Armia wyspecjalizowanych obywateli

Wojsko pełni w kulturze izraelskiej rolę kluczową. Jest zarówno motorem postępu i punktem wyjścia do tworzenia nowoczesnych technologii, jak i "uniwersytetem", gdzie młodzi Izraelczycy zdobywają wiedzę i mają kontakt z wysoko specjalistycznym sprzętem - mówi w rozmowie z Interią dr Piotr Weiser z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalista od Izraela.

Z jednej strony nowoczesne technologie, na najwyższym światowym poziomie, z drugiej - ciągle jednak duże rozwarstwienie społeczne. Jak bardzo nowoczesny jest dzisiejszy Izrael?

- Kiedy mówimy o nowoczesności, zwróciłbym szczególną uwagę na trzy elementy. Po pierwsze, punktem wyjścia do tworzenia nowoczesnych technologii jest niewątpliwie wojsko, będące w wielu przypadkach motorem postępu. Armia jest dla Izraelczyków takim prawdziwym "uniwersytetem", gdzie zdobywają wiedzę, mają kontakt z wysoko specjalistycznym sprzętem i uczą się podejmowania szybkich decyzji. W wojsku żydowskim ten postęp jest rzeczywiście widoczny.

Reklama

- Po drugie, istnieje bardzo dużo firm - szczególnie informatycznych i telekomunikacyjnych, a z tego Izrael jest znany - które wprowadzają technologie na bardzo wysokim poziomie. To prawda, że później są często wchłaniane przez Dolinę Krzemową albo przez wielkie zachodnie koncerny, ale to też świadczy o tym, jaki mają potencjał.

- Po trzecie wreszcie - społeczeństwo izraelskie, bardzo zinformatyzowane, wykazuje generalnie duże zainteresowanie nowymi technologiami. Nowinki techniczne są tam obecne znacznie wcześniej niż np. w Polsce.

- To wszystko przyczynia się do dość powszechnego przekonania, że mimo rozwarstwienia społecznego nowoczesność jest jednak widoczna na każdym kroku.

Rozumiem, że te elementy przyczyniają się również do sukcesu gospodarczego Izraela? Ale pewnie nie tylko one.

- Myślę, że tych czynników jest więcej. Izrael to niewielki kraj, bez naturalnych zasobów i bez wymiany handlowej z najbliższymi sąsiadami, jak to się zwykle dzieje. Dlatego musi dostosowywać się do warunków, do tego swojego - jeśli można tak powiedzieć - "klaustrofobicznego" charakteru. Wysoko wyspecjalizowane technologie - wykorzystywane szeroko nie tylko w armii, ale także np. w przemyśle - są w takich okolicznościach niezbędne, by myśleć i o rozwoju, i o zapewnieniu bezpieczeństwa.

Skąd się wzięła w Izraelu ta "ziemia obiecana" dla nowych technologii? To znaczy - u źródeł tego procesu stanęło państwo czy ono jedynie przyłączyło się do inicjatywy podmiotów prywatnych?

- Jeśli spojrzymy na historię gospodarczą tego kraju i cofniemy się o kilkadziesiąt lat, to okaże się, że w momencie powstania państwa żydowskiego tuż po wojnie były jedynie kiepskie manufaktury i małe fabryki. Dlatego rola państwa od początku była bardzo duża.

- Co ciekawe, i trochę paradoksalne, warto zwrócić uwagę, że izraelski kapitalizm był tworzony de facto przez socjalistów, a Histadrut, federacja związków zawodowych ma zupełnie inną charakterystykę niż w Polsce i zachodnich demokracjach. To instytucja o dużo większym charakterze społecznym, która wręcz współdecyduje o produkcji i kontroluje niemałą część gospodarki Izraela.

- Nie to jest jednak najbardziej istotne. Zasadniczy przemysł jest wciąż w rękach państwa, co oznacza, że to ono wciąż wyznacza kierunki. Wątek prywatyzacji w zasadzie nie istnieje, nie jest nawet głównym wątkiem programu partii liberalnych. Innymi słowy, kontrola państwa, w przemyśle, w obrocie ziemią, jest uważana za coś znacznie mniej negatywnego.

- Na tym tle branża związana z informatyką i z wysokimi technologiami rzeczywiście wypączkowała. Jednak według mnie, cała gospodarcza historia Izraela nie potwierdza tezy, że rozwój w tej dziedzinie to był tylko ruch oddolny.

Gdybyśmy pozwolili sobie na takie obrazowe porównanie, odnoszące się do tej części świata - wkład państwa w różne dziedziny życia jako pustynię, a nowe technologie jako znajdujące się na niej oazy. To dobra metafora?

- Pod warunkiem, że ją uzupełnimy - państwo jednak cały czas nawadniało pustynię, a oazy nie wzięły się znikąd.

- Proszę zauważyć jeszcze jedną rzecz - zdarza się, że przy tym nawadnianiu jest trochę przypadku. Dla przykładu, upada pomysł budowy strategicznego bombowca i "na bezrobocie" idą rzesze inżynierów zaangażowanych w ten projekt. Siłą rzeczy, w taki czy inny sposób, muszą znaleźć się na rynku, ze swoją wiedzą i doświadczeniem. Tak samo jest z imigracją z różnych stron świata, często ponadprzeciętnie wykształconą, także techniczne. Państwo nie zawsze potrafi tych ludzi "wchłonąć". Dlatego szukają swojego miejsca i przestrzeni gospodarczej. I najczęściej ją znajdują.

A system edukacji? Można go uznać za jakiś bodziec?

- Zdecydowanie. Przede wszystkim jest zakorzeniony w potrzebach państwa. Mówiąc najbardziej ogólnie, młody Izraelczyk jest edukowany przede wszystkim na syjonistycznego obywatela syjonistycznego państwa. I od najmłodszych lat są mu wpajane potrzeby tego państwa.

- Choć tu znów wracamy do tego, o czym była mowa na początku. Prawdziwa edukacja, powiedzielibyśmy techniczna i technologiczna, odbywa się w wojsku. Każdy żołnierz ma tam do czynienia z wysoko specjalistycznym sprzętem. Nabywa ponadto poczucie odpowiedzialności i inne kompetencje społeczne.

- Cały ten proces zaczyna się już w przedszkolu, na bardzo prostych przykładach. Dzieci doskonale wiedzą, gdzie są drogi ewakuacyjne, potrafią błyskawicznie ustawić się w szeregu i wyjść, gdy pojawia się jakieś zagrożenie. Aż po wezwanie bądź udzielenie pomocy. System zabezpieczeń jest też coraz bardziej zaawansowany technologicznie.

Zna pan doskonale Tel Awiw, który jest niezwykle otwarty, ale też, przyznajmy, inny niż reszta Izraela. Czy można powiedzieć, że nieprzypadkowo stał się stolicą również dla nowinek technologicznych i ziemią obiecaną dla innowatorów?

- Jak najbardziej. Dzisiaj sztandarowym hasłem Tel Awiwu jest: "Miasto, które nie śpi", wielokulturowe, gdzie wszystko się miesza. Choćby to, że zabudowa jest zachodnia, ale styl życia wymieszany, często wschodni. To już mówi w zasadzie wszystko. W przeciwieństwie do np. Jerozolimy, spokojnie przestrzegającej szabatu i dostosowującej się do koszernego charakteru żydowskiego życia.

- Znam wielu Żydów, którzy jedną połowę roku spędzają w swoich innych miejscach zamieszkania, a drugą właśnie w Tel Awiwie. Dlatego miasto jest tak naprawdę spełnieniem mitu Izraela, który "nie jest ani ze Wschodu, ani z Zachodu".

- Powiedzielibyśmy - idealne miejsce na eksperymenty.

Rozmawiał Remigiusz Półtorak

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2017

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: armia
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »