W Unii można, w Polsce nie

Aptekarze walczą z internetową konkurencją, która coraz skuteczniej zabiera im klientów. Kilka sporów może zakończyć się w sądzie.

Aptekarze walczą z internetową konkurencją, która coraz skuteczniej zabiera im klientów. Kilka sporów może zakończyć się w sądzie.

- Jestem atakowany przez farmaceutów prowadzących stacjonarne sklepy. Stanowimy dla nich silną konkurencję - mówi "Rzeczpospolitej" Mirosław Ostrowski, prezes DomZdrowia.pl, pierwszej polskiej apteki internetowej.

W sytuacji, gdy średnie roczne przychody ze sprzedaży apteki stacjonarnej wynoszą 1,6 mln zł, Dom Zdrowia może poszczycić się kilkakrotnie wyższymi.

- Do tej pory, z miesiąca na miesiąc, nasze obroty rosły o kilkanaście procent. W ostatnim miesiącu, gdy szkalowano nas na każdym kroku, nie było już takiej dynamiki. Nastąpiło zahamowanie - narzeka prezes Ostrowski. Działalność Domu Zdrowia nie podoba się aptekarzom ze Śląska, którzy chcą doprowadzić do zamknięcia sklepu.

Reklama

- Kierujemy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta sprawę przeciwko dwóm aptekom: Vitanea i Domowi Zdrowia, o używanie nazwy apteka, bo ta jest zarezerwowana tylko dla aptek funkcjonujących zgodnie z polskim prawem farmaceutycznym - mówi Stanisław Piechula, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Katowicach. Polskie prawo zakazuje handlu lekami w internecie. Zezwalają jednak na to regulacje unijne. I to na ich podstawie od maja 2004 roku tworzone są u nas apteki internetowe.

Aptekarze zamierzają też pozwać Dom Zdrowia za sprzedaż przez Internet leków na receptę. - Zagraża to bezpieczeństwu pacjenta - tłumaczy Piechula. Dom Zdrowia jako pierwsza apteka internetowa rozpoczął sprzedaż przez sieć leków receptowych. Rynek tych specyfików stanowi ponad wie trzecie całego rynku farmaceutyków, wartego ok. 19 mld zł w cenach detalicznych.

- Zasłanianie się bezpieczeństwem pacjentów to tylko pretekst w walce z konkurencją - uważa Mirosław Ostrowski. - Leki wysyłamy po otrzymaniu recepty. Zatrudniamy też wykwalifikowanych farmaceutów, którzy mogą udzielać porad. Do DOmu Zdrowia codziennie napływa kilka zamówień na leki receptowe.

Od zabrania głosu w dyskusji wstrzymuje się Główny Inspektorat Farmaceutyczny, choć apteki internetowe powstają u nas od dwóch lat. - Nie ma stanowiska głównego inspektora w tej sprawie - mówi "Rzeczpospolitej" Adam Kliś z GIF.

Najprawdopodobniej spór zostanie rozwiązany dopiero w sądzie. Mirosław Ostrowski uważa, że zakończy się na jego korzyść. Sprawa jest bowiem analogiczna do taj, jaka kilka lat temu toczyła się w Niemczech. W 2003 r. jedna z tamtejszych aptek internetowych, DocMorris, której zakazano działalności, wygrała proces przed Trybunałem Europejskim. TE orzekł, że zabranianie działalności polegającej na oferowaniu w Internecie leków zaprzecza unijnej zasadzie swobodnego przepływu towarów. - Jeśli będzie taka konieczność, również pojedziemy do Strasburga - zapowiada prezes Ostrowski.

Joanna Cabaj

INTERIA.PL/Rzeczpospolita
Dowiedz się więcej na temat: apteki | aptekarze | zdrowie
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »