Korzyści z rewolucji łupkowej nadal pod znakiem zapytania

Druga dekada XXI w. na rynku ropy naftowej przejdzie do historii zapewne jako rewolucja łupkowa. O jej przyczynach i przebiegu napisano bardzo dużo. Znacznie trudniej jest natomiast oszacować jej konsekwencje. Aby zrozumieć dlaczego tak jest, wystarczy przyjrzeć się różnicy kwotowań dwóch najpopularniejszych gatunków ropy - Brent i WTI.

Różnica rzędu ok. 4 dolarów między wydobywaną z Morza Północnego ropą Brent a pochodzącą z Ameryki Północnej WTI wydaje się być duża, jeśli za punkt odniesienia weźmiemy cały okres (od 1988 r.) występowania tego dyferencjału. Kończąca się dekada przyzwyczaiła nas do tego, że omawiana różnica często osiągała poziom dwucyfrowy i to na korzyść Brentu - co może wydawać się zaprzeczeniem praw ekonomii. Rynek ropy rządzi się swoimi prawami, a ich poznanie to warunek konieczny, ale chyba niewystarczający do pełnego zrozumienia. Może w tym należy doszukiwać się kakofonii poglądów i opinii usiłujących wyjaśnić procesy zachodzące na tym rynku.

Reklama

WTI a Brent

Rozważania na temat różnicy notowań w cenie dwóch różnych gatunków ropy należy rozpocząć od opisu każdego z gatunków. Trzymając się chronologii zacznę od amerykańskiej ropy WTI, której historia sięga początków XX w., choć handel nią na giełdzie Nymex zaczął się w pierwszej połowie lat 80. XX w. (marzec 1983 r.), czyli w okresie dokonywanej przez administrację prezydenta Ronalda Reagana deregulacji amerykańskiego sektora naftowego. W skład West Texas Intermediate - przynajmniej do wejścia w życie poprawki rozdziału 200 (precyzującego kryteria dopuszczenia do handlu na giełdzie Nymex z listopada 2018 r.) wchodziły następujące gatunki: Low Sweet Mix, New Mexican Sweet, North Texas Sweeet, Oklahoma Sweet i South Texas Sweet. Omawiana poprawka naniosła kolejne jakościowe kryteria (jak np. symulowana destylacja w wysokiej temperaturze HTSD High Temperature Simulated Distillation).

Trudno mówić o gatunku ropy WTI bez wspomnienia miasteczka Cushing w stanie Oklahoma. Ta miejscowość z niespełna 10 tysiącami mieszkańców jest określana mianem światowego skrzyżowania wszystkich rurociągów. Tu przecinają się prawie dwa tuziny rurociągów i znajduje się aż 15 magazynów, w których można przechować nawet 90 milionów baryłek ropy WTI. Dane te powinny świadczyć o ogromnym potencjale, który krył i kryje się za WTI. Taka infrastruktura nie tylko pokazuje, że USA są świetnie przygotowane do eksploatacji swoich złóż, ale także, że mają wizję przekształcenia WTI w globalny benchmark. Jak przystało na największego producenta ropy naftowej na świecie. Ale nie udało się.

Pokrótce należy opisać największego rywala WTI, czyli ropę Brent. Jej historia sięga przełomu lat 60. i 70. XX wieku i jest pochodną odkrycia złóż ropy naftowej na Morzu Północnym. Nazwa Brent jest tak naprawdę skrótem od nazw formacji pochodzących z okresu środkowej jury: Broom, Rannoch, Etive, Ness oraz Tarbert. Dzisiejszy Brent jest de facto mieszanką (blend) pochodzącą z aż pięciu różnych złóż naftowych zlokalizowanych na Morzu Północnym. Obok Brentu mamy jeszcze do czynienia z Forties, Oseberg, Ekofisk oraz dołączonym dwa lata temu złożem norweskim o nazwie Troll. Ewolucja Brentu w kierunku koszyka zawierającego ropę pochodzącą z różnych pól jest efektem kurczenia się wydobycia samego Brentu.

Handlowane dzisiaj na giełdzie ICE kontrakty futures na Brent pojawiły się pięć lat po debiucie kontraktów WTI na nowojorskim Nymex, w czerwcu 1988 r. (za sprawą istniejącej wówczas International Petroleum Exchange), i dopiero od tego momentu można mówić o pojawieniu się dyferencjału WTI-Brent.

Ważne atuty

Na tym jednak charakterystyka Brentu się nie kończy. Jest bowiem zjawiskiem szczególnym, którego specyfika wymaga dalszego omówienia. Mimo że wydobycie zajmuje ok. 1 proc. globalnego wydobycia, to właśnie ten rodzaj ropy stanowi punkt odniesienia nie tylko dla rynków europejskich, ale także afrykańskich i co dziwne azjatyckich (mimo występowania "lokalnego" gatunku o nazwie Dubai). Jest to o tyle ciekawe, że logika ekonomiczna przemawia na niekorzyść tego rodzaju ropy. Tym bardziej, że chociaż wydobycie na Morzu Północnym w ostatnich latach ustabilizowało się, to jednak jest na bardzo niskim poziomie (w porównaniu z tym, jaki miał miejsce na przełomie stuleci). A obecna stabilizacja jest raczej przerwą w długoterminowym trendzie spadkowym. Co ważniejsze, infrastruktura wydobywcza na Morzu Północnym wymaga częstych prac konserwacyjnych, których przebieg ma wpływ na ilość wydobywanej ropy. Innymi słowy, potencjał Brentu do podbicia świata (zwłaszcza na tle WTI) wydaje się ograniczony. A jednak to Brent zdobył status globalnego benchmarka.

Supremacja Brenta może dziwić zwłaszcza dlatego, że na korzyść WTI przemawiają czynniki pozaekonomiczne. Jeśli chodzi o skład chemiczny omawianych gatunków ropy, to w obu przypadkach mamy do czynienia z ropą słodką, ale o cechach (takich jak np. zawartość siarki, czy wskaźnik API) przemawiających nieznacznie na rzecz WTI. Nic więc dziwnego, że przez ponad dwadzieścia lat różnica między dwoma rodzajami była niewielka (z minimalną korzyścią na rzecz WTI) i rzadko przekraczała próg dwóch dolarów. Taki stan trwał do końca 2010 r. Zarówno rewolucja łupkowa, jak i Arabska Wiosna wywarły swoje piętno na cenie Brenta i omawianym dyferencjale.

Kolejnym zaprzeczeniem konwencjonalnej logiki są koszty wydobycia. Wydobycie ropy z głębi morza nigdy nie jest łatwe i w efekcie powinno być kosztowniejsze. Dlatego eksploatacja złóż ropy w Morzu Północnym stała się opłacalna dopiero w wyniku pierwszego szoku naftowego, za sprawą którego doszło do prawie czterokrotnego wzrostu cen. Paradoksalnie trudno dostępna lokalizacja Brentu stała się jego najważniejszym atutem. Okazało się, że przetransportowanie wydobywanej na Morzu Północnym ropy jest dużo łatwiejsze niż WTI wydobywanej w głębi lądu. Rzecz w tym, że ropa wydobywana na lądzie musi być wpierw transportowana drogą lądową (a dokładniej rurociągami) do portu, a dopiero potem tankowcami do ostatecznego celu. W przypadku Brentu (i za sprawą terminalu na Szetlandach Sullom Voe) w grę nie wchodzą koszty transportu lądowego.

Ta swoistego rodzaju mobilność Brentu spowodowała, że zaczął trafiać do najbardziej odległych zakamarków świata. Zważywszy na regularność dostaw, to właśnie ropa Brent staje się punktem odniesienia dla większości konsumentów na świecie. Rynek ropy to mechanizm naczyń połączonych, więc Brent jest dużo bardziej wrażliwy na niepokojące wydarzenia zachodzące w jego strefie oddziaływania. Jako przykład można podać napięcia na Bliskim Wschodzie.

Podaż i logistyka

Zachodzące procesy na rynku naftowym (postępująca rewolucja łupkowa oraz kurczenie się złóż ropy w Morzu Północnym) powinny przemawiać za dominacją WTI nad Brentem. Tak się jednak nie stało. Po 2010 r okazało się, że ropa nieco gorsza jakościowo zaczyna kosztować dużo więcej od lepszej gatunkowo WTI. I nie była to różnica trzech czy nawet siedmiu dolarów. W szczytowym momencie opisywana różnica sięgała aż 27 dol. Na próżno było szukać przyczyn takiego stanu rzeczy w oparciu jedynie o czynniki ekonomiczne. W grę wchodziła trochę spekulacja, ale także aspekty podażowe i logistyczne (w USA rurociągi były budowane pod kątem importu, a nie eksportu ropy; więc pojawiła się konieczność kosztownej i czasochłonnej operacji odwrócenia kierunku przepływu). Najważniejsza jednak przyczyna wzrostu opisywanego dyferencjału była związana z polityką.

Rzecz w tym, że rewolucja łupkowa zaskoczyła swoim rozpędem nie tyle samych Amerykanów, ale przede wszystkim ich ustawodawstwo. USA jeszcze do 2014 r. nie mogły eksportować ropy, w przeciwieństwie do produktów ropopochodnych. Zakaz eksportu powodował, że USA pławiła się w nadmiernej ilości wyprodukowanej przez siebie ropy. W efekcie rosły zapasy i cena WTI spadała. USA de facto nie wiedziały co robić z wydobywaną ropą, a to miało przełożenie na opisywany dyferencjał.

Dopiero pod koniec 2015 r. Amerykanie zdecydowali się znieść obowiązujące ok 40 lat embargo na ropę naftową. Niemal w tym samym czasie różnica między WTI a Brentem zaczęła szybko maleć. Trudno jest ocenić stopień, w jakim proces znoszenia embarga przyczynił się do zmniejszenia dyferencjału. Rzecz w tym, że znoszenie embarga zbiegło się z silnymi spadkami cen ropy na świecie, które sprzyjają zawężaniu opisywanej różnicy. Potwierdzają to późniejsze wydarzenia, gdyż wraz ze wzrostem cen ropy (zwłaszcza od drugiej połowy 2017 r.) opisywana różnica też zaczęła poważnie rosnąć.

Ciężka ropa

Tendencja wzrostowa Brentu w kończącej się dekadzie i w efekcie zwiększanie się dyferencjału wobec WTI ma jeszcze jedno uzasadnienie. Płynąca z Ameryki Północnej i będąca efektem rewolucji łupkowej ropa na pewno jest świetnej jakości, a jej dostawa obarczona minimalnym ryzykiem. Ale popyt ze strony konsumentów nie ogranicza się tylko do tej właśnie słodkiej ropy. Tym samym ropa łupkowa nie stworzyła jeszcze bazy klientów, co musiało mieć przełożenie na jej cenę. Z kolei inne gatunki (a wśród nich nawet te o dużo wyższym zasiarczeniu) cieszą się równie wysokim popytem, chociażby za sprawą zapotrzebowania zgłaszanego przez sektor żeglugowy. Co ciekawe, nawet w samych USA rośnie popyt na ciężką ropę. Import ciężkiej ropy ma nie tylko uzasadnienie w potrzebach konsumentów. Nie wolno zapominać o tym, że amerykańskie rafinerie przez lata były nastawione na przerób ciężkiej ropy. Chcąc utrzymać te rafinerie przy życiu, USA nadal importują ciężką ropę, co w dużym stopniu rzutuje zarówno na ceny, jak i dyferencjały między poszczególnymi gatunkami.

To powinno wytłumaczyć argumenty przemawiające na rzecz wyższych cen Brentu. Dlatego z coraz większym zainteresowaniem analitycy przyglądają się zawężeniu opisywanego dyferencjału. Eksperci przypisują ten proces uruchomieniu nowego rurociągu w USA, za sprawą którego będzie płynąć więcej magazynowanej dotąd ropy. Niektórzy z nich twierdzą, że stopniowe usprawnianie logistyki naftowej USA pozwoli przywrócić dyferencjał do poziomów sprzed 2011 r. Nie wszyscy ten pogląd podzielają, co jedynie potwierdza, jak różne są opinie ekspertów dotyczące wpływu rewolucji łupkowej.

Uwarunkowania gospodarcze

Coraz więcej analityków stara się wyjaśnić przyczyny opisywanego procesu w sposób dużo bardziej konwencjonalny. Uważają, że malejący dyferencjał jest po prostu zwiastunem zarówno recesji gospodarczej, jak i będącego jej pochodną nadchodzącego spadku cen. Nie brakuje też osób twierdzących, Brent i WTI mogą stracić na wartości za sprawą możliwej, dalszej intensyfikacji handlu ropą między Chinami a Iranem.

Na szczególną uwagę zasługuje jeszcze jeden fakt. Długo wyczekiwany, amerykański eksport ropy trafia przede wszystkim do Kanady i Meksyku, a omija szerokim łukiem obszary odnotowujące największy przyrost popytu na ropę (Chiny, a także Afryka). Tego rodzaju niedopasowanie w międzynarodowych przepływach ropy może potwierdzać tezę, w myśl której rewolucja łupkowa póki co bardziej destabilizuje niż stabilizuje międzynarodowy rynek ropy, a opisywane tutaj anomalie w zachowaniu dyferencjału WTI-Brent mogą być tego dobrym dowodem.

Paweł Kowalewski

ekonomista w Departamencie Operacji Krajowych Narodowego Banku Polskiego; specjalizuje się w zagadnieniach polityki pieniężnej

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Obserwator Finansowy
Dowiedz się więcej na temat: gaz łupkowy | ropa naftowa
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »