Północnoafrykańska Wiosna Ludów

Po pierwszych zamieszkach w Egipcie przeczytałem gdzieś, że Amerykanie mieli kilkadziesiąt scenariuszy opracowanych na wypadek rewolucji w Iranie, natomiast ani jednego na okoliczność podobnego procesu w Afryce Północnej. Można się oczywiście oddać refleksji, że niespodziewane zjawiska są chyba jedynym, co się kiedykolwiek dzieje na świecie, można jednak również wykorzystać ten czas, żeby przyjrzeć się sytuacji Afryki z ekonomicznego punktu widzenia i spróbować zrozumieć, jakich zjawisk jesteśmy świadkami teraz, a jakich możemy być w przyszłości.

Po pierwszych zamieszkach w Egipcie przeczytałem gdzieś, że Amerykanie mieli kilkadziesiąt scenariuszy opracowanych na wypadek rewolucji w Iranie, natomiast ani jednego na okoliczność podobnego procesu w Afryce Północnej. Można się oczywiście oddać refleksji, że niespodziewane zjawiska są chyba jedynym, co się kiedykolwiek dzieje na świecie, można jednak również wykorzystać ten czas, żeby przyjrzeć się sytuacji Afryki z ekonomicznego punktu widzenia i spróbować zrozumieć, jakich zjawisk jesteśmy świadkami teraz, a jakich możemy być w przyszłości.

Na początek porzućmy złudzenie, że powodem rewolucji w Afryce Północnej jest wolność, równość i braterstwo. Nie mówię tego dlatego, że jak niektórzy zachodni politycy odmawiam światowi arabskiemu praw do demokracji. Absolutnie nie - wszystkie narody powinny mieć prawo decydować, kto nimi rządzi. Chodzi mi raczej o to, że zamieszki wywoływane są przede wszystkim z powodów czystko ekonomicznych; pogorszenie warunków życiowych jest dużo większą motywacją do demonstracji niż kolejne dekady z ciągle tym samym władcą. Polski komunizm również nie chwiał się za Gierka, ale w atmosferze gospodarczej stagnacji lat osiemdziesiątych.

Reklama

Nie czarujmy się, zamieszki w Afryce Północnej z romantycznym zrywem wolnościowym mają tyle wspólnego, co większość rewolucji w historii ludzkości, czyli nic. Do czynienia mamy po prostu z buntem głodnych, bezrobotnych, biednych i pozbawionych perspektyw ludzi, którzy chcą swoją złość wyładować na rządzących, ponoszących mniejszą lub większą odpowiedzialność za zapaść ich kraju. Innymi słowy źródeł afrykańskiej wiosny ludów powinno się poszukiwać przede wszystkim w czynnikach ekonomicznych. Sytuacja jest co prawda na tyle zmienna, że opisywanie jakichkolwiek krótkoterminowych trendów może się przerodzić w pracę archiwisty, jednak u podstaw obecnego stanu rzeczy stoją również zjawiska charakteryzujące światową gospodarkę od dłuższego czasu.

Niedawno zetknąłem się z katastroficzną prognozą (bo tylko takie mają szansę dostać się do druku) mówiącą, że fala wzrostu cen żywności doprowadzi w najbliższych latach do zamieszek w najbiedniejszych krajach świata. Całkiem prawdopodobne wydaje się, że Afryka Północna będzie pierwszym przejawem tego nowego trendu. Można oczywiście powiedzieć, że obecne ceny to wina naturalnych kataklizmów oraz spekulacji, jednak, co gorsza, za podwyżkami stoją również czynniki instytucjonalne. Obywatele krajów rozwijających się bogacą się szybko i wreszcie zaczęło się to przekładać na zmiany w ich dietach. Problemem nie jest tylko to, że jedzą więcej, ale że z pożywienia na bazie zbóż przerzucają się na mięso, którego produkcja wymaga dużo większych nakładów wspomnianych roślin. Aby otrzymać kilogram mięsa potrzeba siedmiu kilogramów zboża, więc popyt na to ostatnie znacznie się zwiększył w wyniku wspomnianych zmian, co naturalnie musiało odbić się na cenach. Wzrosty te odczuwane są najbardziej przez tych, których dieta jest oparta głównie na zbożach, a więc przez najbiedniejszych. Jeżeli dodać do tego szaleństwo z biopaliwami, które jeszcze bardziej ogranicza ilość roślin, które zjedzone zostaną przez ludzi, oraz wspomniane czynniki pozainstytucjonalne, to otrzymujemy 25-procentowy wzrost cen żywności w 2010. Jest to uciążliwe dla obywatela Zachodu, jednak dla mieszkańca Afryki Północnej, którego wydatki na żywność stanowią dużo większy odsetek domowego budżetu, jest to już powód do demonstracji.

Nie należy zapominać również o ogólnym stanie gospodarek Afryki Północnej. Kryzys gospodarczy zawitał także tutaj, przekładając się na bezrobocie, zaś wysokie ceny ropy z pewnością nie pomagają uspokoić społecznych rozruchów. Dodatkowo w krajach tych miejsce miała zmiana pokoleniowa, a młodzi obywatele mają już dosyć bycia pozbawionym perspektyw Trzecim Światem.

Co więcej, niebezpieczne w obecnym procesie jest to, jak wiele kanałów transmisji na inne państwa on posiada. Mniej lub bardziej restrykcyjne reżimy, podobne do tych, jakie właśnie upadają w Afryce Północnej, znaleźć można w wielu krajach arabskich, więc do zamieszek dojść może również w państwach, które są eksporterami ropy. Problem polega na tym, że wiele skostniałych monarchii czy rządzących po 30 lat prezydentów (podobnymi okresami sprawowania władzy mogą pochwalić się tylko burmistrzowie w niektórych polskich małych miasteczkach) subsydiuje drogie paliwo dla swoich poddanych, żeby ukryć fakt ogólnej gospodarczej stagnacji. Przychodzi to łatwo w roponośnej Libii, gorzej w krajach takich jak Egipt, które są importerami netto czarnego złota. Obecne zamieszki już podbiły cenę ropy, a jeśli arabscy władcy ostatecznie skapitulują przed prawami rynku i cofną dopłaty, może dojść do kolejnych rewolucji. Niepokoje te stanowić będą następne głazy w lawinie, która ogarnie świat arabski, a może nawet niektóre spośród krajów rozwijających się w Azji czy Ameryce Południowej. Chiny już wysłały na libijskie wody kilka swoich jednostek biorących udział w manewrach w tym regionie. Oficjalnie chodzi im o bezpieczną ewakuację własnych obywateli żyjących w tym kraju, jednak prawdopodobnie chcą oni również z bliska zobaczyć zjawisko, którego obawiają się we własnym państwie.

Co afrykańska wiosna ludów oznaczać może dla Europy? Przede wszystkim zalew nielegalnych imigrantów. Mimo że oczywiste jest, iż mieszkańcy Afryki Północnej będą chcieli uciec z rejonów zagrożonych zamieszkami, to nie należy zapominać, że i wcześniej mieli oni powody, aby opuścić swoje biedne ojczyzny i zamieszkać w europejskiej ziemi obiecanej. Podstawowa zmiana polega na tym, że upadające afrykańskie reżimy miały z Europą porozumienia, hamując te migracje. Chociaż obecnie najchętniej usunąłby go ze wszystkich wspólnych zdjęć, Silvio Berlusconi był do niedawna bliskim przyjacielem Muammara Kaddafiego i współpraca obu panów obowiązywała również w kwestii nielegalnych imigrantów. Libia jest czymś w rodzaju bramy do Europy i kieruje się tam wielu Afrykańczyków min. z Nigeru i Sudanu, którzy chcą na Starym Kontynencie szukać lepszej przyszłości. Z Libii starają się oni przedostać do Włoch, skąd mogą już swobodnie podróżować po całym terytorium Wspólnoty. Dotychczas reżim pułkownika kontrolował to zjawisko (okazjonalnie strasząc nim Europejczyków, jeśli akurat potrzebował karty przetargowej), więc nietrudno się domyślić, co stanie się, gdy rejon ten ogarnie chaos.

Jak to wszystko wpłynie na Polskę? Ciężko sobie wyobrazić, żeby afrykańscy imigranci obrali sobie za cel akurat nasz kraj, zwłaszcza jeśli do wyboru mają państwa takie jak Francja czy Niemcy. Polska skutki rewolucji odczuć może nieco okrężną drogą. Europa od zawsze związana była z południowym wybrzeżem Morza Śródziemnego, więc chociażby z czysto ekonomicznych pobudek nie pozostawi tego rejonu samemu sobie. Już dzisiaj nieoficjalnie mówi się, że Unia na pomoc Afryce Północnej przeznaczy pieniądze, które miały pójść na Partnerstwo Wschodnie - firmowany przez nasz kraj projekt zacieśniania współpracy z krajami takimi, jak Ukraina czy Mołdawia. Generalnie, cała nasza prezydencja w Unii może upłynąć pod znakiem Afryki Północnej, a polscy politycy będą zmuszeni zajmować się tematem, który jest dla nich odległy, zaś dla samego kraju niezbyt istotny.

Krótko mówiąc, przyszłość nie maluje się w jasnych barwach. Europejska, a szerzej patrząc, światowa gospodarka, będzie musiała się zmierzyć z kolejnymi zawirowaniami akurat, gdy zaczynała się podnosić po ostatnim kryzysie. Wyższe ceny ropy, fale imigrantów i niepokoje społeczne będą karą za ignorowanie Afryki Północnej i zakładanie, że w miarę stabilny dyktator jest w zasadzie dobrym partnerem biznesowym.

Oczywiście wszystko to jest jedynie domysłem - jak już wspomniałem na początku - przeważnie dzieją się rzeczy, które nie zostały uwzględnione w żadnych prognozach. Najlepiej świadczy o tym fakt, że kiedy zaczynałem pisać ten artykuł, największym problemem Japonii był powolny wzrost gospodarczy.

Maciej Pyka

TREND - Miesięcznik o sztuce inwestowania
Dowiedz się więcej na temat: lud
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »