Felieton Gwiazdowskiego: Kto świadkiem wojuje, ten od świadka ginie

Kto świadkiem wojuje, ten od świadka ginie - tak sobie pozwolę sparafrazować powiedzenie o mieczu w odniesieniu do tak zwanego małego świadka koronnego.

W slangu więziennym mówią o takim "gadacz", który "leci na sześćdziesiątkę", licząc na nadzwyczajne złagodzenie przez sąd kary na podstawie art. 60 § 3 i 4 Kodeksu karnego (kk).

25-lecie wprowadzenia kontrowersyjnych przepisów

Świętujemy właśnie 25-lecie wprowadzenia tych kontrowersyjnych przepisów. I świętujemy hucznie. Jakiś świadek zeznaje, że obalenie rządu Platformy Obywatelskiej było wynikiem sprzedaży Rosjanom nagrań polityków. Ale "na drugą nóżkę" zeznaje też, że syn byłego premiera otrzymał od niego łapówkę. Nie ma innych świadków, ani innych dowodów.

Przypomnę więc nieśmiało, że taki mały "świadeczek" to w istocie przestępca (popełnienie przestępstwa jest warunkiem koniecznym zostania małym świadkiem koronnym). Ponoć jest to przestępca "skruszały", który żałuje swoich czynów i chce je zrekompensować społeczeństwu, donosząc na pozostałych współsprawców, którzy mogliby uniknąć kary, gdyż nie ma dowodów na popełnienie przez nich przestępstwa. 

Reklama

Na podstawie art., 60 § 3 kk sąd nadzwyczajne złagodzenie kary stosuje (czyli ma obowiązek). Natomiast na podstawie art. 60 § 4, sąd może je zastosować, a nawet warunkowo zawiesić jej wykonanie w stosunku do sprawcy przestępstwa, który, niezależnie od wyjaśnień złożonych w swojej sprawie, ujawnił przed organem ścigania i przedstawił istotne okoliczności, nieznane dotychczas temu organowi, przestępstwa zagrożonego karą powyżej 5 lat pozbawienia wolności na wniosek prokuratora. 

Jest to tak zwany "fakultet". Sąd może, nie musi. Ale prokurator też nie musi składać wniosku. Żeby prokurator ów wniosek złożył, to "gadacz" musi mu "nagadać", co ten prokurator chce usłyszeć. Jak już się rozkręci, to gadać nie przestaje. A jak dużo gada i długo, to czasem zapomina nawet, co mówił wcześniej.

Nie do śmiechu jest tym, na których "gadacz" gada

Zważywszy, że czasem zmieniają się przesłuchujący, to jeden nie wychwyci, co "gadacz" gadał drugiemu i wychodzą z tego zabawne historie. Nie do śmiechu jest tylko tym, na których "gadacz" gada. Zwłaszcza, że przepis o nadzwyczajnym złagodzeniu kary można zastosować wyłącznie w przypadku, gdy czyn przestępny zostanie dokonany co najmniej przez trzy osoby. Jest to podyktowane tym, że dopiero "wymiana" dwóch lub większej liczby przestępców za jednego, który zdecydował się gadać, jest korzystna z punktu widzenia walki z przestępczością. Czasami więc, nawet jak do przestępstwa rzeczywiście doszło, trzeba wkręcić jeszcze kogoś trzeciego. A organy ścigania oraz sąd karny nie mają obowiązku weryfikacji tego, co "gadacz" nagadał, z innymi źródłami dowodowymi. Zeznania takiego świadka koronnego mogą więc stanowić jedyny dowód w sprawie, na podstawie którego zostaną skazane inne osoby. Bo taki przestępca, który za gadanie będzie miał złagodzoną karę, z definicji jest bezinteresowny i bardzo prawdomówny.

Nie znam sprawy Marcina W., ale z tego co ujawniła najpierw prasa, a potem dołożyło jeszcze Ministerstwo Sprawiedliwości, gadał dużo. I teraz trwają polityczne przepychanki: czy mówił samą prawdę, czy we wszystkim kłamał, czy trochę było w tym prawdy, a trochę kłamstwa. Oczywiście teoretycznie świadek może czasem kłamać, a czasem mówić prawdę, ale kto teraz zweryfikuje, co było prawdą, a co kłamstwem?

"A nie mówiłem?"

Wiele lat temu usiłowałem tłumaczyć politykom, że sami mogą stać się ofiarami przepisów, które uchwalali w celu ułatwienia prokuratorom prowadzenia śledztw. Dziś mogę siebie cytować: "A nie mówiłem?".

Pewnie mało kto pamięta, że Mariusz Kamiński wiele już lat temu opowiadał, że prokuratorzy mu opowiadali, że taki jeden świadek (Piotra K. ps. Broda) im opowiadał, że w 2001 roku Platforma Obywatelska była finansowana przez gang pruszkowski. Według Kamińskiego świadek ów - prawa ręka szefów pruszkowskiego gangu, braci znanych pod pseudonimami Wańka i Malizna - to bardzo wiarygodny świadek był. Szkopuł w tym, że Broda od 2000 do 2006 roku to siedział "we więźniu" i nijak nie mógł pośredniczyć w 2001 roku w kontaktach mafiosów z Pruszkowa z działaczami PO. Zresztą prokurator, który miał powiedzieć Kamińskiemu, co mu Broda mówił, powiedział, że nic mu nie mówił o finansowaniu Platformy, więc on o tym nie mógł mówić Kamińskiemu.

Szczególnie napracowali się prokuratorzy w poszukiwaniu świadków koronnych w sprawie szefa policji gen. Marka Papały. Najpierw gadał Artur Z. ps. Iwan, obciążając Edwarda Mazura z Chicago jako zleceniodawcę zabójstwa generała. Zbigniew Ziobro zażądał wówczas jego ekstradycji ze Stanów Zjednoczonych, ale amerykański sąd uznał, że to co gada Iwan jest kompletnie niewiarygodne. Potem gadał Piotra W. ps. Generał. Gadał, że Ryszard B. (skazany za zabójstwo szefa Pruszkowa - Pershinga) wyznał mu w więzieniu, iż osobiście zastrzelił "kolorowego P" (czyli Papałę). No ale biegli stwierdzili, że świadek "ma przesadną skłonność do konfabulacji".

Z kolei skazany za zabójstwo Sławomir R. to nawet list do posła Zbigniewa Wassermanna napisał o tym, że znany krakowski adwokat nakłaniał go do złożenia fałszywych zeznań na korzyść jego klienta. Ponoć (tak zeznawał jeden ze świadków) Jarosław Kaczyński miał nazwać onego adwokata "kwintesencją układu". Ale Sławomir R. w sądzie stwierdził, że "list do Wassermanna nie do końca sam pisał".

Najsłynniejszy świadek koronny Jarosław S. ps. Masa, gadał, że pewien policjant domagał się od niego łapówki. Już po 10 latach policjant został uniewinniony, a Masa przyznał, że pomówił go "w chwili złości i trochę przez nieporozumienie".

Maciej B. ps. Gruby o kilkudziesięciu osobach nieznających się nawzajem gadał, że tworzyły zorganizowaną grupę zbrojną i należały do gangu produkującego i sprzedającego narkotyki. Wszyscy trafili do aresztu, a w tym czasie Gruby składał ich rodzinom oferty, że za stosownym wynagrodzeniem zmieni swoje zeznania. Wpadł na gorącym uczynku. Oskarżał go ten sam prokurator, który zrobił z niego świadka koronnego, którym on zresztą nadal pozostał i gadał na kogoś, że produkował narkotyki w kuchni ośrodka wypoczynkowego. I prokurator temu człowiekowi, na podstawie tych zeznań, postawił zarzuty. Spędził on w areszcie ponad dwa lata, chociaż po dwóch tygodniach prokurator miał wyniki ekspertyz, że w rzeczonym ośrodku nie ma żadnych śladów produkcji narkotyków i psy nie wyczuły ich zapachów. Za to żona aresztowanego dostawała telefony z sugestiami szybkiej sprzedaży ośrodka, by mieć pieniądze na łapówkę, za którą mąż wyjdzie na wolność.

Za czasów praworządnych rządów Platformy Obywatelskiej pojawiły się głosy, że przepisy o świadku koronnym należy zmienić, a najlepiej to w ogóle uchylić. No ale premier Tusk się nie zgodził.

Robert Gwiazdowski, adwokat, prof. Uczelni Łazarskiego

Autor felietonu prezentuje własne opinie i poglądy

(tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji)

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Felietony Interia.pl Biznes
Dowiedz się więcej na temat: Robert Gwiazdowski | kodeks karny
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »