PO krytykuje rząd w sprawie porozumienia w Radzie UE dotyczącego pracowników delegowanych

Wtorek, 24 października (14:08)

​Platforma Obywatelska w Parlamencie Europejskim oskarża rząd, że nie potrafi walczyć o sprawy Polaków w związku z przyjęciem w poniedziałek w nocy przez państwa unijne stanowiska w sprawie propozycji zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych.

Zdjęcie

Prezydent Francji Emmanuel Macron ograł wszystkich w sprawie delegowania pracowników /PAP/EPA
Prezydent Francji Emmanuel Macron ograł wszystkich w sprawie delegowania pracowników
/PAP/EPA

Cytat

"Zwycięstwo Europy" - tak francuskie media oceniły we wtorek przyjęte poprzedniego dnia w Luksemburgu przez Radę UE stanowisko w sprawie pracowników delegowanych. Według paryskiej prasy znaleziono "niełatwy", ale "kluczowy" kompromis.

Przegłosowane przy sprzeciwie m.in. Warszawy porozumienie przewiduje ograniczenie okresu delegowania na 12 miesięcy. KE proponowała 24 miesiące, co było również krytykowane przez Polskę. Ostatecznie państwa członkowskie zaakceptowały jeszcze bardziej niekorzystną dla nas propozycję Francji, by delegowanie wynosiło maksymalnie rok. Polska, której firmy transportowe są potęgą na europejskich drogach, domagała się też wyłączenia z zakresu stosowania przepisów kierowców. Takich zapisów nie udało się jednak uzyskać.

Zajmująca się sprawą pracowników delegowanych w Parlamencie Europejskim europosłanka PO Danuta Jazłowiecka podkreśliła, że za niekorzystnymi z punktu widzenia naszego kraju rozwiązaniami zagłosowało wiele państw naszego regionu.

Reklama

- Na spotkaniu ministrów ds. zatrudnienia 28 krajów UE "dobra zmiana" nie utrzymała jedności Grupy Wyszehradzkiej, której jest liderem i na którą tak ciągle stawia. Czechy, Słowacja, ale i Bułgaria, i Rumunia (gdzie był prezydent Francji Emmanuel Macron, omijając szerokim łukiem Polskę) zagłosowały za bardzo złymi rozwiązaniami - podkreśliła w oświadczeniu Jazłowiecka.

Jej zdaniem, zabrakło porozumienia w tej sprawie w ramach Trójkąta Weimarskiego. Brak rozmów z Francją i Niemcami na temat delegowania polskich pracowników sprawił - w ocenie eurodeputowanej - że przeciwko niekorzystnym rozwiązaniom dla polskich pracowników i polskich firm z rządem PiS głosowały tylko Węgry, Litwa i Łotwa, a Irlandia, Wielka Brytania i Chorwacja wstrzymały się od głosu.

- To jest efekt marginalizowania naszego kraju. Obecny rząd nie potrafi walczyć na argumenty o sprawy Polaków na arenie międzynarodowej, a jedynie stać go na stanowisko "nie, bo nie". Wczoraj przegraliśmy dwie najważniejsze rzeczy w delegowaniu: długość delegowania i osobne rozwiązania dla transportu - podkreśliła zasiadająca w komisji zatrudnienia i spraw socjalnych PE europosłanka.

Jak dodała, rząd nie potrafił stworzyć wspólnej linii z Hiszpanią, która ostatecznie zagłosowała za kompromisem, a dla której transport był tak ważny. - To jest przejaw ogromnej słabości rządu. Przypominam o dobrym porozumieniu w sprawie delegowania za czasów PO, kiedy Polska była przy stole negocjacyjnym. Byliśmy jednym z liderów i wygrywaliśmy sprawy dla Polaków. Może warto skorzystać z "dobrych rad" pani premier (Beaty Szydło) i zawołać: obudź się polski rządzie - oświadczyła Jazłowiecka.

Premier Szydło pytana o jedność krajów naszego regionu w tej sprawie, zapewniała we wtorek, że Grupa Wyszehradzka ma się dobrze. Zaznaczyła jednocześnie, że "nie jest niczym nowym", że kraje V4 "nie zgadzają się we wszystkim".

Szefowa rządu oceniła, że wynik europejskich negocjacji w sprawie przepisów o pracownikach delegowanych to "1:1". - W tej chwili są zapisy, które udało nam się włożyć i one poprawiają te propozycje, które były przez Francję zgłoszone, natomiast oczywiście nie wszystko nas satysfakcjonuje, co jest rzeczą naturalną - powiedziała.

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska zwracała uwagę, że z punktu widzenia Polski korzystne jest wprowadzenie czteroletniego okresu przejściowego na dostosowanie się firm do nowych przepisów.

Poniedziałkowe porozumienie (przyjęcie podejścia ogólnego przez państwa członkowskie) nie kończy prac nad przepisami, ale otwiera drogę do dalszych negocjacji z Parlamentem Europejskim. Sprawy, co do których i europosłowie, i Rada UE się zgadzają (czyli m.in. pozostawienie w zakresie dyrektywy transportu), są w zasadzie już nie do zmiany. Komisja zatrudnienia i spraw socjalnych PE proponuje jednak dłuższy niż Rada UE, bo 24-miesięczny okres delegowania, co daje szanse na lepsze z punktu widzenia polskich firm rozwiązania.

- - - -

Europejski biznes krytykuje porozumienie ws. pracowników delegowanych

- To zły kompromis napędzany przez politykę - tak o porozumieniu państw UE, dotyczącym zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych wypowiedziała się organizacja zrzeszająca przedsiębiorców BusinessEurope.

"Jesteśmy głęboko zaniepokojeni kluczowymi aspektami porozumienia. Kompromis przewiduje zmniejszenie okresu delegowania do 12 miesięcy z możliwością przedłużenia do 18 miesięcy na podstawie umotywowanego wniosku firmy. To nie zgadza się z potrzebami przedsiębiorstw na jednolitym rynku" - napisano w wydanym we wtorek oświadczeniu.

Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że długoterminowa mobilność pracowników jest stosunkowo częstą praktyką w takich sektorach jak usługi produkcyjne (np. roboty instalacyjne i montażowe), czy usługi biznesowe. Obawy o nadużycia w tych branżach praktycznie nie występują. "Ograniczanie mobilności będzie szkodziło tego rodzaju działalnościom przynoszącym wysoką wartość dodaną, a także podważało funkcjonowanie jednolitego rynku usług" - ostrzega organizacja.

Biznes chce, aby w trakcie negocjacji między Parlamentem Europejskim a Radą UE z udziałem Komisji Europejskiej jego stanowisko było lepiej uwzględnione.

"W szczególności wzywamy Radę, PE i KE do utrzymania początkowo zaproponowanego 24-miesięcznego okresu delegowania, tak jak sugeruje to Parlament Europejski, jak również umożliwienia przedłużenia tego okresu w sposób, który jest zgodny z regułami dotyczącymi koordynacji systemów zabezpieczeń społecznych" - zaznaczono w oświadczeniu.

Stowarzyszenie zwraca uwagę, że jeśli problemem są oszustwa i nadużycia prowadzące do nieuczciwej konkurencji, odpowiedzią na to nie może być podważanie całej działalności, jak to się dzieje wobec delegowania w niektórych krajach UE. Nie może nią być też zwiększanie obciążeń biurokratycznych dla pracodawców. Zdaniem BusinessEurope prawdziwą odpowiedzią na problemy powinno być lepsze skupienie się na wdrażaniu już istniejących regulacji.

- To zły kompromis napędzany symboliką polityczną. Zamiast ochrony wolnego przepływu osób i egzekwowania istniejących, wymagających regulacji, by walczyć z nadużyciami, Rada uwierzyła w mit, że obecne przepisy musza być zmienione w celu walki w dumpingiem socjalnym i podziałem Europy - ocenił dyrektor generalny BusinessEurope Markus J. Beyrer.

Opinia europejskich firm jest zbieżna z poglądem polskiego rządu, który od miesięcy starał się przekonać państwa unijne do mniej restrykcyjnych rozwiązań. Na poniedziałkowym posiedzeniu unijnych ministrów odpowiedzialnych za kwestie pracy Polska przegrała jednak głosowanie.

Stanowisko Rady UE przewiduje ograniczenie okresu delegowania do 12 miesięcy. Takie rozwiązania zaproponowała kilka miesięcy temu Francja i choć nie podobało się ono wielu państwom członkowskim, również z zachodniej Europy, ostatecznie to Paryż zwyciężył w tej rozgrywce.

Innym rozwiązaniem, z którym starała się walczyć Polska, jest objęcie przepisami kierowców TIR-ów, co dla firm transportowych wysyłających pracowników do całej Europy jest szczególnie kłopotliwe. Rada UE proponuje jednak, by przedsiębiorstwa miały 4-letni okresu przejściowy na dostosowanie się do nowych przepisów. Ostateczny kształt regulacji musi zostać jeszcze wypracowany w negocjacjach pomiędzy przedstawicielami KE, europosłów i państw członkowskich.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:praca w UE
POLECANE zwiń