularne w czasach silnego dolara wyjazdy Work&Travel do USA. Firma Travel Exchange & Education (TEE) wysyła zainteresowane osoby na staże zawodowe we francuskich, austriackich, hiszpańskich, a nawet brazylijskich firmach. Specjalnością firmy są jednak praktyki w Wielkiej Brytanii. Szczególnie polecany przez TEE jest program Internship UK Plus. Jego adresatami są absolwenci w wieku 18-28 lat z zaawansowaną znajomością języka angielskiego. Przez okres 4-12 miesięcy zdobywają oni w londyńskich firmach pierwsze doświadczenia zawodowe. Wyjątkowość programu wynika z gwarancji wynagrodzenia - w przeciwieństwie do innych ofert firmy, praktyki w Londynie są opłacane. Przy maksymalnie 40-godzinnym tygodniu pracy praktykant otrzymuje 250 GBP miesięcznie. Całkowita suma opłat, które musi on ponieść za pośrednictwo TEE wynosi natomiast 400 GBP plus 1 000 PLN (w okresie czerwiec-sierpień). W pozostałych miesiącach koszt usługi jest niższy - 300 GBP oraz 1 000 PLN.

Na mniej urynkowionych zasadach na zagraniczne stypendium lub staż wyjechać można dzięki programom koordynowanym przez uczelniane biura kariery i działy programów zagranicznych. Lokalizację powyższych jednostek na kampusie zna każdy student zainteresowany wyjazdem. To właśnie one są odpowiedzialne za logistykę wyjazdów oraz przebieg rekrutacji i selekcję kandydatów. Tutaj powstają również kryteria oceny aplikantów. Aby wyłonić jak najlepszych kandydatów, selekcja ma najczęściej kilkustopniowy charakter. Na krakowskim Uniwersytecie Ekonomicznym (UEK) decyzja o skierowaniu studenta na preferowaną przez niego uczelnię zależy - oprócz kryteriów formalnych - od unikalnego wskaźnika, który uzyska on w trakcie kwalifikacji. Jego wartość to składowa średniej ocen za dotychczasowy okres studiów, a także punktów za znajomość języków obcych oraz inne, naukowe i pozanaukowe formy aktywności (np. działalność w kołach naukowych, zagraniczne doświadczenie zawodowe, wolontariat, itp.). Im wyższy wskaźnik, tym wyższe miejsce w ostatecznej klasyfikacji i tym większe szanse na wyjazd.

Jak zwykle, dobre oceny w indeksie procentują. Średnia powyżej 4,0 jest premiowana dodatkowymi punktami, a wysokie noty zapewnia także biegła znajomość języka obcego. Nie wyjeżdżają jednak same "orły". Student mniej pilny, ale aktywny może w ostatecznej klasyfikacji wypaść niewiele gorzej od zdolnego lub pracowitego kolegi. Na tej samej uczelni w podobny sposób przebiega rekrutacja na zagraniczne praktyki. Tylko na początku tego roku na trzymiesięczny staż w Lipsku zakwalifikowanych zostało dwunastu studentów Uniwersytetu.

Dobro ciągle niepowszednie

Mimo dużej konkurencji i zawiłej rekrutacji, wyjazdy organizowane przez uczelnie cieszą się wśród studentów największą popularnością. Przyczyn upatrywać należy w ich zaletach. Za udział w programie nie są pobierane opłaty administracyjne, a w trakcie pobytu otrzymuje się dofinansowanie, dzięki któremu jego koszty są zdecydowanie niższe. I tak, w roku akademickim 2006/2007 średnie stypendium polskiego "Erasmusa" wyniosło 323 EUR miesięcznie. Kwota ta różnicowała się w zależności od kraju, w którym odbywała się wymiana. Wyjeżdżając do krajów skandynawskich, gdzie koszty życia są najwyższe w Europie, student liczyć mógł na nieco więcej niż w przypadku wyjazdu do ościennych Czech, Rumunii lub Bułgarii.

Wysokość kieszonkowego zależy także od uczelni, za pośrednictwem której student uczestniczy w wymianie. Z danych za rok akademicki 2006/2007 wynika, iż najwięcej (458 EUR/miesiąc) otrzymać mogli studenci Kujawsko-Pomorskiej Szkoły Wyższej w Bydgoszczy. Najskromniej obdarowani zostali natomiast stypendyści radomskiej Wyższej Szkoły Handlowej. Na ich konto wpływało miesięcznie jedynie 144 EUR.

Niewielka wysokość dofinansowania oznacza, że część kosztów związanych z wyjazdem musi być pokryta przez uczestnika. Z tego względu "elitę" wśród stypendiów stanowią te, które fundowane są przez rządy, organizacje pozarządowe lub osoby prywatne. Pula dostępnych środków dzielona jest pomiędzy znacznie mniejszą liczbę beneficjentów, co skutkuje wyższymi, miesięcznymi "zastrzykami" gotówki. Prestiż tych programów powoduje jednak, iż są one obwarowane jeszcze bardziej selektywną rekrutacją i w ostateczności dostępne tylko dla nielicznych.

Studentów nie zrażają jednak dodatkowe koszty, a zainteresowanie wyjazdami rośnie z roku na rok. Od czasu przystąpienia Polski do programu Erasmus w 1998 roku, już ponad 53 tysiące rodzimych studentów realizowało część swoich studiów na uczelni zagranicznej. Wyjeżdżają na co najmniej jeden semestr, a średnia długość pobytu waha się od 3 do 10 miesięcy.

Zdjęcie

/rynekpracy.pl
/rynekpracy.pl

Nie zaskakuje fakt, iż w ramach programu Erasmus nadal więcej studentów wyjeżdża niż przyjeżdża na polskie uczelnie. W latach 1998-2006 po nauki przyjechało do naszego kraju jedynie 9 900 studiujących Europejczyków. Przewidzieć można także kraje, do których najczęściej wyjeżdżali rodzimi żacy. W analizowanym okresie "Erazmusi" z Polski wyruszali w pierwszej kolejności do sąsiadów zza Odry (12 170 osób). Dużym upodobaniem cieszyła się także Francja (5 459) oraz Hiszpania (3 512).

Zdjęcie

/rynekpracy.pl
/rynekpracy.pl

Od dwóch lat w statystykach polskiego programu Erasmus zarysowuje się jednak nowy trend. Obok popularnych niemal zawsze krajów "starej" Piętnastki, studenci coraz częściej odbywają stypendia w państwach Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Hitem okazują się być najnowsze kraje członkowskie UE. W roku akademickim 2005/06 do samej tylko Rumunii wyjechało aż dziesięć razy więcej studentów niż w roku poprzedzającym. Zwrot w preferencjach tłumaczyć należy swoistą modą na ten rejon Europy, jak i wzmożonym zainteresowaniem inwestorów krajami CEE. Nawet najkrótszy pobyt w jednym z nich to duży plus w oczach potencjalnych pracodawców.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

POLECANE zwiń