Niewypłacalną Rosję rozszarpią sępy

Notowania ubezpieczeń rosyjskich obligacji rządowych, czyli CDS-ów pod koniec zeszłego tygodnia wskazywały, że prawdopodobieństwo bankructwa Rosji w ciągu roku wynosi 71 proc. a w ciągu pięciu lat - 81 proc. - wynika z danych platform tradingowych. Rosja po raz pierwszy od rewolucji październikowej może w tym tygodniu całkowicie zaprzestać spłaty swoich zobowiązań zagranicznych. Mówi, że zapłaci, ale w rublach.

Rosja ma wypłacić w środę 117 mln dolarów odsetek od rządowych obligacji. Jeśli nie zapłaci, nastąpi 30-dniowy okres karencji. Jeśli w tym okresie nie zapłaci, prawdopodobnie zostanie uznana za kraj niewypłacalny. A to, że nie zapłaci jest bardzo prawdopodobne.

Wszystkie najważniejsze agencje ratingowe obniżyły w ciągu minionych dwóch tygodni ocenę wiarygodności kredytowej Rosji. Agencja Moody’s dwukrotnie, najpierw do B3 a następnie do Ca. Ostrzegła przy tym, że inwestorzy mogą spodziewać się, iż odzyskają od 35 do 65 proc. pieniędzy zainwestowanych w rosyjski dług. Agencje Standard and Poor’s i Fitch obniżyły również ocenę Rosji do o oczko wyższej niż oznaczająca całkowite bankructwo. Główna ekonomistka Banku Światowego Carmen Reinhart powiedziała w czwartek, że Rosja i Białoruś są "bardzo blisko" bankructwa.

Reklama

Rentowność 10-letnich rosyjskich obligacji skarbowych OFZ wzrosła do najwyższego w historii poziomu 19,89 proc., gdy jeszcze 18 lutego nie przekraczała 10 proc. Koszt ubezpieczenia, czyli CDS-ów wzrósł niebotycznie. Według danych firmy IHS Markit, w poprzedni poniedziałek wynosił 2.169 dolarów za 10 tys. dolarów wartości nominalnej obligacji, gdy na koniec 2021 roku było to 124 dolary.

Rosja nie chce płacić w dolarach

Tymczasem Władimir Putin zarządził, że Rosja nie zapłaci w walucie odsetek od obligacji. To element tzw. kontroli kapitału przewidującej, że wszystkie rosyjskie podmioty mogą spłacać wyłącznie w rublach swoje długi wobec rezydentów "krajów prowadzących wrogą działalność", także długi denominowane w walutach obcych. Pieniądze w dodatku mają trafić na specjalne konto, z którego inwestorzy będą mogli je pobrać dopiero po zniesieniu sankcji.

Rosyjski minister finansów Anton Siluanow powiedział w niedzielę, że jest "całkowicie sprawiedliwe" by Rosja spłacała wszystkie swoje zobowiązania w rublach, dopóki obowiązują zachodnie sankcje, które "zamroziły" 300 mld dolarów rezerw i nie ma jak zapłacić w walucie. Tymczasem Władimir Potanin, prezes i największy akcjonariusz Norylsk Nikel powiedział, że Ministerstwo Finansów pozwoliło zapłacić firmie odsetki przypadające na miniony piątek w dolarach. 

Dla spłaty długu w rublach ma być przyjęty kurs walutowy rosyjskiego banku centralnego. Ten wynosił w sobotę niespełna 117 rubli za dolara. W miniony poniedziałek na rynkach zachodnich za dolara płacono nawet ponad 154 ruble, a w piątek - ponad 134.   

Rosja od 20 lat systematycznie obniżała swoje zadłużenie w walutach, jak też wskaźnik zadłużenia do PKB. Ma obecnie 39,7 mld dolarów długów w walutach, z czego około połowę wobec inwestorów zagranicznych. Oprócz tego zagraniczni inwestorzy mają ok. 28 mld dolarów obligacji denominowanych w rublach. Według danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych, najwięcej państwowego długu Rosji mają banki francuskie, ok. 4,5 mld dolarów we wrześniu zeszłego roku. Amerykańskie banki miały 3,8 mld dolarów, austriackie - 3,2 mld dolarów, a włoskie 2,6 mld dolarów. "Financial Times" podał niedawno, że największy globalny fundusz obligacji PIMCO ma 1,5 mld dolarów rosyjskiego państwowego długu oraz ok. miliarda dolarów CDS-ów na ten dług.

W obliczu wprowadzonej przez Rosje kontroli kapitału to jednak tylko początek problemów. Instytut Finansów Międzynarodowych (IIF) ogłosił, że zagraniczne zobowiązania rosyjskiego rządu, firm i gospodarstw domowych wynoszą w sumie ok. 480 mld dolarów, z czego 135 mld dolarów zapada w tym roku.

Nad Rosją krążą sępy

Scenariusz niewypłacalności Rosji nie przypomina znanych z przeszłości. We wszystkich tych przypadkach sprawa była prosta - niewykonanie zobowiązania oznaczało bankructwo. Teraz jest trochę inaczej, bo z jednej strony wierzyciele nie dostaną zapewne w środę należnych im pieniędzy, a to znaczy niewykonanie zobowiązania. Z drugiej strony jednak rząd Rosji może utrzymywać, że wcale nie jest bankrutem, bo przelał pewną kwotę rubli na "konto S". Agencje ratingowe prawdopodobnie ogłoszą niewypłacalność Rosji kiedy upłynie termin karencji, czyli w połowie kwietnia. Wówczas posiadacze obligacji powinni odpisać je na straty.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc!

Potem będą mieć dwie drogi. Pierwsza polega na tym, że będą mogli wnieść roszczenia w stosunku do "zamrożonych" na Zachodzie aktywów rosyjskich banków, rezerw banku centralnego czy też Narodowego Funduszu Dobrobytu mającego wartość blisko 200 mld dolarów. Jak podają jednak media, w klauzulach umownych zapisane jest, iż właściwe do rozstrzygania sporów są rosyjskie sądy. Uzyskać wyrok pozwalający "ściągnąć" należności z rezerw banku centralnego Rosji nie będzie łatwo.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Druga droga to sprzedać niewypłacalne papiery rosyjskie za ułamek wartości sępim funduszom. Najsłynniejszy z nich, Elliott Management, wsławił się tym, że kupił długi Argentyny, która zbankrutowała w 2001 roku, wzniecał przeciwko jej rządowi procesy na całym świcie, a po drodze zajął nawet argentyński okręt marynarki wojennej. Teraz najsłynniejszy windykator Jay Newman, który zarobił na argentyńskim długu 2,4 mld dolarów, mógłby się popisać np. zajęciem rosyjskich iskanderów. Z dużym pożytkiem dla bezpieczeństwa świata.

Jacek Ramotowski

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »