Wszystkożerne korporacje

Czy ponadnarodowe korporacje niszczą Ziemię, kraje i ludzi? Według ich przeciwników są one psychopatycznymi tworami, ukierunkowanymi na realizację własnych interesów.

Bogactwo i potencjał każdej gospodarki pozostaje w ścisłym związku z bogactwem i potencjałem funkcjonujących w niej przedsiębiorstw. Takie stwierdzenie, zakrawające na truizm, współcześnie wcale nie jest już takie oczywiste.

Choć w ostatnich kilku latach ukazało się sporo publikacji, których autorzy wskazywali na błąd w ocenie działalności i wartości przedsiębiorstw, zwłaszcza korporacji ponadnarodowych, i błędy w polityce gospodarczej w tym obszarze, to książka J. Bakana "Korporacja. Patologiczna pogoń za zyskiem i władzą" jest szczególnie krytyczna. Autor wskazuje w niej na negatywne następstwa notowanego od wielu lat, niebywale dynamicznego rozwoju korporacji ponadnarodowych. Traktuje to jako swego rodzaju syndrom dwulicowych ,,korporożerców", zatrudniających ,,korpoiludy", czyli pracowników o podwójnej (innej dla korporacji a innej na użytek prywatny) mentalności i podwójnych regułach działania.

Reklama

Krytycznych opinii na temat korporacji nie sposób zignorować, tym bardziej, że pochodzą od wybitych naukowców, myślicieli, w tym także noblistów i trudno byłoby je zakwalifikować jako wyłącznie populistyczne ostrzeżenie ,,nawiedzonych alterglobalistów"?.

Zagrożenia dla demokracji

Na podstawie obejmującej kilkusetletni okres analizy reguł prawnych i ich zmian J. Bakan wskazuje, jak doszło do bezprecedensowego umacniania i postępującego narastania siły korporacji. Jak ,,doszło do przekształcenia nieskomplikowanych firm w instytucje potężniejsze niż niejeden rząd i niejedno państwo"? Przerażające są udokumentowane w książce negatywne następstwa tego procesu, zwłaszcza ekologiczne i społeczne, ale także dewiacje polityczne, w tym zwłaszcza zagrożenia dla systemu demokracji.

Bakan wskazuje zarazem jak ważne i pilne staje się poszukiwanie oraz wdrażanie rozwiązań obronnych przed wszechogarniającą siłą korporacji i społecznie groźnymi patologiami cechującymi ich działalność. Zaskakujące jest, że - jak podkreśla autor książki - "biznesmeni i politycy patrzyli na korporacje podejrzliwie już od momentu ich pojawienia się, tj. od końca szesnastego wieku". Korporacja bowiem jako spółka kapitałowa, w odróżnieniu od dominującej w tamtym okresie formy spółki osobowej (cywilnej), oddzielała prawo własności od funkcji zarządzania. J. Bakan, analizując negatywne tego następstwa zwrócił uwagę, że nawet Adam Smith, apologeta wolności gospodarczej, w "Badaniach nad naturą i przyczynami bogactwa narodów"- dziele stanowiącym przecież fundamenty liberalizmu gospodarczego - ostrzegał, że zarządcom nie można ufać, powierzając zarządzanie "cudzymi pieniędzmi" w przedsiębiorstwa zorganizowane jako korporacje nieuchronnie wkradną się "niedbalstwo i rozrzutność".

J. Bakan dowodzi na przykładach wielu afer i skandali biznesowych (nie tylko osławionego ENRONU, ale i wielu wcześniejszych, choć nie tak spektakularnie nagłośnionych przypadków), że wielkie, międzynarodowe korporacje są w istocie tworami psychopatycznymi, ukierunkowanymi na realizację własnych celów, "mają zwyczaj usuwać ze swej drogi wszelkie przeszkody. Do takich przeszkód należą na przykład przepisy, które ograniczają ich swobodę wyzyskiwania ludzi i eksploatowania środowiska naturalnego". Szkody wywoływane przez korporacje - elegancko określane w literaturze jako koszty zewnętrzne (extermalities) - ponoszą ludzie, całe społeczeństwa i dewastowana Ziemia. Korporacje ze względu na ich konstrukcję prawną i prawnie usankcjonowane cele działalności, czyli pomnażania wartości rynkowej i zysków są bowiem z definicji ukierunkowane na maksymalną eksternalizację kosztów. ,,Korporacja to maszyna do przerzucania kosztów na zewnątrz, jest wręcz zmuszona wyrządzać otoczeniu szkody, gdy płynące z tego korzyści przewyższają straty".

Syndrom ,,grubych brzuchów"

Koszty zewnętrzne to wobec przytaczanych przez Bakana faktów nie tyle określenie eleganckie, co raczej budzące grozę. Spektakularnym przykładem takich kosztów - co prawda przytaczanym nie przez Bakana, ale przez wybitnego socjologa niemieckiego U. Becka - jest tzw. syndrom grubych brzuchów, z czym borykają się przede wszystkim obywatele USA. Korporacyjna pogoń za zyskami doprowadziła do sztucznie przyspieszonej, rosnącej niebywale dynamicznie produktywności w przemyśle spożywczym. W wyniku tego w miejsce głodu pojawia się trudny problem narastającej otyłości dzieci i dorosłych. Jest to jedno z negatywnych następstw nieekologiczności przemysłu spożywczego.

Równocześnie paradoksalnie problem "grubych brzuchów" stanowi dla korporacji nową okazję i podłoże rozwoju gamy produktów i usług ukierunkowanych na komercyjne rozwiązywanie tego problemu. I tu znów korzyści pozostają po stronie korporacji, a koszty po stronie państwa i obywateli (z budżetu USA corocznie ponad 70 mld przeznacza się na walkę z otyłością, nie licząc znacznych środków wydatkowanych z budżetów domowych). Powstaje zatem pytanie, jak mierzyć rzeczywistą wartość przedsiębiorstw, w tym przypadku przedsiębiorstw specjalizujących się w hodowli zwierząt i przedsiębiorstw przemysłu spożywczego.

Choć przedsiębiorstwa, w tym i korporacje, powoływane są przez władze państwowe, to podobnie jak doktor Frankenstein stworzył swego potwora, później jednak korporacje, właśnie tak jak ów potwór, zaczynają zagrażać swemu twórcy, prowadząc do fragmentacji państwa.

We wszystkich sektorach dzisiejszej gospodarki system regulacji i nadzoru często zawodzi na skutek zbyt luźnych przepisów oraz nieskuteczności ich egzekwowania. Dopóki to się nie zmieni, wciąż będziemy narażeni na katastrofy, a społeczeństwo oraz środowisko będą ponosić coraz to nowe szkody. Jest to cena, którą płacimy za tendencję korporacji do czerpania zysków poprzez krzywdzenie innych.

J. Bakan przestrzega m.in. przed niebezpiecznym - jego zdaniem - wkraczaniem korporacji do szkolnictwa. Zauważa i dokumentuje, że "zwolennicy szkół prowadzonych dla zysku wspierają rozrost swego przemysłu także siłą mięsni politycznych. (...) Entuzjastyczni zwolennicy prywatyzacji szkół nie mają żadnych dowodów na poparcie swych twierdzeń, jakoby takie szkoły osiągały lepsze wyniki niż porównywalne szkoły publiczne".

Autor przestrzega też przed zbyt pochopną prywatyzacją i oddawaniem we władanie korporacji takich sektorów jak "dziecięcy umysł i wyobraźnia" (sugestywnie wskazuje się w książce na szkody wyrządzane przez reklamy ukierunkowane na dzieci), wyższe uczelnie i instytucje kulturalne, zaopatrzenie w energię i wodę, służba zdrowia i świadczenia socjalne, policja, sądownictwo, więziennictwo, parki narodowe, genetyka. Wskazuje na konieczność rozwiniętej debaty w sprawie zabezpieczenia tych sektorów przed patologiczną eksploatacją ze strony korporacji. Ilustruje to przykładami niefortunnych prywatyzacji wodociągów, które musiały być poddane deprywatyzacji. Podaje też przykłady negatywnych następstw prywatyzacji energetyki.

Zarazem J. Bakan bardzo sceptycznie odnosi się do filantropii i idei ,,społecznej odpowiedzialności biznesu" , traktując to jako przykrywkę patologicznych działań korporacji, służących w ostatecznym rachunku wyłącznie jej samej. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami, ,,korporacja najbardziej przypomina friedmanowski model tej instytucji: Zmusza ona swych zarządców do przedkładania interesów firmy i akcjonariuszy ponad wszystkie inne i zakazuje im praktykowania społecznej odpowiedzialności, przynajmniej tej autentycznej".

Jak się bronić?

To niezwykle gorzkie konstatacje. Mimo jednak ogólnie pesymistycznej diagnozy systemu korporacyjnego w ostatniej części książki, jej autor stwierdza, że istnieją szanse powstrzymania i odwrócenia negatywnych tendencji. Wychodzi bowiem z założenia, że skoro korporacje powoływane są do życia przez władze państwowe, to władze te mogą i powinny poprzez odpowiedni system regulacji uniemożliwić społecznie niepożądane działania korporacji, w skrajnych przypadkach - aż do zakazu działalności włącznie. Autor, uznając, że władza korporacji nie jest nienaruszalna (choć, co podkreśla, przepisy o możliwości rozwiązania korporacji są pilnie strzeżonym sekretem), rekomenduje następujące, główne, kierunkowe zalecenia: udoskonalić system prawnego nadzoru, bardziej zdemokratyzować życie polityczne, stworzyć prężną sferę publiczną, zakwestionować międzynarodowy neoliberalizm.

Te ogólne zalecenia uzupełniane są bardziej szczegółowymi uzasadnieniami i przykładami, nie zmienia to jednak faktu, że ogólnikowość rekomendacji stanowi pewną słabość książki. W proponowanej przez Bakana kierunkowej terapii nie zostały też uwzględnione ekonomiczne następstwa zmian regulacji korporacyjnych, w tym przede wszystkim wynikające z ograniczania eksternalizacji kosztów. Następstwa te mogą być nie tylko pozytywne, ale i negatywne (przynajmniej w krótkim okresie), w tym takie, jak możliwy wzrost cen produktów i usług, zmiany w strukturze popytu i in.

J. Bakan marginesowo traktuje w książce także kwestie konkurencyjności, co trochę dziwi, zwłaszcza, że przecież w następstwie narastania siły korporacji zagrożony jest ład konkurencyjny, stanowiący główny filar gospodarki rynkowej. Oznacza to, że ,,niewidzialną rękę rynku zastępuje, mimo że starannie skrywana, to coraz bardziej widzialna (m.in. dzięki książce Bakana) ręka (czy raczej ręce) korporacji. W wyniku tego za J. Staniszkis, można stwierdzić, że "niewidzialna ręka rynku staje się martwą ręką rynku".

Autor, usprawiedliwiając niejako ten stan, zastrzega jednak, że rozwiązanie poruszanych problemów musi ostatecznie wypracować "lud" a nie "profesor prawa siedzący przy komputerze", czyli potrzebna jest debata na temat modelu ustroju gospodarczego. J. Bakan nie odpowiada jednak na pytanie, czy ukształtowany w epoce industrialnej model korporacyjny będzie przydatny i trwały w warunkach dezindustrializacji i nowego paradygmatu cywilizacyjnego, tj. w warunkach gospodarki opartej na wiedzy. Ale nie odżegnuje się od wizji przyszłości bez korporacji, choć jest to raczej, co podkreśla, przyszłość bardzo odległa. Dla upowszechniania efektywnych długofalowych zachowań przedsiębiorstw, w tym przede wszystkim zachowań prospołecznych i proekologicznych ważna jest odpowiednia, sprzyjająca temu regulacyjna i instytucjonalna infrastruktura biznesu. W pełni przekonująca jest tu teza J. Bakana, że nie powinna zmniejszać się w tym obszarze, a przeciwnie - powinna wzrastać rola państwa w jej kreowaniu. Bez regulacyjnego wspomagania i wymuszania w przedsiębiorstwach zachowań prospołecznych, proekologicznych szalejąca korporacyjna komercja i napędzany przez korporacje konsumeryzm zniszczyć mogą wciąż jeszcze zbyt wątłe ich przejawy. A wówczas także Polska może stanąć przed wielce kosztownym i trudnym do opanowania szeroko rozumianym problemem "grubych brzuchów".

Elżbieta Mączyńska - Na kanwie książki J. Bakana "Korporacja. Patologiczna pogoń za zyskiem i władzą", 2006

Nowe Życie Gospodarcze
Dowiedz się więcej na temat: korporacje | szkody | korporacja | ludzi | książki | syndrom | one
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »