FAS: Polacy lekarstwem na brak rąk do pracy w RFN

Wtorek, 9 października (06:00)

Niemcom brakuje rąk do pracy. Nowe stanowiska coraz częściej obejmują pracownicy z Polski i Rumunii. Gdyby nie oni, budowa mieszkań załamałaby się, a wiele przesyłek nie dotarłoby do adresatów.

Zdjęcie

Zdjęcie ilustracyjne /fot. picture-alliance/dpa /Deutsche Welle
Zdjęcie ilustracyjne /fot. picture-alliance/dpa
/Deutsche Welle

Z danych Federalnej Agencji Pracy za lipiec br. wynika, że w ciągu roku liczba zatrudnionych w Niemczech wzrosła o około 700 tys. osób. Było wśród nich 330 tys. Niemców i aż 370 tys. cudzoziemców, z których większość pochodzi z Europy Wschodniej, głównie z Polski i Rumunii - podał w niedzielę "FAS" - niedzielne wydanie "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

W Niemczech pracuje obecnie oficjalnie około 1,5 mln wschodnich Europejczyków. Najliczniejszą grupę stanowią Polacy - 422 tys. i Rumuni - 349 tys. W grudniu 2012 roku w Niemczech było zatrudnionych 177 tys. Polaków i 60 tys. Rumunów. Redakcja zaznacza, że liczby dotyczą tyko osób, które mają umowy o pracę i płacą składki na ubezpieczenie oraz podatki.

Polacy i Rumuni ważniejsi od Włochów i Hiszpanów

Reklama

"FAS" podkreśla, że pracownicy z Europy Wschodniej odgrywają na niemieckim rynku pracy znacznie ważniejszą rolę niż migranci z Europy Południowej - Grecji, Włoch, Hiszpanii czy Portugalii. Stosunkowo niewielkie znaczenie mają dla niemieckiej gospodarki uchodźcy, choć ich liczba zwiększyła się bardziej niż prognozowano. Pracuje ich obecnie 327 tys.

Autorzy opublikowanego na stronie tytułowej gazety materiału przypominają, że paradoksalnie to właśnie Niemcy przed rozszerzeniem UE w 2004 roku najbardziej obawiały się napływu pracowników z Polski. Berlin chronił swój rynek pracy przez maksymalny dopuszczalny okres siedmiu lat - do 2011 roku.

Gospodarczy boom w minionych latach doprowadził do bezkolizyjnej integracji Polaków i Rumunów na niemieckim rynku pracy. W Wielkiej Brytanii, która wcześniej otworzyła swój rynek dla pracowników z innych krajów UE, pojawiły się z upływem czasu zastrzeżenia - czytamy w "FAS". - Bez swobody przemieszczania się, z której korzystają pracobiorcy w Europie, braki w określonych zawodach byłyby jeszcze bardziej odczuwalne - mówi niemiecki minister pracy Hubertus Heil.

W przyszłości będzie mniej pracowników z Europy Wschodniej

Eksperci rynku pracy twierdzą, że strumień pracowników z Europy Wschodniej będzie stopniowo wysychał, przede wszystkim z powodu niekorzystnego rozwoju demograficznego oraz rozwoju gospodarki w krajach pochodzenia.

"FAS" wymienia dostarczanie paczek, budownictwo, logistykę i przemysł metalowy jako branże, które nie byłyby w stanie funkcjonować bez pracowników wschodnioeuropejskich. "Bez Polaków i Rumunów w Niemczech budowano by znacznie mniej domów i mieszkań" - czytamy w "FAS".

Negatywne skutki migracji, czyli druga strona medalu

Autorzy zwracają uwagę na negatywne skutki migracji dla krajów pochodzenia. Kraje te korzystają co prawda z transferu pieniędzy przesyłanych przez pracowników zatrudnionych za granicą, lecz pracowników tych brak jest na rodzimym rynku pracy. Od 2010 roku liczba ludności w Rumunii skurczyła się o 1,7 mln - pisze "FAS".

Redakcja zwraca uwagę na fakt, że pomimo braku rąk do pracy, w Niemczech bardzo wolno rosną wynagrodzenia. W zeszłym roku wzrost wyniósł zaledwie 2,5 proc., co po uwzględnieniu inflacji oznacza wzrost o 0,5 proc.

Wśród powodów eksperci wymieniają niechęć związków zawodowych do wysuwania śmiałych postulatów płacowych, postawę młodych ludzi, który bardziej od pieniędzy cenią sobie wolny czas oraz sytuację wielu przedsiębiorstw, które nie mogą sobie pozwolić na wyższe wynagrodzenia.

Redakcja Polska Deutsche Welle

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

POLECANE zwiń