Blok węglowy w Puławach traci sens? Posłanka KO: Ostrołęka bis

Budowa bloku węglowego w Zakładach Azotowych w Puławach stoi pod znakiem zapytania. Opóźnienie w projekcie liczone jest już w latach; nowy plan zakłada jego oddanie tej jesieni. Tymczasem eksperci zwracają uwagę, że tego typu inwestycja jest "strzałem w kolano", bowiem stoi w sprzeczności do konieczności ograniczania szkodliwej emisji gazów, czego wymaga także UE.

Ostatni blok węglowy w puławskich Zakładach Azotowych powstaje od 2019 roku. Wielokrotne awarie znacząco opóźniły prace na budowie, które miały zakończyć się w 2022 roku. Opóźnienie powoduje rosnące koszty rzędu ok. 1,3 mld zł, głównie za sprawą wynagrodzenia dla konsorcujm wykonawczego, w którego skład wchodzą spółki Polimexu oraz SSB Energy. Sprawą zainteresowała się NIK, a także CBA. Skala wydatków spowodowała nazwanie tej inwestycji "drugą Ostrołęką".

- Słychać już zapowiedzi, że oddanie bloku zakończy się pod koniec 2024 r. Jednocześnie generalny wykonawca upomina się o kolejne kwoty. Mamy więc nie tylko ogromne opóźnienie, ale także inwestycję, która pochłonęła już ogromne pieniądze. Mówi się, że ostatecznie będzie to kosztować 1,5 mld zł. Uważam, że ta budowa to "Ostrołęka bis" - mówi w rozmowie z money.pl. posłanka Koalicji Obywatelskiej Marta Wcisło. Dodaje, że złoży w tej sprawie interpelację poselską i zamierza rozmawiać na ten temat z rządem. 

Reklama

"To przedsięwzięcie przestaje mieć teraz sens"

W rozmowie z portalem jeden z pracowników Zakładów Azotowych podważa opłacalność inwestycji. Wskazuje, że byłaby ona opłacalna, gdyby wszystkie linie technologiczne wykorzystywały swój potencjał. 

- Obecnie nasz zakład nie wykorzystuje pełnych mocy produkcyjnych. Wyłączona jest m.in. kluczowa instalacja kaprolaktamu. To przedsięwzięcie przestaje mieć teraz sens - mówi. 

Wcisło zwraca uwagę, że jeszcze przed przejęciem władzy przez PiS blok miał być zasilany nie węglem, a gazem, który miał też wytwarzać ciepło dla puławskich budynków. Posłanka wskazuje, że z pomysłu zrezygnowano z powodów politycznych.

- Decyzja o budowie bloku węglowego o mocy 100 MWh w Puławach z obecnej perspektywy, związanej przede wszystkim z polityką klimatyczną, jest kompletnie nieracjonalna. Już w momencie jej podejmowania miało to wątpliwe podstawy - mówi portalowi Robert Tomaszewski, szef działu energetycznego w Polityce Insight. Dodaje, że choć węgiel dostarczany do Puław miał wesprzeć sprzedaż z kopalni Bogdanka, to problemem może okazać się spełnienie norm emisji dwutlenku węgla. 

Węgiel stoi w sprzeczności z polityką UE

Zagrożenie widzi też Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.  

- Nikt odpowiedzialny nie planuje dzisiaj budowy nowych bloków energetycznych opartych na węglu. Mogą to proponować tylko nieodpowiedzialni politycy albo populiści - podkreśla w rozmowie z money.pl, nie rozumiejąc decyzji byłego rządu o odstąpieniu od budowy bloku gazowego. Zwraca uwagę, że inwestycja w blok węglowy "stoi w sprzeczności z polityką klimatyczną i energetyczną UE". Dodaje, że gabinet Donalda Tuska powinien zaktualizować "Politykę Energetyczną Państwa do roku 2040".

Jak poinformowała portal rzeczniczka Grupy Azoty, Polimex Mostostal złożył wniosek o zwiększenie wynagrodzenia o 227 mln zł. Ostatecznie kwota ta została zmniejszona do 35 mln zł. Wskazała, że plan zakłada zakończenie budowy nowego bloku w październiku br.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: zakłady azotowe Puławy | Puławy | Grupa Azoty
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »