Praca w Norwegii: Wyjazd w ciemno to duże ryzyko

Poniedziałek, 26 grudnia 2011 (06:00)

Marek i Monika wyjechali do Oslo z nadzieją na lepsze życie. Niestety, pomimo usilnych starań nie udało im się tam znaleźć żadnego zajęcia. Po dwóch tygodniach intensywnego szukania pracy musieli wrócić do kraju.

Zdjęcie

Wyjazd w ciemno w poszukiwaniu pracy za granicą to duże ryzyko /© Panthermedia
Wyjazd w ciemno w poszukiwaniu pracy za granicą to duże ryzyko
/© Panthermedia
- Z powodu kończącej się gotówki nie mogliśmy sobie pozwolić na dłuższy pobyt w Norwegii - tłumaczy Monika. - Tylko same noclegi kosztowały nas ponad 5 tys. koron. Spaliśmy w hostelu dzieląc pokój z czterema innymi osobami. Niestety nie mieliśmy na miejscu żadnego znajomego, ani nikogo, kto mógłby nas przenocować. Sporo pieniędzy traciliśmy też na przemieszczanie się po Oslo. Do tego dochodziły jeszcze wydatki na jedzenie, choć i tak sporo żywności zabraliśmy ze sobą.

Monika i Marek to absolwenci Wyższej Szkoły Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu. Na całe ich doświadczenie zawodowe składa się wyłącznie praca w hotelach i restauracjach. Mogą się pochwalić referencjami z takich czterogwiazdkowych hoteli jak: Novotel czy Mercure. Fascynacja krainą fiordów i jej pięknymi krajobrazami spowodowała, że wyjazd do Norwegii chodził im po głowie już od wielu lat.

No, to jedziemy

Reklama

- Można powiedzieć, że pojechaliśmy tam w ciemno, choć z pełną listą namiarów i konkretnym planem działania - mówi Marek. - Jeszcze przed wyjazdem z Polski rozesłałem za pośrednictwem internetu kilkadziesiąt aplikacji i zapytań o pracę. Niestety, na większość z nich nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, choć bardzo starannie podeszliśmy do wyboru konkretnych adresatów.

- Za pośrednictwem komunikatorów internetowych próbowaliśmy też nawiązać kontakt z Polakami mieszkającymi w Norwegii, którzy mogliby nam ewentualnie pomóc lub doradzić w pierwszych dniach pobytu w tym kraju - dodaje Monika. - Większość osób, z którymi rozmawialiśmy podchodziła do nas raczej nieufnie. Nikt nie zadeklarował bezpośredniej pomocy.

Polacy wylecieli do Oslo w drugiej połowie czerwca br. - Do wyjazdu przygotowaliśmy się bardzo solidnie - mówi Monika. - Zaczęłam się nawet uczyć języka norweskiego z dostępnych na polskim rynku kursów multimedialnych.

Szukamy pracy

Zaraz po przyjeździe na miejsce udali się do zarezerwowanego wcześniej hostelu. Jeszcze tego samego dnia zakupili norweskie karty do swoich telefonów komórkowych i odwiedzili dwie okoliczne agencje, w których zdążyli się jeszcze zarejestrować.

Każdego dnia, łącznie z sobotą i niedzielą, chodzili za pracą.

- Skupiliśmy się głównie na szukaniu zajęcia w gastronomii i szeroko pojętej branży hotelarskiej - mówi Marek. - Aplikacje roznosiliśmy praktycznie po całym Oslo. Odwiedzaliśmy hotele, hostele, restauracje, puby i inne lokale rozrywkowe. Gdy wróciliśmy już zmęczeni do hostelowego pokoju odpalałem jeszcze laptopa i szukałem ogłoszeń na norweskich portalach z ofertami pracy.

W sumie Polacy odwiedzili w stolicy Norwegii kilkadziesiąt restauracji i barów. Niestety w połowie z nich nie udało im się trafić na osobę zarządzającą lokalem lub zajmującą się rekrutacją osób, lecz wszędzie, gdzie tylko mogli zostawiali swoje papiery. W niektóre miejsca wracali kilkakrotnie. Niestety odzew z tego był bardzo niewielki. Dwa razy ktoś zadzwonił z ofertą dorywczej pracy na dwie godziny, jednak Marek i Monika woleli się skupić na szukaniu bardziej stabilnego zajęcia.

- Polaków zatrudnionych w gastronomii spotykaliśmy głównie w knajpach prowadzonych przez Azjatów oraz w restauracji McDonald's - mówi Monika. - Nasi rodacy byli też widoczni jako pracownicy służb porządkowych na ulicach i kierowcy autobusów. Widzieliśmy też polskie pokojówki. Każde takie spotkanie traktowaliśmy jako okazję do podpytania o pracę.

Ach, ten język

Choć Polacy szukali głównie zajęcia w hotelach i restauracjach, to nie unikali też wysyłania aplikacji na oferty dotyczące innej pracy np. przy sprzątaniu. Regularnie przeglądali oferty w norweskich urzędach pracy NAV, niestety nie wniosły one nic nowego do ich sytuacji. Nie pomogła też rejestracja w takich agencjach jak Addeco i Manpower, choć pracownicy tego ostatniego biura dali im do zrozumienia, że będą mieć sporo szczęścia, jeśli w tak krótkim czasie uda im się znaleźć pracę w pełnym wymiarze.

- Nieznajomość języka nie stanowiła dla nas żadnej bariery w kontaktach z ludźmi. Bez problemu dogadywaliśmy się po angielsku - mówi Marek. - Niestety, jak się potem okazało, na większość stanowisk, na które aplikowaliśmy lub odpowiadaliśmy z ogłoszenia wymagany był dobry norweski.

Nie był to jedyny problem, z jakim nieoczekiwanie spotkali się Polacy. Kilkakrotnie zdarzyło się, że powodem odmowy zatrudnienia była ich narodowość. - Odpowiedzialny za rekrutację pracowników menedżer jednego z hoteli powiedział mi wprost, że zatrudnia tylko Skandynawów - kontynuuje Marek. - Pomimo tego zostawiliśmy tam swoje namiary licząc na to, że może jednak zadzwoni. W norweskiej branży hotelarskiej pracuje dużo młodych Szwedów. W okresie wakacyjnym przyjeżdża z tego kraju spora grupa studentów. Liczyłem się z ich obecnością, ale nie sądziłem, że będzie ich aż tylu.

Wracamy do kraju

Po dwunastu dniach pobytu w stolicy Norwegii para zaczęła poważnie wątpić w jakiekolwiek szansę na znalezienie pracy. - Liczyłem po cichu, że może choć jednemu z nas uda się przez ten okres załapać pracę, ale z każdym kolejnym dniem i rosnącą liczbą rozesłanych aplikacji traciłem nadzieję - mówi Marek. - Najbardziej dobijający był brak odpowiedzi. Telefon milczał, a na skrzynkę przychodziły tylko pojedyncze maile.

Czym tłumaczą swoje niepowodzenie? - Może pojechaliśmy tam w nieodpowiednim terminie, większość miejsc w hotelach była już praktycznie obsadzona - zastanawia się Marek. - Druga kwestia jest taka, że nie mieliśmy tam absolutnie nikogo, żadnego znajomego, który mógłby nam pomóc, czy też dać ewentualne wskazówki, gdzie szukać pracy.

Polacy zdają sobie sprawę, że mogli spróbować poszukać np. sezonowego zajęcia w rolnictwie, ale nie taki był ich cel. Chcieli maksymalnie wykorzystać czas na szukanie pracy w branżach, na których im zależało. - Liczyliśmy się z tym, że może się nie udać, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak źle - mówi Marek.

Maciej Sibilak

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:ryzyko | Norwegia | praca za granicą
POLECANE zwiń