W pojedynkę możemy machać szabelką, ale czy skutecznie?

- Jedyną odpowiedzią na to, co się dzieje w świecie, jedyną szansą na budowanie silnej Europy jest integracja - mówi prof. Danuta Hübner, posłanka do Parlamentu Europejskiego, przewodnicząca Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego.

Po kilku latach kryzysu wydaje się, że Europa wraca na właściwe tory. Jakie wyzwania stoją dziś przed Unią, szczególnie w sferze gospodarczej?

- Trend wzrostowy wciąż jest słaby i zróżnicowany - są takie gospodarki, które przekroczyły już 3 proc. wzrostu, ale i takie, gdzie wzrost jest bliski zeru. Dla zmiany tej sytuacji potrzebna jest m.in. odbudowa zaufania inwestorów dla kierunku zmian w Europie, dla reform i wobec polityków. Inwestorzy z różnych sektorów finansowych wciąż są bardziej skłonni inwestować poza Europą. Nie jesteśmy też zbyt atrakcyjni dla inwestorów z innych obszarów świata. Europa jest na początku drogi budowania unii rynków kapitałowych. To jest ścieżka, która może zwiększyć nie tylko różnorodność finansowania inwestycji w Europie, ale także możliwości finansowe oraz pobudzić banki do tego, aby zwiększyły swoją skłonność do udzielania kredytów. Mamy też do czynienia z innymi działaniami UE, m.in. z pracami nad utworzeniem jednolitego rynku transatlantyckiego. Ta umowa jest szansą na pobudzenie wzrostu po obu stronach Atlantyku.

Reklama

Mimo zaawansowania i intensywności prac nad tą umową w Polsce wciąż niewiele o niej wiemy i niewiele o niej dyskutujemy...

- Negocjacje, z inicjatywy Unii Europejskiej, udało się uruchomić dwa lata temu. Umowa dotyczy obniżenia barier we wzajemnym handlu. W Europie i USA mamy bardzo zbliżone normy, które np. pozwalają uznać samochód za bezpieczny. Warunki, które należy spełnić są właściwie takie same, ale sam proces dochodzenia do nich jest już zupełnie inny. Teraz chodzi o to, aby ta rozbieżność nie oznaczała, że każda europejska firma musi ponownie przechodzić przez procedury dopuszczania produktu na rynek amerykański. Chcemy zlikwidować podwójny system wchodzenia na rynek. To jest szczególnie ważne dla małych i średnich firm, które w przeciwieństwie do wielkich koncernów nie mają pieniędzy, żeby sobie z tym radzić.

Tym bardziej w Polsce, gdzie małe i średnie firmy stanowią 75 proc. rynku.

- To jest zasadnicza korzyść, która z tej umowy płynie. Negocjacje trwają, w Polsce i Europie różne środowiska zgłaszają obawy, nie mając świadomości, że negocjacje nie mogą dopuścić do obniżenia dość wyśrubowanych europejskich norm dotyczących bezpieczeństwa produktu, żywności czy generalnie bezpieczeństwa konsumenta. Trzeba mieć też świadomość tego, że wynikiem negocjacji będzie projekt, który obie strony uznają za "dobry interes". Później umowa musi być ratyfikowana przez Parlament Europejski i 28 parlamentów narodowych. Martwi to, że na poziomie narodowym o umowie mówi się niewiele, a w Polsce praktycznie w ogóle. A negocjacje chcielibyśmy zakończyć przed upływem kadencji prezydenta Baracka Obamy.

Wyzwania polityczne są ważne, ale nie mniej istotne są też wyzwania społeczne. Podczas XX Kongresu PFRN mówiliśmy dużo o nastrojach eurosceptycznych. Jak Europa zamierza sobie z tym poradzić?

- Antyeuropejskość została dodana do wszystkich ruchów radykalnych, które w czasie kryzysu zaczęły zyskiwać w Europie. Do parlamentów narodowych i rządów zaczynają wchodzić partie ksenofobiczne, nacjonalistyczne, antyeuropejskie. Wiele z nich jest już w Parlamencie Europejskim. Na to wszystko nakłada się kryzys, sytuacja w Grecji czy Wielkiej Brytanii, gdzie mamy do czynienia z grą o wyborcę o nastawieniu nacjonalistycznym, ale też skąd płyną sygnały, które budzą wątpliwości co do samego sensu integracji europejskiej. Jednak wystarczy popatrzeć na to, co się dzieje w świecie, wyobrazić sobie, że Europa nagle przestaje się integrować, że znika euro, że jesteśmy znów zdani sami na siebie. Nikt z nas, nawet najwięksi, nie znaczy wiele w świecie pełnym terroryzmu, radykalizmu, wojny i masowej migracji. Jedyną odpowiedzią na to, co się dzieje w świecie, jedyną szansą na budowanie silnej Europy jest integracja. W pojedynkę możemy machać szabelką, ale czy skutecznie?

Jakie wyzwania stoją przed Polską jako członkiem Unii Europejskiej? Wydaje się, że ogromną szansą dla rozwoju kraju jest budowanie gospodarki opartej na innowacyjności i wspólnym rynku cyfrowym.

- Te trudne dla Europy siedem lat kryzysu jako Polska przeszliśmy relatywnie suchą nogą. Jesteśmy jedyną gospodarką, która nie odnotowała ani jednego roku bez wzrostu. Nie możemy jednak pozwolić, aby wizerunek zielonej wyspy usypiał naszą czujność. Świat pędzi, Europa także bardzo się zmienia. Jeśli chcemy, aby bezpieczna przyszłość, konkurencyjna gospodarka i zdolność tworzenia nowych miejsc pracy były naszym udziałem, to rzeczywiście musimy mocno stawiać na nowe czynniki wzrostu. Myślenie o tym, że niskie płace mogą decydować o naszej konkurencyjności, należy do przeszłości. Chcąc, aby płace wzrosły, musimy zwiększyć produktywność, a ta bierze się z inwestycji kapitałowych, z lepszej edukacji, z innowacyjności, z wchodzenia w nowe obszary, które tworzą produkty poszukiwane na rynku. W to wszystko musimy inwestować. Dziś w Europie budujemy wewnętrzny rynek cyfrowy. To jest ta największa szansa, która może zwiększyć konkurencyjność i produktywność właściwie we wszystkich dziedzinach.

Mówi się, że wewnętrzny rynek cyfrowy może wygenerować około miliona nowych miejsc pracy...

- Właśnie! Polska, która ma świetnie wykształconych młodych ludzi musi na to zdecydowanie postawić, dostrzec w tym swoją przyszłość i stworzyć dobrą politykę rządu, ale też pobudzić aktywność na poziomie regionalnym, lokalnym. Czasem wystarczy mądry burmistrz, który uruchomi pewne dziedziny i stworzy miejsca pracy także dla młodych. Równocześnie trzeba przekonywać tych młodych, że nie trzeba czekać aż rząd o nich zadba. Mamy w sobie tyle inicjatywy i zdolności do indywidualnego działania, a gospodarka cyfrowa tylko pewne działania ułatwia. W Dolinie Krzemowej istnieje mnóstwo polskich start-upów. U nas też powstaje ich coraz więcej, choć wciąż za mało ten potencjał wykorzystujemy. Czasy kiedy siadało się przy biurku i przez 40 lat przy nim pracowało minęły. Zmiana tego, co się robi, zmiana zawodu, zmiana firmy to wszystko jest rzeczą normalną i tego musimy się uczyć, do tego przyzwyczajać. A każdy rząd musi pilnować, by nie było niczego, co hamuje tę innowacyjność, inicjatywę i możliwości rozwojowe w obszarach, które są decydujące dla przyszłości.

Dowiedz się więcej na temat: miejsca pracy | danuta | nowe miejsca pracy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »