Polacy zmęczeni drożyzną i inflacją. Wielu chce wprowadzenia cen maksymalnych

Według niespełna połowy Polaków, w obecnej sytuacji rynkowej rząd powinien wprowadzić ceny maksymalne na artykuły spożywcze oferowane w sklepach. Z kolei prawie jedna trzecia rodaków ma odmienne zdanie, a co czwarta osoba jest niezdecydowana. Co ciekawe, zwolennicy ww. rozwiązania zarabiają najczęściej 7000-8999 zł na rękę. I przeważnie uważają, że powinno ono obowiązywać do końca roku albo do momentu spadku inflacji. Eksperci komentujący wyniki są zdziwieni taką postawą konsumentów i tłumaczą to niewiedzą ekonomiczną społeczeństwa. Ponadto ostrzegają, że po zastosowaniu takiego mechanizmu na rynku pozostałyby tylko duże sieci handlowe, które jeszcze bardziej "docisnęłyby" cenowo swoich dostawców. Natomiast dla klientów najgroźniejszy byłby brak towarów na półkach sklepowych.

Za cenami maksymalnymi

Sondaż, przeprowadzony przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla portalu Wyborcza.biz, wykazał, że aż 41,7 proc. Polaków jest za tym, by rząd w obecnej sytuacji gospodarczej wprowadził ceny maksymalne na artykuły spożywcze. Jak komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego i były dyrektor generalny POHiD-u, to fatalna wiadomość dla sprzedawców oraz producentów. Gdyby w sytuacji rosnących podatków i opłat rzeczywiście została wprowadzona ww. bariera, to na rynku przetrwałyby tylko najzamożniejsze sieci handlowe. Odrabiałby straty na towarach nieobjętych regulacją i jednocześnie "dociskałyby" cenowo dostawców.

Reklama

- W mojej ocenie, konsumenci nie do końca rozumieją pojęcie ceny maksymalnej i nie wiedzą o tym, że jest ona ustawiona poniżej punktu równowagi rynkowej. A to w szybkim czasie mogłoby skutkować brakiem towarów na sklepowych półkach, gdyż niskie marże nie stymulowałyby podaży produktów  - ostrzega ekonomista dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX.

Natomiast Michał Koleśnikow, kierownik w Departamencie Analiz Ekonomicznych PKO BP, wyjaśnia, że ankietowanym trudno przewidzieć skutki zastosowania ww. regulacji. Prognoza ekspercka wymagałaby znajomości konkretnych parametrów. Należałoby wziąć pod uwagę to, jakie produkty zostałyby objęte regulacją, ich ilość na rynku, a także poziom i okres obowiązywania cen maksymalnych.

- Wprowadzenie tego rozwiązania jest mało realne, gdyż ograniczyłoby swobodne działanie rynku, na którym cena jest wypadkową działania konsumentów i sprzedających. Trudno jest też sobie wyobrazić liczne kategorie produktów, jakie miałyby być objęte ceną maksymalną, ponieważ musiałyby być one  jednorodne, jak np. cukier, mleko, mąka czy masło - dodaje ekspert z Grupy BLIX.

Jak przypomina Michał Koleśnikow, ceny surowców są zależne od sytuacji na globalnych rynkach, a nie od krajowej polityki. Gdyby została ustalona maksymalna cena produktu, który w następnych tygodniach mocno by potaniał w skupie, to konsumenci finalnie mogliby na tym stracić. Jeśli z kolei surowce bardzo by podrożały, to efekt byłby niebezpieczny dla przetwórców lub handlu, a ostatecznie też dla rolników. Byłoby to również mocną zachętą do eksportu takich dóbr.

- Ten mechanizm ma swoje zastosowanie, gdy dochodzi do spekulacji cen na rynku. Natomiast obecne podwyżki w sklepach mają ekonomiczne podstawy. W większości podyktowane są wzrostem opłat za energię i wysoką podażą pieniądza, która powinna się ustabilizować w związku z trwającą podwyżką stóp procentowych - twierdzi dr Łuczak.

Przeciwnicy i niepewni

Z badania wynika również, że przeciwnicy wprowadzenia cen maksymalnych stanowią 35,2 proc. To prawie jedna trzecia Polaków. Z kolei 23,1 proc. rodaków nie ma wyrobionej opinii na ten temat, a to jedna czwarta społeczeństwa.

- Odsetek Polaków przeciwnych ww. rozwiązaniu jest stosunkowo wysoki. Te osoby mogą obawiać się o skutki administracyjnego zamrożenia cen detalicznych, jeśli ten mechanizm zostałby zastosowany bez uwzględnienia zmienności kosztów w przedsiębiorstwach. Dla przykładu, gdyby dotyczyło to pieczywa, to przy drożejącej mące, pszenicy i energii piekarze mogliby ograniczyć produkcję swoich wyrobów - mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego z Santander Bank Polska.

Zdaniem eksperta z Grupy BLIX, dość spory udział osób niezdecydowanych świadczy o braku wiedzy w społeczeństwie nt. tego, czy mechanizm ceny maksymalnej mógłby poprawić sytuację na rynku. Może też pokazywać zwątpienie konsumentów co do skuteczności, a zarazem przekonanie, że rozwiązanie to pozostawałoby bez wpływu na ich decyzje zakupowe.

- Niepewność to efekt zagubienia pomiędzy rosnącymi cenami a ich obniżkami w związku z zerowym VAT-em. Konsumenci nie zajmują stanowiska w tej sprawie, bo nie wiedzą, co mają myśleć. Kto odrobinę poszerzy swoją wiedzę, ten szybko przejdzie na stronę przeciwników cen maksymalnych - przekonuje dr Faliński.

Analiza zwolenników

Ponadto z badania wynika, że za wprowadzeniem cen maksymalnych opowiadają się głównie osoby w wieku 36-55 lat (wśród nich 45,1 proc.), z wykształceniem zasadniczym zawodowym (47,8 proc.) i z miejscowości liczących 20-49 tys. mieszkańców (49,2 proc.). Najwięcej zwolenników jest w grupie zarabiającej miesięcznie 7000-8999 zł netto (54 proc.), a najmniej - wśród Polaków z dochodami przekraczającymi 9000 zł (34,6 proc.).

- Największy odsetek zwolenników jest wśród osób wystarczająco młodych, żeby nie pamiętały rzeczywistości sprzed gospodarki wolnorynkowej. Grupa dochodowa prawdopodobnie pokrywa się z wiekową. Starsi Polacy wiedzą, że regulacje narzucające górne ograniczenia cen zakończyły się problemami z dostępnością niektórych towarów. Przykład tego można było też obserwować ostatnio na Węgrzech - zauważa Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych z Santander Bank Polska.

Zwolennicy cen maksymalnych wskazali również, na jaki okres powinny być one wprowadzone. Najczęściej podawali koniec 2022 roku - 36 proc. Dr Maria Andrzej Faliński stwierdza, że opowiadanie się za sztywnym terminem pokazuje istnienie pewnej świadomości zagrożenia skutkami takiej ingerencji w rynek.

- Dla konsumentów ten rok zapowiada się jako najtrudniejszy. Mają nadzieję, że w 2023 roku ceny się ustabilizują. Wpływ na to mogą mieć spadki dotyczące cen energii, które przełożą się na obniżki bądź zatrzymanie wzrostu cen w sklepach - tłumaczy dr Krzysztof Łuczak.

Z kolei 19,1 proc. respondentów uważa, że ceny minimalne powinny obowiązywać do momentu, w którym inflacja zacznie spadać. 15,7 proc. podaje okres nie krótszy niż 6 miesięcy, 7,6 proc. - czas zakończenia pandemii, a 6,2 proc. - przynajmniej na 3 miesiące. 5,9 proc. nie potrafi tego określić. 5,1 proc. wskazuje połowę następnego roku, zaś 4,4 proc. - jego koniec.

- Duża część konsumentów na co dzień widzi spadającą siłę nabywczą swoich dochodów. Oczekują więc oni podjęcia przez rząd zdecydowanych działań. Rozwiązania tarczy inflacyjnej przyniosły zauważalną obniżkę cen części artykułów spożywczych na początku lutego br. Jednak nadal są one uznawane za wysokie ze względu na wcześniejsze wzrosty. Według wstępnych danych GUS - żywność i napoje bezalkoholowe były o 9,4 proc. droższe niż przed rokiem - podsumowuje Michał Koleśnikow z Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO BP.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

***

MondayNews
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »