10 tys. funtów dla graficiarza

Niedziela, 14 lutego 2010 (06:00)

Polski graficiarz w Londynie. Przez pierwsze dni pobytu w Londynie Damian spał w krzakach na terenie parku. Teraz ma tam własne mieszkanie i firmę, dzięki której do niedawna uzyskiwał dochody rzędu 10 tys. funtów miesięcznie.

Zdjęcie

Wśród malowanych modeli zdarzają się także luksusowe auta /Praca i nauka za granicą
Wśród malowanych modeli zdarzają się także luksusowe auta
/Praca i nauka za granicą
Polak zajmuje się dekorowaniem karoserii samochodów.

Damian to znakomity graficiarz z Krotoszyna (woj. wielkopolskie), malujący oszałamiające grafiki na samochodach i nie tylko. Dzięki swoim umiejętnościom udało mu się podbić Londyn. Wyjechał latem 2005 roku, zaraz po ukończeniu liceum. - Początek był dla mnie naprawdę tragiczny. Nie chciałem jechać sam, dlatego namówiłem na wyjazd kolegę - wspomina Polak. - Nie miałem zbyt wiele pieniędzy, oprócz tego, co udało mi się odłożyć z rysowania portretów, ale na bilet starczyło. W ten o to sposób dwójka młodych Polaków wyruszyła w ciemno na podbój Wielkiej Brytanii. Jedynym punktem zaczepienia była obietnica pomocy od nieznajomego z internetu?

Reklama

Nocleg w krzakach

- Jakiś czas temu utrzymywałem kontakt z pewnym kolesiem mieszkającym w Londynie. Poznałem go na portalu społecznościowym w rodzaju MySpace albo Facebook, nie pamiętam już dokładnie - mówi Damian. - Zachęcał do przyjazdu, mówił nawet, że może nam załatwić pracę, a ja naiwny w to wszystko uwierzyłem. Na miejscu okazało się, że nas wystawił.

W tej sytuacji nie pozostało im nic innego jak walczyć o przetrwanie. - Przez pierwszy tydzień zastanawialiśmy się co zrobić, by nie wracać do kraju, bo pomimo tego, co nas spotkało, spodobało nam się w Londynie - mówi Damian. - Na początku spaliśmy w krzakach na terenie parku. Po tygodniu musieliśmy już coś na gwałt wymyślić. Zaczęliśmy od szukania transportu do Polski. Wybawieniem okazał się napotkany po drodze rodak, który powiedział im o Hammersmith, polskiej dzielnicy w Londynie oraz dał pieniądze na autobus i coś do picia.

- Po przyjeździe na miejsce poszliśmy do polskiego kościoła, gdzie trafiliśmy na człowieka, który przyjął nas do siebie i pokazał ścianę płaczu - opowiada Damian. - Dzięki zamieszczonemu tam ogłoszeniu znaleźliśmy pracę na mistrzostwach świata w krykiecie. Pozwoliło nam to odbić się od dna. Kolega wrócił do Polski, a ja zostałem w Londynie. Z pomocą wspomnianego rodaka założyłem tam własną działalność.

Własna firma

Firma Damiana zajmuje się główne malowaniem, a właściwie dekorowaniem karoserii samochodów. - Przychodzi dajmy na to pan Smith i mówi, że chce mieć namalowanego na aucie tygrysa i ja mu to robię - mówi Polak. - Najpierw projektuję na papierze, a następnie przenoszę gotowy wzór na pojazd. Oprócz malowania samochodów zajmuje się jeszcze dekoratorstwem wnętrz, malowaniem pokoi dziecięcych i innych.

Polak przyznaje, że praca lakiernika to bardzo dochodowe zajęcie na Wyspach. - Anglicy są w stanie wydać sporo pieniędzy na upiększenie swoich samochodów. W każdym miesiącu robiliśmy po 4-5 aut, w większości drogich modeli - mówi Damian. - W zależności od stopnia skomplikowania wzoru i liczby kolorów, za jedno takie zlecenie kasowaliśmy 400-2500 £. Dochody firmy kształtowały się na poziomie 10 tys. £ miesięcznie.

Skopane zlecenie

Wszystko szło dobrze do momentu, w którym rozwój firmy zahamował poważny błąd jego współpracownika... - Podczas mojego pobytu w Polsce, kolega wziął się za malowanie drogiego samochodu. Wykorzystał w tym celu nową technikę, której jeszcze nie opanował - wyjaśnia Damian. - Mój współpracownik, który dotychczas malował samochody za pomocą komputera, tym razem postanowił to zrobić ręcznie. Efekt okazał się fatalny. Klient się zdenerwował, bo autko było nowe z salonu. Wszystkie zarobione pieniądze poszły na spłatę pojazdu w banku, a mój samochód w rozliczeniu dla klienta. Zostałem zmuszony zawiesić działalność do lata i podjąć pracę w Polsce.Pomimo tych kłopotów Damian deklaruje szybki powrót na Wyspy. - Mam tam własną firmę i mieszkanie.

W Londynie czuje się jak u siebie, zupełnie inaczej niż w Polsce - mówi chłopak. - Na samym początku mieszkałem w polskiej dzielnicy na Hammersmith, potem przeniosłem się do centrum Londynu w okolice pałacu Buckingham. Teraz mam tam mieszkanie niedaleko Regent Street, czyli praktycznie w samym centrum.

Kinga Nowak

Szukasz pracy? Przejrzyj oferty w naszym serwisie

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:mieszkanie | dochody
POLECANE zwiń