A może zapłacą?

Poniedziałek, 14 stycznia 2013 (07:50)

Są w Polsce branże i zawody, które pozostają całkowicie poza zakresem zainteresowania państwa. Można w nich nie płacić pracownikom czy zleceniobiorcom i nie ponosić z tego powodu żadnych konsekwencji. Tak jest w budowlance, a szczególnie w remontach, gdzie pieniądze przechodzą z ręki do ręki. Tak jest przy sprzątaniu, ochronie czy w części usług transportowych.

Poniedziałek dziewiąta rano. Pociąg Szybkiej Kolejki Miejskiej z Pruszkowa do Otwocka. Stacja Warszawa Ursus. Wsiada dwóch mężczyzn około czterdziestki i rozpoczyna się rozmowa:

- Mówiłem ci, żebyśmy nie brali tej roboty, bo i tak nie zapłacą.

Reklama

- Ale zapłacili, tylko nie tyle, co mieli.

- Dali po tysiącu za trzy tygodnie, a mieli dać po dwa i pół.

- Tak już jest z remontami, na jednym zarobisz, na drugim stracisz. Przecież ci mówiłem.

- A nie mógłbyś pogadać z szefem?

- Sam słyszałeś, co powiedział. Że mu nie zapłacili.

- I nic z tym nie zrobisz?

- A co chcesz zrobić? Ja z tej roboty żyję. Jak się postawię, nie da nam następnego zlecenia.

- To co robimy?

- Trzeba brać robotę i niech teraz płacą tygodniówki. Jak raz nie zapłacą, to w następny poniedziałek nie wchodzimy na robotę.

Skala i przyczyny patologii

Praca na czarno jest patologią rynku pracy. W sprawozdaniu Głównego Inspektoratu Pracy za 2011 rok stwierdzono, że najbardziej szkodliwe z punktu widzenia ochrony praw pracowniczych formy nielegalnego zatrudnienia - tj. bez potwierdzenia na piśmie rodzaju umowy o pracę i jej warunków oraz niezgłoszenie osoby zatrudnionej lub wykonującej inną pracę zarobkową do ubezpieczenia społecznego - stwierdzono w 15 proc. kontrolowanych podmiotów. 23,8 tysięcy kontroli objęło 176 tysięcy osób, z czego 6 proc. dotyczyły nieprawidłowości. Aż w 7 województwach odsetek podmiotów, w których ujawniono nielegalne zatrudnienie, mieścił się w przedziale 20-28 proc.

Ma to kilka przyczyn, spośród których najważniejszą jest ogromne i rosnące bezrobocie oraz coraz trudniejsza sytuacja materialna pracownika. Nie mogąc znaleźć legalnego zatrudnienia, ludzie są skłonni pracować gdziekolwiek, za jakiekolwiek pieniądze. Drugim bardzo istotnym elementem jest to, że wiele osób straciłoby status osoby bezrobotnej. I nie chodzi tylko o utratę prawa do zasiłku, ponieważ pobiera go, jak się szacuje, około 20 proc. pracujących bezrobotnych, tylko przede wszystkim o ubezpieczenie zdrowotne. Na pewno argumentem nie jest wynagrodzenie z pracy na czarno, ponieważ wbrew obiegowym opiniom polską praktyką jest, że takim pracownikom płaci się mniej. Często zawiera się słownie umowę na przyzwoite pieniądze, a potem wypłaca połowę lub dwie trzecie obiecanej kwoty. W przypadku osób młodych czy trwale bezrobotnych liczy się w zasadzie jeden argument - brak możliwości znalezienia pracy w ogóle, a podatki czy ZUS to problem państwa. Zresztą trudno im się dziwić.

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT

Nikogo to nie obchodzi

Ponieważ nie ma żadnych formalnych umów o pracę, więc pracownik nawet nie ma po co iść ze swoimi roszczeniami do sądu. Samo ustalenie stosunku pracy często przerasta możliwości sądu, a co dopiero wyegzekwowanie należności. Również kontrole Państwowej Inspekcji Pracy to tylko czubek góry lodowej. Zresztą branży remontowej one praktycznie nie dotyczą - firmy są małe, jedno- lub kilkuosobowe. Bardzo często bez zarejestrowanej działalności. Powszechna też w środowisku jest opinia, że państwo to pasożyt, który wyciąga rękę po ZUS i podatki, a dla przedsiębiorcy albo nic nie może zrobić, albo nie chce.

- Po co mi działalność? Czy to coś pomogło ludziom, których firmy były podwykonawcami przy Stadionie Narodowym? Pieniędzy nie dostali, tylko łatwiej ich było potem skarbówce wykończyć - mówi Jarosław Madejczyk, pracujący od kilkunastu lat jako kafelkarz i tynkarz. Sam jednak przyznaje, że w branży jest ostatnio bardzo źle. Kiedyś kombinował jeden na dziesięciu zleceniodawców, dzisiaj jest to siedmiu, ośmiu. Nie ma również dobrego zdania o firmach krzakach, zatrudniających na czarno po kilku pracowników, na jedno zlecenie i w ogóle niepłacących. - To są ciągle od lat ci sami ludzie. I państwo im po prostu na to pozwala.

Prawna próba rozwiązania

Do tej pory praca na czarno i umowy śmieciowe były raczej na obrzeżu zainteresowania państwa. Próbą rozwiązania problemu jest projekt ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw autorstwa Prawa i Sprawiedliwości. Ustawa pozwalałaby ograniczyć możliwość zatrudniania na czarno i w formie umów śmieciowych, wyposażając inspektorów pracy w narzędzie umożliwiające nakazanie zastąpienia umowy cywilnoprawnej umową o pracę w przypadku, gdy wykonywana praca odpowiada warunkom określonym w art. 22 § 1 kodeksu pracy. W przypadku gdyby pracodawca nie zgodził się z takim werdyktem, to on ma obowiązek wykazać przed sądem, że dana umowa cywilnoprawna nie kwalifikuje się do zastąpienia umową o pracę.

Drugim ważnym elementem ustawy jest to, żeby pracodawca przed dopuszczeniem pracownika do pracy potwierdził z góry, na piśmie ustalenia co do stron umowy, rodzaju umowy i jej warunków. Dotychczasową praktyką jest obowiązek zawarcia umowy w pierwszym dniu pracy. Przez co dla tysięcy pracowników po latach zatrudnienia na czarno pierwszym dniem pracy jest ten, w którym do zakładu przychodzi inspektor PIP. Niestety, ta próba rozwiązania problemu spotkała się z wrogością rządu i parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej. Nie wiadomo, jakie będą jej dalsze losy.

Michał Miłosz

Rozmowa z Januszem Śniadkiem, posłem PiS, autorem projektu zmiany ustawy o PIP

TS: Jaki jest los ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy?

Janusz Śniadek: Odbyło się pierwsze czytanie. I tam początkowo wniosek został odrzucony i trafił do dalszych prac. To było w lipcu. W listopadzie doszło do spotkania dwóch komisji: kontroli państwowej i komisji polityki społecznej, gdzie doszło do powołania specjalnej podkomisji do rozpatrzenia tej ustawy. Jest niewykluczone, że może to być próba odrzucenia ustawy w kolejnym czytaniu. Jej losy będą miały szczególne znaczenie, jeżeli chodzi o umowy śmieciowe w Polsce. Ona nie podnosi kosztów pracy po stronie pracodawcy, tylko pozwala lepiej egzekwować istniejące prawo.

Jaka jest skala nieprawidłowości?

- Jeżeli na blisko 30 tys. kontroli Państwowej Inspekcji Pracy złożono wnioski pokontrolne na ok. 10 tys. wykrytych nieprawidłowości, to wskazuje, jaka jest potrzeba wprowadzenia tej ustawy.

Czy istnieje szansa na zmiany w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy?

- W podkomisji są proporcjonalnie przedstawiciele ugrupowań sejmowych. Platforma chciała odrzucać tę ustawę z powodów formalnych. Również zapowiedź przedstawiciela ministerstwa w tym zakresie jest co najmniej dziwna.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

POLECANE zwiń