Łukasz Czernicki z MF: Polityka fiskalna ma pomagać NBP

Obecna polityka fiskalna powinna odegrać swoją rolę w ograniczeniu inflacji i współgrać z działaniami Narodowego Banku Polskiego - powiedział główny ekonomista w Ministerstwie Finansów, Łukasz Czernicki, podczas Samorządowego Kongresu Finansowego w Sopocie. Ekonomista zaznaczył, że obecnie wskazana byłaby "pewna powściągliwość" po stronie polityki fiskalnej rządu.

Polityka fiskalna ma pomagać NBP

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

"Inflacja jest znacznym problemem na tym etapie. Zgadzam się ogólnie z tym, że dwucyfrowa inflacja to taki poziom, który może wręcz zakłócać procesy realne w gospodarce. Tego może na początku nie będzie widać, ale później może to generować jakieś sytuacje, które będą wpływać negatywnie na realną gospodarkę. Teraz jesteśmy w takim momencie, z perspektywy polityki fiskalnej, że rzeczywiście mamy pewne wydatki z którymi ciężko dyskutować - np. na cele militarne, związane z przyjmowaniem uchodźców, ale zasadniczo uważam, że polityka fiskalna też powinna odegrać swoją rolę w ograniczeniu inflacji i współgrać z działaniami Narodowego Banku Polskiego" - powiedział Czernicki.

Ekonomista zaznaczył, że choć w obecnej sytuacji ciężko uniknąć niektórych kosztów - takich jak wydatki na zbrojenia czy pomoc uchodźcom - to obecnie wskazana byłaby większa powściągliwość po stronie polityki fiskalnej w celu ograniczenia inflacji.

Reklama

"Na chwilę obecną wynika to z pewnej 'natury rzeczy' - ciężko dyskutować z tym, że musimy podnieść wydatki na armię, albo sfinansować przyjmowanie uchodźców. Jeżeli spojrzymy na reformę podatkową, to ona, ta pierwsza, została zaplanowana i była wprowadzona w zupełnie innym środowisku makroekonomicznym. To słynne 3,3 proc. w ustawie budżetowej (poziom inflacji zapisany w projekcie budżetu na 2022 r.), to wtedy wykuwał się Polski Ład. To miał być impuls popytowy i impuls od strony podażowej, żeby zachęcić osoby zarabiające najmniej, żeby wchodziły na rynek pracy" - powiedział ekonomista.
"Polityka fiskalna jest trudno sterowalna z dnia na dzień. Tak jak polityka monetarna oddziałuje na kilka kwartałów do przodu, tak fiskalnie nie jesteśmy w stanie wstrzymać wszystkiego z dnia na dzień. Natomiast uważam, że przyszedł taki czas, że pewna powściągliwość po stronie polityki fiskalnej też jest wskazana, żeby ograniczyć inflację" - dodał.

Jakie prognozy na 2022 r.?

Prognozy, które resort finansów przedstawi w ramach corocznej Aktualizacji Programu Konwergencji, będą zbliżone do oczekiwań rynku - powiedział główny ekonomista w Ministerstwie Finansów, Łukasz Czernicki, podczas Samorządowego Kongresu Finansowego w Sopocie.

Czernicki, zapytany jakie prognozy makroekonomiczne resort finansów zapisze w corocznej Aktualizacji Programu Konwergencji powiedział: "Nigdy zasadniczo nie możemy za bardzo odbiegać od rynku. Jeżeli rynek pokazuje, że inflacja będzie wysoko, 9-10 proc., niektórzy prognozują nawet 11 proc., to my też musimy się w tych widełkach zmieścić. Podobnie jest z PKB czy z rynkiem pracy".

Z konsensusu przeprowadzonego przez PAP Biznes w połowie marca wynika, że rynek oczekuje w 2022 r. średniorocznej inflacji w Polsce na poziomie 9,5 proc. i wzrostu PKB na poziomie 3,5 proc.

Najnowszy konsensus PAP Biznes zostanie opublikowany w środę, 13 kwietnia. Resort finansów przedstawi najnowszą Aktualizację Programu Konwergencji pod koniec kwietnia.

Rynek długu śledzi NBP

Obecnie na rynku długu mamy do czynienia z dostosowaniem się inwestorów do dynamicznego cyklu podwyżek stóp procentowych w Polsce oraz reakcją na zawirowania geopolityczne - powiedział PAP Biznes główny ekonomista w Ministerstwie Finansów Łukasz Czernicki, w kuluarach Samorządowego Kongresu Finansowego w Sopocie. Zaznaczył, że wtorkowa aukcja SPW pokazuje, że resort finansów realizuje swoje cele.
"Mamy obecnie do czynienia na rynku długu z dostosowaniem się inwestorów do dynamicznego cyklu podwyżek stóp procentowych oraz reakcją na zawirowania geopolityczne" - powiedział Czernicki.

"Jednocześnie dzisiejsza aukcja SPW pokazuje, że realizujemy nasze cele. Sprzedaliśmy obligacje za 4,0 mld zł, przy popycie na poziomie 5,7 mld zł" - dodał.

Ministerstwo Finansów sprzedało we wtorek obligacje OK0724, PS1024, PS0527, WZ1131 i DS0432 łącznie za 4.000,697 mln zł, przy popycie 5.765,227 mln zł. Na aukcji nie sprzedano żadnej oferowanej obligacji serii WZ1127.  Wcześniej resort informował, że na przetargu zaoferuje papiery skarbowe za 1-4 mld zł, wobec pierwotnych zapowiedzi oferty w wysokości 2-4 mld zł,

OPINIA : PKO BP - popyt na nasz dług!

Wtorkowy przetarg sprzedaży obligacji może sugerować, że pojawił się popyt na polskie obligacje skarbowe, ale żeby mówić o istotnej zmianie na rynku, musielibyśmy zobaczyć potwierdzenie tego podczas kolejnych przetargów - ocenił w rozmowie z PAP Biznes strateg rynków PKO BP, Arkadiusz Trzciołek.

"Wniosek, który można by wyciągnąć to, że przy ostatnich poziomach pojawił się popyt na polskie obligacje skarbowe, ale żeby mówić o istotnej zmianie na rynku to musielibyśmy zobaczyć potwierdzenie tego podczas kolejnych przetargów. W ostatnim czasie pojawiały się informacje, że ministerstwo stara się zainteresować obligacjami inwestorów zagranicznych. Po wyniku nie da się jednak ocenić, czy zagranica także kupowała polskie obligacje, ale jest to czynnik który warto obserwować przy kolejnych danych, które będą informować o tym jacy inwestorzy posiadają polskie obligacje" - ocenił w rozmowie z PAP Biznes strateg rynkowy PKO BP Arkadiusz Trzciołek.

Analityk ocenił, że wyniki aukcji mogą zostać uznane za pozytywne zaskoczenie.

"W zeszłym tygodniu Ministerstwo Finansów rozszerzyło zakres potencjalnej sprzedaży, z 2-4 mld na 1-4 mld zł. Teoretycznie więc, ministerstwo mogło nastawiać się na mniejszą sprzedaż, ostatecznie udało się uplasować papiery w górnej granicy tej kwoty, przy całkiem solidnym popycie łącznie ponad 5 mld złotych" - powiedział.

"Ciekawe więc, że ten popyt pojawił się przy relatywnie atrakcyjnych cenach, bo przecież w ostatnim czasie zdecydowanie przesunęła się krzywa dochodowości. Zdecydowanie niższe ceny papierów mogły wzbudzić zainteresowanie tych inwestorów, którzy wcześniej nie zamierzali kupować obligacji lub odbudowują swoje pozycje" - dodał.

Arkadiusz Trzciołek zwrócił uwagę, że podczas wtorkowej aukcji nie było dużego popytu na obligacje zmiennokuponowe.

"Ze strony inwestorów praktycznie w ogóle nie było popytu na papiery zmiennokuponowe, co jest dużą zmianą w stosunku do poprzednich aukcji. Generalnie w tym roku blisko połowa całej sprzedaży na aukcjach MF to były papiery właśnie ze zmiennym kuponem, czyli całkowicie odmiennie niż podczas dzisiejszej aukcji" - wskazał.

Trzciołek zauważył, że wszystkie papiery stałokuponowe oferowane we wtorek przez resort finansów miały oprocentowanie na poziomie powyżej 6 proc., podczas gdy poprzednio wynosiło ono mniej niż 5 proc. Zastrzegł, że wzrost oprocentowania był dostosowany do warunków rynkowych.

"Oprocentowanie było bliskie poziomów rynkowych i nie jest tak, że ministerstwo oferowało premię ponad to, co jest na rynku. Od ostatniej aukcji krzywa dochodowości i kwotowania na rynku wtórnym na tyle się przesunęły, że podczas operacji na rynku pierwotnym ministerstwo było zmuszone akceptować poziomy zbliżone do bieżących rynkowych" - powiedział.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze


PAP/INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »