Kobiety zarabiają więcej dzięki 500+?

Czwartek, 9 marca (05:52)

Liczba kobiet aktywnych zawodowo - choć nieznacznie - spadła w czwartym kwartale 2016 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2015 r. Tymczasem, w sieciach handlowych - które w większości zatrudniają kobiety - fale podwyżek. Czy to efekt 500+?

Zdjęcie

Kobiety zarabiają więcej dzięki 500+? /123RF/PICSEL
Kobiety zarabiają więcej dzięki 500+?
/123RF/PICSEL

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w czwartym kwartale 2016 r. było 16 mln 325 tys. osób pracujących, czyli o 0,3 proc. więcej niż w czwartym kwartale 2015 r. (...)

Zarobki kobiet w 2016 roku

W 2016 roku w Ogólnopolskim Badaniu Wynagrodzeń udział wzięło prawie 52 tys. kobiet. Mediana ich miesięcznych wynagrodzeń wyniosła 3500 zł brutto. 25 proc. najwyżej opłacanych zarabiało powyżej 5000 zł i więcej, a 25 proc. najniżej opłacanych otrzymywało 2600 zł i mniej. czytaj więcej

Czy nieznaczny spadek aktywności zawodowej kobiet to efekt programu 500+? - Dane, które pojawiły się, jeśli chodzi o aktywność zawodową na koniec 2016 r., nie dają nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy program 500+ plus wpłynął na dezaktywizację kobiet na rynku pracy. Z jednej strony, poziom aktywności zawodowej kobiet delikatnie się zmniejszył, ale gdy przyjrzymy się chociażby strukturze wiekowej osób, której ten spadek aktywności zawodowej dotyczy, to mamy do czynienia głównie z osobami w wieku 35-44 lata - mówi Andrzej Kubisiak, dyrektor zespołu analiz i komunikacji Work Service.

Reklama

- Prawdą jest, że mamy duży przyrost po stronie powodów bierności zawodowej, jeśli chodzi o obowiązki rodzinne, natomiast, jeśli spojrzymy głębiej na tą kategorię bierności zawodowej i na strukturę wieku, to zobaczymy, że biernych osób w wieku produkcyjnym mamy o ponad 4 proc. mniej, a przybyło ich w wieku poprodukcyjnym - dodaje Kubisiak.

Chociaż obraz jest niejasny, 500+ na pewno nie zrewolucjonizowało rynku pracy, a najgorsze scenariusze, które mówiły o setkach tysiącach osób, które opuszczą rynek pracy, się nie ziściły.

- Już nasze badania, które realizowaliśmy jesienią ubiegłego roku wskazywały, że niewielki odsetek - bo 1,5 proc. osób - rozważa opuszczenie rynku pracy ze względu na świadczenie 500+ - wyjaśnia Kubisiak.

Chociaż na opuszczenie rynku pracy z powodu 500+ kobiety masowo się nie decydują, nie zawsze myślą... o powrocie. - Mamy sygnały płynące ze struktur naszej firmy, od osób, które zajmują się aktywizacją osób bezrobotnych, długotrwale wykluczonych z rynku pracy, że część z nich nie chce aktywizować się zawodowo. Jeśli mają np. jedno dziecko, wolą nie wracać na rynek pracy, niż stracić 500+, które w tym przypadku jest zależne od dochodu - zauważa Kubisiak.

Również Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP uważa, że 500+ - choć nieduży - ma jednak wpływ na decyzje zawodowe podejmowane przez kobiety. - W przypadku rodzin, które posiadają większą liczbę dzieci, może się okazać, że po okresie urlopu macierzyńskiego, dojdzie się do wniosku, że nie opłaca się wracać do pracy - biorąc pod uwagę uciążliwości i koszty zapewnienia opieki nad dzieckiem, i wówczas kobieta decyduje się zrezygnować z zatrudnienia - mówi Kozłowski.

Takie przypadki dotyczą oczywiście rodzin, w których pensje kobiet nie są wysokie. - Jeśli kobieta ma trójkę dzieci, a pracowała 8 godzin albo więcej za 2000 brutto, to nie ma się co dziwić, że postanowiła rzucić tę pracę i wrócić do domu - uważa Dorota Gardias, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych.

Również Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej potwierdza, że zapewne są przypadki, że przy bardzo niskiej płacy, kobiety, które mają kilkoro dzieci najzwyczajniej w świecie podejmują decyzję o tym, że nie opłaca im się pracować i lepiej zostać w domu z dziećmi. - To jest najlepsze rozwiązanie dla dzieci i dla rodziny. Nie widzę w tym większego problemu - mówi Szwed.

Efektem "ubocznym" 500+ jest nie tylko dezaktywizacja zawodowa kobiet, ale również - podwyżki. Płace coraz chętniej podnoszą np. sieci handlowe. Już w ubiegłym roku na taki krok zdecydowały się m.in. Lidl, Biedronka, Kaufland i Tesco.

Zaledwie kilka dni temu Kaufland ogłosił kolejne podwyżki wynagrodzeń. Od 1 marca zatrudniony na pełen etat kasjer sprzedawca będzie mógł liczyć na pensję w wysokości od 2,6 do 3,1 tys. zł brutto. Oznacza to, że najniższe wynagrodzenie obowiązujące w sieci będzie o 30 proc. wyższe od aktualnej płacy minimalnej w Polsce.

Przypomnijmy, że handel i usługi to jedna z najbardziej sfeminizowanych grup zawodowych w Polsce. Ok. 65 proc. pracowników tej grupy to kobiety. Czy to zatem 500+ wywołało falę podwyżek?

- Mieliśmy faktycznie taki sygnał z jednej z sieci handlowych, jakby z pretensjami, że musieli podnieść płace z tego powodu. I całe szczęście. Od wielu lat mamy problem ludzi pracujących w biedzie, ponieważ płace są niskie, i jeśli program Rodzina 500+ - który dla wielu osób, zarabiających najniższą krajową jest naprawdę ratunkiem - wymusza podwyżkę płac, to bardzo dobrze - powiedział w wywiadzie z PulsemHR.pl Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Eksperci nie postrzegają jednak 500+ jako głównej siły napędowej wzrostu płac. Według Andrzeja Kubisiaka, handel na przestrzeni ostatniego roku doświadczył największych niedoborów kadrowych.

- Żadna inna branża, aż w tak dużym tempie nie zgłaszała narastających trudności rekrutacyjnych, więc działania, które podjęły sieci handlowe, były reakcją na sytuację, która ich dotknęła. I kiedy dwóch największych graczy podniosło stawki wynagrodzeń, to kolejni musieli podążyć za nimi i też takie działania podjąć. Mamy do czynienia ze swoistą wojną płacową o pracowników i niewątpliwie 500+ ma w tym swój udział, ale na pewno nie jest decydującym czynnikiem - komentuje Kubisiak.

- 500+ trochę przyśpieszyło wzrost płac, który i tak musiał nastąpić - podsumowuje natomiast Łukasz Kozłowski.

Jolanta Miśków

Więcej informacji www.pulshr.pl

Artykuł pochodzi z kategorii: Zarobki

POLECANE zwiń