Bezrobotni do roboty!

Jeżeli bezrobotny nie chce się szkolić ani podjąć pracy, może stracić prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Na osłodę Ministerstwo Pracy zapowiada wyższe zasiłki.

W urzędach pracy jest zarejestrowanych 1,7 mln osób, a jeszcze dwa lata temu było ich ok. 2,5 mln. Do zasiłku wypłacanego tylko przez pół roku ma prawo jedynie kilkanaście procent z nich. Bezrobocie spada, przybywa miejsc pracy, ale wciąż odsetek osób aktywnych zawodowo jest bardzo niski. Pracuje zaledwie co druga osoba, podczas gdy w UE ten współczynnik zatrudnienia wynosi 64 proc.

Mimo to przedsiębiorcy mają kłopoty z pozyskaniem pracowników. W Olsztynie, gdzie bezrobocie należy do najwyższych w Polsce, Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji bezskutecznie szukało wykwalifikowanych kierowców. Urząd pracy zorganizował kurs na prawo jazdy, bezpłatny dla bezrobotnych. Ale i tak chętnych było jak na lekarstwo.

Reklama

- Bezrobocie w Gorzowie? Coś takiego istnieje tylko w statystykach. W mieście skończył się rynek pracodawcy. Teraz pracownik wybiera firmę, w której chce pracować - mówił reporterowi "Gazety" Ryszard Barański, prezes Lubuskiej Organizacji Pracodawców. W zeszłym roku w Gorzowie pracowników szukało TPV - 1,3 tys., OBI - 100, kompleks Askany - ponad 200, Styropex - 50. Wszystkie miały problemy, choć oficjalnie w tym mieście jest kilka tysięcy bezrobotnych. Zdesperowani pracodawcy ściągają ludzi z Ukrainy czy Białorusi.

Wiele osób rejestruje się w urzędach pracy tylko po to, by państwo opłacało za nich składki zdrowotne. Jednocześnie pracują na czarno. W tegorocznym budżecie na same składki dla bezrobotnych przeznaczono ok. 500 mln zł.

Dlatego Ministerstwo Pracy chce zmienić ustawę o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Na razie powstały założenia do nowelizacji, a cały projekt ma być gotowy w maju lub czerwcu. Zmiany mogą być rewolucyjne.

Jedna z wersji zakłada, że bezrobotni z chwilą zarejestrowania się muszą wraz z pracownikiem urzędu pracy napisać plan wyjścia z bezrobocia. Taki obowiązek nałoży na nich urząd pracy i będzie pilnował realizacji tego "indywidualnego planu działania" (IPD). Jeżeli bezrobotny odmówi pisania i realizacji planu, odmówi uczestnictwa w szkoleniach zaproponowanych przez urząd albo nie będzie chciał podjąć zajęcia zgodnego z kwalifikacjami, to utraci prawo do bezpłatnej służby zdrowia. Budżet przestanie opłacać za niego składki na ubezpieczenie zdrowotne.

Wariant łagodniejszy zakłada, że osoba bez pracy przez sześć miesięcy samodzielnie będzie szukać zajęcia. I dopiero po pół roku weźmie się do niej urząd pracy i każe pisać plan działań.

Wersja najkorzystniejsza dla bezrobotnych zakłada z kolei, że z chwilą gdy osoba bez pracy straci prawo do statusu bezrobotnego, ciężar zapewnienia jej bezpłatnej opieki społecznej spada na gminę bądź pomoc społeczną. Pieniądze na ten cel pochodziłyby z Funduszu Pracy. W efekcie formalna liczba bezrobotnych by spadła, bo osoby te przestałyby się rejestrować w urzędach pracy.

- Ale nowelizacja zakłada też rozbudowane programy szkoleń i nauki zawodu dla bezrobotnych, a zachętą do uczestniczenia w tych programach byłyby specjalne stypendia - podkreśla rzeczniczka Ministerstwa Pracy Bożena Diaby. Można na to wykorzystać środki unijne.

Ministerstwo przewiduje dwie formy nauki:

- praktyczna nauka zawodu trwająca 12-18 miesięcy, dająca tytuł zawodowy lub tytuł czeladnika

- przyuczenie do pracy trwające 3-6 miesięcy, pozwalające zdobyć umiejętności niezbędne do wykonywania określonych zadań.

Osoba korzystająca z takiej formy dostawałaby stypendium w wysokości 120 proc. zasiłku, a okres nauki byłby zaliczany do uprawnień pracowniczych jak staż pracy.

Minister pracy Jolanta Fedak zapowiadała, że trzeba objąć zasiłkiem dla bezrobotnych także osoby, które są zatrudnione w branżach sezonowych, m.in. w budownictwie, rolnictwie, drogownictwie. Możliwe byłoby przyznanie zasiłku takim osobom po dziewięciu, a nie dopiero po 12 miesiącach pracy.

Minister Fedak chciałaby też podwyższyć zasiłki i wydłużyć okres ich wypłacania do roku. Dziś podstawowa wysokość zasiłku dla bezrobotnych wynosi ok. 530 zł (47 proc. pensji minimalnej). Jest wypłacany przez pół roku. W założeniach nowelizacji zapisano, że zasiłek przez pierwsze trzy miesiące wynosiłby 70 proc. pensji minimalnej, czyli ok. 800 zł, a przez następne miesiące sięgałby 50 proc. pensji minimalnej. To oznacza spory wzrost wydatków budżetowych. Jaki dokładnie - jeszcze nie wiadomo.

Wiele wskazuje na to, że propozycje minister Fedak dotyczące wysokości zasiłków nie mają wielkich szans na akceptację całego rządu.

Nieoficjalnie przedstawiciele rządu krytykują te pomysły, mówiąc, że wyższe zasiłki nie mobilizują do szukania pracy, a minister finansów na pewno nie zgodzi się na sfinansowanie planów minister Fedak. Szef doradców premiera Michał Boni nie chciał tego komentować. Ale popiera pomysł, by objąć zasiłkiem pracowników sezonowych. Jest też orędownikiem indywidualnych programów dla każdego bezrobotnego i za ograniczeniem prawa do opieki zdrowotnej dla osób uchylających się od pracy.

Dla Gazety

Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan:

- Filozofia tej nowelizacji bardzo mi odpowiada. Jest uczciwą ofertą dla osób, które mogą stracić pracę. Być może niektórych ekspertów oburza to, że zasiłek dla bezrobotnego w pierwszym okresie tak znacząco by wzrósł. Ale ja do tych oburzonych nie należę. Badania wykazują, że bezrobotny najwięcej energii w szukanie pracy wkłada w pierwszym miesiącu po utracie zajęcia, a także w ostatnim miesiącu, w którym dostaje zasiłek. Osoba, która naprawdę chce znaleźć pracę, musi mieć do tego warunki, dlatego warto zainwestować w ten pierwszy okres poszukiwań. Uważam za dobre rozwiązanie zmniejszanie zasiłku z biegiem czasu. Dzięki temu bezrobotny pamięta, że wysycha źródło pieniędzy, i to go mobilizuje do działań. Jestem natomiast przeciwny wydłużania okresu, w którym bezrobotny dostaje swoje świadczenie. To sprzyja zjawisku wahadła, na które zwracają uwagę pracodawcy z regionów o wysokim bezrobociu. Niektórzy pracownicy zatrudniają się na jakiś czas, by zyskać prawo do zasiłku, następnie rezygnują z pracy, by żyć na koszt państwa. Potem znów się zatrudniają.

Chciałbym, aby urzędy pracy były bardziej aktywne w zwalczaniu bezrobocia. Dziś zajmują się przede wszystkim dystrybucją zasiłków. Nowelizacja ma to zmienić. Oznacza to jednak, że urzędy musiałyby zatrudnić większą liczbę urzędników, i to o wyższych kwalifikacjach. Dzisiejsza obsada urzędów nie poradzi sobie z organizowaniem indywidualnych planów działania. Ponadto szkolenia dla bezrobotnych powinny być planowane i organizowane w porozumieniu z miejscowymi przedsiębiorcami.

INTERIA.PL/GW
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »