Znajomych tysiąc, ofert pracy - zero

Środa, 24 kwietnia 2013 (05:50)

Lubią poimprezować i pochwalić się na Facebooku zdjęciami z ostatniej wariackiej balangi. A na nich uwieczniono między innymi szalony taniec na stole, wyścig w piciu piwa na czas i pojedynek na skoki do wody... nago. Na koncie przybywa znajomych i "lajków" - w końcu kto nie chciałby mieć w swoim gronie tak zwariowanych ludzi. Są jednak tacy, którzy by nie chcieli...

Zdjęcie

Prowadząc własny profil najlepiej trzymać się faktów i nie tworzyć fałszywego obrazu samego siebie /AFP
Prowadząc własny profil najlepiej trzymać się faktów i nie tworzyć fałszywego obrazu samego siebie
/AFP

HR-owiec też człowiek i konto na "fejsie" ma

A mowa tu o pracodawcach, którzy coraz częściej wykorzystują portale społecznościowe, aby szukać potencjalnych pracowników i sprawdzać profile kandydatów w procesie rekrutacyjnym. Według badań amerykańskiego Bullhorn'a nawet 98 proc. rekruterów korzysta z social media. Prym wiedzie LinkedIn - używa go 97 proc. ankietowanych. Ale rekruterzy są na bieżąco także z Facebookiem (51 proc.), Twitterem (49 proc.) czy Google Plus (19,1 proc.).

Pobierz darmowy program PIT 2012

Reklama

Oferty pracy dla Ciebie

W Polsce skala tego zjawiska nie jest jeszcze tak wielka, ale widać, że trend zza oceanu również u nas staje się coraz popularniejszy. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Agorę, rodzimi rekruterzy korzystają najczęściej z serwisów przeznaczonych stricte dla pracowników i pracodawców - Goldenline (80,3 proc.) i LinkedIn (64,1 proc.). W poszukiwaniu dodatkowych informacji o kandydacie 23,9 proc. zagląda także na Facebooka. Niektórzy z nich, co może wydawać się zaskakujące, odwiedzają również Naszą Klasę.

Ci bardziej dociekliwi mogą więc porównać profil kandydata na NK z tym, co prezentuje on na Facebooku. Gorzej dla niego, jeśli naciągnął kilka istotnych faktów, by lepiej prezentować się na bardziej popularnym "fejsie", ale nie zrobił tego samego na Naszej Klasie. Gdy rekruter dostrzeże takie "nieścisłości", kandydat w jego oczach jest mało wiarygodny. A tego typu pułapek jest znacznie więcej.

Bo rzeczywistość trzeba trochę podkolorować

Kompromitujące fotografie z suto zakrapianych nocy, czy półnagie zdjęcia to tylko jeden z elementów, który może skutecznie zniechęcić pracodawcę.

Oprócz tego zwracają oni uwagę także na sposób, w jaki pisze się komentarze czy wiadomości. Dlatego też używanie dużej liczby wulgaryzmów, "sweetaśnych" neologizmów czy innych tego typu tworów może nie być najlepszym pomysłem na promocję swojej osoby.

Również mijanie się z prawdą może zostać łatwo zweryfikowane przez rekrutera przy pomocy portalu społecznościowego. Jeśli w CV umieszczono informację o tym, że jest się molem książkowym, ale napisane posty świadczą o czymś zupełnie innym ("jak ja nienawidzę czytać, kolejną lekturę nam na studiach zadali", itp.), może to wywołać pewien dysonans i wątpliwości u pracodawcy.

Kandydat w sieci - jak wykreować swój profesjonalny wizerunek?

We współczesnym świecie utarło się powiedzenie: "nie ma cię w mediach społecznościowych - nie istniejesz". Można się z tym faktem spierać, ale prawdą jest, że nowoczesne technologie ułatwiają nam życie. Także zawodowe. czytaj więcej

Zważ proporcjum mocium panie

Niezależnie od tego, czy jest się już aktywnym na rynku pracy, czy też pierwsza praca jest nadal melodią przyszłości, trzeba wyważyć treści, które umieszcza się w internecie. Gdy raz trafią do wirtualnej rzeczywistości, ich usunięcie może okazać się niemożliwe. Użytkownik naraża się więc na kompromitację, a w konsekwencji nawet na pozbawienie możliwości zatrudnienia, jeśli pracodawca odkryje jego wcześniejszą, nie zawsze chlubną, działalność w sieci.

Nie chodzi jednak o to, by na każdej fotografii, która publikowana jest w social media, prezentować się w koszuli i krawacie, bądź żakiecie i sukni 3/4, a w każdym poście podkreślać swoją punktualność, obowiązkowość i pracowitość. Przesadzanie w tę stronę również wyda się pracodawcy podejrzane.

Na łamach mediów społecznościowych najlepiej "zachowywać się" naturalnie i swobodnie. Jednak najbardziej pikantne szczegóły z naszego życia czy kontrowersyjne fotografie najlepiej zachować dla siebie, bądź udostępnić je wyłącznie znajomym i zablokować możliwość ich przeglądania przez osoby trzecie.

Prowadząc własny profil najlepiej trzymać się faktów i nie tworzyć fałszywego obrazu samego siebie. I choć w ten sposób można się pozbawić kilku dodatkowych "lajków", to podczas rozmowy kwalifikacyjnej kandydat będzie mieć pewność, że pracodawca niczym go nie zaskoczy i nie narazi się tym samym na śmieszność.

Michał Grząbka

Artykuł pochodzi z kategorii: Porady

POLECANE zwiń