Biedni pracujący. Harują, lecz nie stać ich na jedzenie i leki

Poniedziałek, 4 lutego (06:00)

Harują, lecz nie stać ich na jedzenie i leki. Nawet od 4 do 10 proc. pracujących Polaków żyje w ubóstwie.

Zdjęcie

Biedni pracujący. Harują, lecz nie stać ich na jedzenie i leki... /123RF/PICSEL
Biedni pracujący. Harują, lecz nie stać ich na jedzenie i leki...
/123RF/PICSEL

Na szczycie piramidy potrzeb Małgorzata umieściła jedzenie i  leki. Gdy zaczyna brakować na nie pieniędzy, ratuje się,  klikając w internecie na szybką krótkoterminową pożyczkę albo  dzwoni do koleżanki. Na buty i odzież dla młodszego syna  odkłada z 500+. Żeby zarobić na lodówkę i kuchenkę, wyjechała  na miesiąc do Niemiec, gdzie opiekowała się parą seniorów.  Teraz musi się opiekować chorą matką, więc nie może wyjechać  na długo. Spokój jest dla niej równie ważny co gotówka - nie  chce zdradzać dzieciom, że dzieje się coś złego. Trzy lata  temu przeszła zawał, a gdy wychodziła ze szpitala,  pielęgniarka wręczyła jej rachunek za leczenie. - Okazało się,  że szefowa nie płaciła moich składek przez pięć lat.  Miesięcznie zarabiałam od 900 do 1,3 tys. zł. Nie miałam  żadnych oszczędności, a na głowie dwójkę dzieci i rachunek na  9 tys. - wspomina Małgorzata.

MON zapowiada podwyżki dla żołnierzy

"Godne zarobki żołnierzy, to jedno z najważniejszych zobowiązań rządu" - napisał szef MON Mariusz Błaszczak w liście skierowanym do żołnierzy opublikowanym w piątek na Twitterze. czytaj więcej

Andrzej porównuje wypadki losowe - takie jak ból zęba czy  zepsuta pralka - do łagodnego, rutynowego tąpnięcia. Konto  zostaje wyzerowane, więc mogą z żoną rozpocząć kolejną próbę  oszczędzania. Kiedyś było jeszcze gorzej. Andrzej niechętnie  wraca do wydarzeń sprzed dwóch lat, kiedy na umowie zleceniu  jako listonosz zarabiał 1,6 tys. zł. Firma straciła duże  państwowe zamówienie i szybko pojawiała się zapowiedź  grupowych zwolnień. Kierownik regionalny prosił, żeby jako  lojalni pracownicy zostali do końca miesiąca, obiecywał  dodatkową wypłatę. Pracowali po 12 godzin. - Zostałem do  końca. Był ostatni dzień sierpnia, a ja nie dostałem pieniędzy  za lipiec - wspomina Andrzej. Żyli z pensji żony, ale 1,2 tys.  zł wydali na czynsz, opłaty i leki w internetowej aptece. -  Było nerwowo, nie mieliśmy pieniędzy na jedzenie, nie  wiedzieliśmy, co robić. Pamiętam, że w pierwszym odruchu  przeszedłem się po osiedlu i zebrałem trochę puszek, za które  dostałem kilkanaście groszy, zamiast kilku złotych, jak się  spodziewałem - opowiada.
 Takie historie wcale nie są w Polsce wyjątkiem. - W 2016 r.  3,9 proc. osób żyjących w skrajnym ubóstwie pracowało -  wyjaśnia dr hab. Anna Zachorowska-Mazurkiewicz z Uniwersytetu  Jagiellońskiego. Badaczka wyjaśnia, że skala biedy osób  mających zatrudnienie jest dużo większa: - Dane dotyczące  subiektywnej oceny sytuacji materialnej gospodarstw domowych  wskazują, iż praca nie zapewnia godnego życia 6,9 proc.  pracujących. Tylu z nich uznało swoją sytuację za raczej złą i  złą, a dla pracowników zatrudnionych na stanowiskach  robotniczych odsetek ten rośnie do prawie 9,6 proc. Innym  objawem ubóstwa jest wskaźnik niedostatku, gdzie pod uwagę  bierze się wydatki. W grupie pracowników niedostatek dotknął w  2016 r. 38,5 proc. osób, w tym na stanowiskach robotniczych aż  51,2 proc.

Ukraińcy chcą zmienić kraj zamieszkania

Od wysokich zarobków ważniejsza jest dla nich zmiana kraju zamieszkania - takie wnioski można wyciągnąć po analizie badań przeprowadzonych wśród przyjeżdżających do Polski obywateli Ukrainy. czytaj więcej

Z kolei dr Rafał Muster z Uniwersytetu Śląskiego wskazuje na  związek formy zatrudnienia z ubóstwem i precyzuje: - W  przypadku osób pracujących w oparciu o stałą umowę odsetek  zagrożonych ubóstwem na europejskim rynku pracy jest  dwukrotnie mniejszy niż wśród osób pracujących na podstawie  umów czasowych - mówi.
 Zależność tę potwierdza historia zatrudnionej na umowie o  dzieło sprzątaczki, która, gdy zachorowała, nie mogła pójść na  zwolnienie, więc, żeby przeżyć miesiąc bez wypłaty,  zdecydowała się wziąć pożyczkę. Szybko wpadła jednak w spiralę  zadłużenia, bo na spłatę kolejnych rat musiała zaciągnąć  następny kredyt. - Często spotykam się z takimi historiami -  mówi Katarzyna Duda, ekspertka Ośrodka Myśli Społecznej im. F.  Lassalle’a. - Wspomniana sprzątaczka, podpisując umowę, była  przekonana, że pożycza 4 a nie 7 tys. zł. Nikt jej nie  wyprowadził z błędu i dzisiaj zostało jej jeszcze kilka  tysięcy do spłaty.

Na równi pochyłej

Historie pracujących biednych pokazują, że część z nich do  pewnego momentu zajmowała całkiem dobrą pozycję na rynku  pracy. Ich sytuację zmieniły dopiero zawirowania związane z  utratą zatrudnienia, chorobą lub kłopotami rodzinnymi. - To  był czas rozbudzonych apetytów na wysokie i szybkie zarobki.  Giełda w latach 90. kojarzyła się z kolejnym etapem rozwoju  ludzkości. W pracy dyskutowaliśmy o polskim Wall Street -  wspomina początki pracy w domu maklerskim Andrzej. Swoją  karierę zaczynał od obsługi klienta. Szybko zrobił licencję  maklera i złapał wspólny język z klientami, od których  przyjmował zlecenia. Był tak zaangażowany, że po jakimś czasie  znał na pamięć kody większości spółek. Następnie trafił do  działu regionalnego, gdzie pełnił funkcję asystenta dyrektora.  Gromadził dane i robił analizy. Czuł się na tyle pewnie jako  osoba znająca reguły giełdy, że pod przyszłe finansowe sukcesy  zaciągnął pożyczkę na 60 tys. zł. Niedługo potem jego spółka  zbankrutowała. Kolejnym ciosem było cięcie etatów. - Wtedy  zaczęła się równia pochyła. Wysłałem ponad 60 CV, ale mój  PESEL straszył. Zrobiłem dwustopniowy kurs masażu i  trzystopniowy kręgarstwa. Kupiłem nawet dwa stoły, ale nie  było zainteresowania. Rozniosłem ulotki po osiedlach. Wpadłem  na pomysł, że zostanę motorniczym tramwajów, zdałem egzamin,  ale usłyszałem od kierowniczki, że jakiś czas temu  przeprowadzili nieudany eksperyment z 50-letnim pracownikiem i  nie będą już ryzykować - wspomina.

Wynagrodzenia: Górnictwo na szczycie!

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w ubiegłym roku 4852 zł. Było nominalnie o 7,1 proc. wyższe niż w roku poprzednim – wynika z danych GUS. W poszczególnych branżach podwyżki były mocno zróżnicowane. Najbardziej wynagrodzenia wzrosły w górnictwie węgla kamiennego... czytaj więcej

- Najtrudniejsze było dla mnie to, jak z dnia na dzień  zostałam sama z dziećmi, bez domu i bez pracy - opowiada  Małgorzata. Przeprowadziła się do rodziców, do małego  dwupokojowego mieszkania. Po kilku miesiącach poszukiwań  znalazła pracę w gospodarstwie agroturystycznym. Oficjalnie  była kucharką, ale z czasem dochodziły kolejne obowiązki:  gotowanie, sprzątanie hotelowych pokoi, a także mieszkania i  garażu właścicieli oraz pranie ich rzeczy. Kilka razy  pracowała nawet w polu przy wykopkach. Podobnie jak inne  zatrudnione w gospodarstwie kobiety. - Nie miałyśmy dla siebie  nawet łazienki i łóżka, na których mogłybyśmy się położyć nad  ranem. Nigdy nie wiedziałyśmy, ile szefowa zapłaci nam za  dodatkową pracę jako obsługa wesela. Jak na loterii. Wszystko  zależało od humoru szefowej - wspomina Małgorzata. -  Pracowałam na czarno za 3 zł na godzinę, umowę na 7 zł  dostałam na krótko przed chorobą. Nie zapomnę uczucia  rozpaczy, kiedy po pięciu godzinach ścielenia łóżek i  sprzątania pokoi dostałam 15 zł. Nie wiedziałam, co za to  kupić, nawet na pampersy dla młodszego syna było za mało.
 Fizyczne i psychiczne zmęczenie skończyły się dla niej  zawałem. Po powrocie do zdrowia właścicielka hotelu nie  chciała ryzykować i odmówiła dalszej współpracy. Małgorzata  zaczęła robić na szydełku, wyszywać, organizować chrzciny i  komunie w domach, ale to nie zapewniało jej stałego dochodu.
 - Kobiety zarabiają mniej, gdyż od samego początku  funkcjonowania systemu kapitalistycznego były traktowane jako  pracownicy niższej kategorii, z ograniczonym dostępem do rynku  pracy, rozwiązań okołorynkowych i dostępu do związków  zawodowych - wyjaśnia dr Zachorowska-Mazurkiewicz z UJ. - Na  złą sytuację pracownic ma też wpływ ograniczony czas, którym  dysponują: tu pracujące kobiety znajdują się z sytuacji  gorszej nie tylko od pracujących mężczyzn, lecz także od  kobiet niepracujących. Warto też wspomnieć, że kobiety  zarabiają mniej na rynku pracy, ale również i mniej na tym  rynku pracują. Pracują mniej, gdyż więcej czasu przeznaczają  na pracę nieodpłatną, świadczoną na rzecz członków własnych  gospodarstw domowych - dodaje ekonomistka.

Pensje budowlańców w Polsce i za granicą - czy nadal opłaca się wyjechać?

W ciągu ostatnich lat w branży budowlanej odnotowuje się znaczny rozkwit. Buduje się coraz więcej, a z roku na rok Główny Urząd Nadzoru Budowlanego wydaje coraz więcej pozwoleń na budowę. Mimo tego ceny usług budowlanych rosną o 10-15 proc. rocznie. Przyczyny tego stanu upatruje się nie tylko w... czytaj więcej

Kobiety mają też kłopoty z powrotem na rynek pracy po  kilkuletniej nieobecności spowodowanej wychowaniem dzieci,  czego dowodzi przypadek Zofii, żony Andrzeja. - Ustaliliśmy,  że ja będę zarabiał, a żona zajmie się wychowaniem dzieci. Ale  gdy dzieci były już odchowane, Zosia miała ponad 30 lat i duże  problemy z wdrożeniem się do nowych warunków - opowiada  Andrzej. Kobieta najpierw podjęła pracę u znajomego w grupie  zarządzającej firmą budowlaną. Musiała przymykać oko na wiele  nieprawidłowości, zarabiając przy tym 2 tys. zł. Zrobiła  podyplomowe studia z biologii i chemii, ale przez rok nie  dostała ani jednej oferty z urzędu pracy. Następnie skończyła  kurs kierowników biur i dwa semestry w szkole policealnej na  kierunku pomoc nauczyciela technicznego. Od trzech lat pracuje  jako pomoc techniczna w przedszkolu. - Żona bardzo ciężko  pracuje, nosi stosy talerzy, rozkłada leżaki, roznosi posiłki,  myje okna, zamiata podłogi i to wszystko w sytuacji, kiedy  jako chora osoba nie powinna w ogóle pracować fizycznie - mówi  wyraźnie podłamany Andrzej.
 Życie rodzinne osób, które muszą liczyć się z każdym groszem,  jest wystawione na wiele ciężkich prób. - Pamiętam małżeństwo  zatrudnione w ochronie. Ona ochraniała budynek ZUS, on Urząd  Miasta i zdarzało się, że nie widzieli się przez tydzień, choć  razem mieszkali. Wyglądało, jakby pracowali za granicą. Często  jest tak, że rodziny przychodzą do siebie w odwiedziny do  pracy, jak w przypadku żony, która przychodziła na noc do męża  pracującego bez przerwy 48 godzin - mówi Katarzyna Duda.

20 lat w pozycji podporządkowanej

60-letni Krzysztof o swoim życiu opowiada krótkimi, rwanymi  zdaniami. Kiedyś pracował jako monter okrętów kadłubowych w  Stoczni Gdynia i tylko wspominając historię oddanych statków,  unosi głowę do góry. W połowie lat 90. zdecydował się na  powrót do rodzinnego miasteczka w woj. kujawsko-pomorskim, ale  tam największe zakłady pracy były już zamknięte. Znajomy  zaproponował, żeby pojechali na jabłka. Trafili w okolice  Grójca, gdzie Krzysztof spędził kolejne 20 lat. W tym czasie  zarabiał czarno od 2,5 zł do 7 zł za godzinę. Pracując po 12  godzin w normalnym trybie i 16 godzin przy większych  zamówieniach. Nigdy nie ma pewności, czy nadgodziny będą  płatne. - Jak szef miał dobry charakter, to płacił - opowiada  Krzysztof. - Ale rzadko trafiałem na dobrych gospodarzy. Przez  20 lat tylko u trzech miałem ciepłą wodę i prysznic. Zdarzało  się, że potrącali z wypłaty za podgrzanie wody.

Dochody Europejczyków - kto popuszcza, kto zaciska pasa?

2018 był kolejnym rokiem wzrostu dochodów rozporządzalnych Europejczyków. Co ciekawe, chociaż Niemcom żyje się coraz lepiej, część z nich ma subiektywne odczucie, że ubożeje. A co z Polakami? czytaj więcej

Gdy zarobki nie przekraczają 1,2 tys. zł, największym  problemem jest nocleg. Praca u części sadowników przedłuża się  i z sezonowej staje się całoroczną. Kilka razy korzystał z  takiej możliwości. Poza sezonem wykonuje szereg różnych prac  gospodarskich. Wtedy można liczyć na skromny kąt u  właściciela, ale zarobki były o połowę mniejsze. - Wszystko  zależało od warunków, jakie zapewniał pracodawca. Bywało, że  na sali spało nas 15 osób, ale bywało, że tylko trzy. Jak  zaczynałem pracować, to spałem na skrzynkach i łachach w  stodole, później to się trochę zmieniło. Pamiętam, jak kilku  moich kolegów spało w leśnych szałasach. Jak pracodawca chciał  zapłaty za nocleg, to opłacało się nocować w lesie - wspomina  Krzysztof.
 Na trudną sytuację ekonomiczną osób pracujących na  stanowiskach robotniczych zwraca uwagę dr Zachorowska- Mazurkiewicz. - Na stanowiskach robotniczych przychód netto w  2017 r. wyniósł 1593,98 zł (na nierobotniczych 2445,98 zł) i  był najniższy spośród wszystkich grup społeczno-ekonomicznych,  niższy nawet niż przychód rencistów, który wyniósł 1683,24 zł.
 Niekorzystne położenie zdegradowanej klasy robotniczej z  bliska obserwowała Katarzyna Duda, która podczas swoich badań  spotkała wielu górników zatrudnionych jako pracowników ochrony  na terenach pokopalnianych. - Na ich przykładzie dobrze widać,  jak wygląda życie byłych robotników. Twarzą w twarz stają tam  często dawni koledzy z kopalni. Z jednej strony ochroniarze, z  drugiej ci, którzy, żeby przeżyć, kradną złom - mówi Duda.
 Z kolei prof. Wiesława Kozek z Uniwersytetu Warszawskiego,  współautorka książki "Utrzymać się na powierzchni. O walce z  biedą w pięciu krajach europejskich w perspektywie  indywidualnego sprawstwa", twierdzi, że w miastach takich jak  Radom proces deindustrializacji oznaczał powstanie problemów  dla lokalnych rynków pracy. - Zwalniani pracownicy dużych firm  przemysłowych nie znajdowali alternatywnego zatrudnienia, nie  posiadali kwalifikacji poszukiwanych przez nowych pracodawców  w rozwijających się branżach, a powstawanie miejsc pracy w  usługach było procesem powolnym, rozciągniętym w czasie -  tłumaczy badaczka. - Znam z badań historię ludzi, którzy  pracują sezonowo, wkładają dużo wysiłku w to, żeby zarobić na  życie. Najczęściej to była praca na czarno, żadnej odzieży  roboczej. Ale zimą już nie pracują, ponieważ do pracy trzeba  dojeżdżać i to kosztuje, pracodawca traktuje ich jak parobków  i mało płaci. Pamiętam przypadek kobiety spodziewającej się  dziecka, która musiała nosić skrzynki z warzywami w  warzywniaku, dopóki nie dostała zwolnienia z powodu zbyt  zaawansowanej ciąży - dodaje.

Uniknąć marginalizacji

Małgorzata ostatni raz wyjechała na wakacje osiem lat temu.  Udało jej się wtedy uzbierać na pięciodniowy pobyt we  Władysławowie. Od tamtej pory lipiec i sierpień to czas  odkładania na ubrania i szkolne przybory. Teraz wydatków jest  więcej, bo w październiku starszy syn zaczął studia.  Mieszkając wspólnie z rodzicami i opiekując się nimi, przejęła  odpowiedzialność za ich finanse. Większość pieniędzy wydaje na  leki i codzienne potrzeby. Zdarza się, że dwa razy w miesiącu  zawozi ojca do oddalonego o 30 km szpitala. Wynajęcie  samochodu to koszt 100 zł, które pożycza od koleżanki. -  Dostałam niedawno propozycję mieszkania socjalnego, ale  musiałam odmówić. Nie byłabym w stanie go wyremontować,  wyposażyć w podstawowe urządzenia, a potem jeszcze utrzymać.  Dzisiaj mój miesięczny dochód wynosi równe 1,1 tys. zł - mówi.

Czeski rynek pracy światowym ewenementem

Bezrobocie w Czechach wynosi zaledwie 1,9 proc. i jest jednym z najniższych na świecie. Jednak o wyjątkowości rynku pracy naszego południowego sąsiada decydują również: olbrzymia liczba wakatów, bardzo wysoki współczynnik zatrudnienia osób bez wyższego wykształcenia, atrakcyjny rozkład płac oraz... czytaj więcej

Rok temu zaczęła 10-miesięczny kurs organizowany przez opiekę  społeczną. Specjalizacja: opieka nad dziećmi i osobami  starszymi. Odbyła czteromiesięczny staż w przedszkolu, gdzie  miesięcznie zarabiała 700 zł. Przepracowała tam jeszcze pół  roku, ale cztery miesiące temu skończyła się jej umowa. Dużym  wsparciem jest dla niej opieka społeczna, bez której nie  spłaciłaby rachunku wystawionego przez szpital za  hospitalizację po zawale. Niezależnie od tego, każdy kontakt z  pracownikiem socjalnym to dla niej duży stres i poczucie, że  po raz kolejny żebrze o 300 zł. - Staram się też żyć  normalnie, raz na jakiś czas wyjdę z dziećmi do kina, pozwolę  sobie na książkę i drogie buty dla syna za 200-300 zł. Czasem  pożyczam pieniądze, żeby sobie na to pozwolić, ale to się  należy moim dzieciom - mówi Małgorzata. Po chwilowym namyśle  dodaje: - Większość moich znajomych żyje podobnie, mają  zaciągnięte pożyczki, spłacają raty. Wiem, że ludzie krytykują  500+, ale część znajomych, którzy mieszkają w naszym małym,  mazurskim miasteczku, pierwszy raz od dawna kupiła dzieciom  nowe buty i mogła pójść do cukierni.
 Po kilku miesiącach bezrobocia listonosz Andrzej dostał  propozycję współpracy od znajomego, który założył firmę  kurierską. - To był moment, kiedy chciałem inaczej uchwycić  nasze życie. Jako kurier zarabiałem od 1600 tys. do 2 tys. zł.  Mój szef zarabiał miesięcznie 10 tys. i ciągle powtarzał, że  mało i mało. W końcu zmieniłem pracę i zostałem taksówkarzem.  Nie zarabiam kokosów, ostatni weekend wyglądał tak, że o 16.30  zacząłem kurs i zjechałem do domu w niedzielę o 6 rano,  zjadłem zupę, zdrzemnąłem się i o 14 znów byłem w aucie.  Najgorsze są noce, bo wiadomo, że człowiek bardziej się męczy  i wtedy trafiają się różni klienci - opowiada.
 W ostatnich miesiącach razem z żoną odczuli małą finansową  poprawę. - Udało nam się wynająć małą kwaterę za 300 zł na  pięć dni nad morzem. Ktoś może powiedzieć, że pewnie mała  klitka. Jeśli nawet, to proszę pamiętać, że od kilku lat  nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Oprócz tego, jak jeździłem, tak  cały czas jeżdżę na bazarek, żeby kupić tanie papierosy dla  żony - opowiada. Kilka dni temu Andrzej uznał, że jednak  zdrowie jest najważniejsze i zawiesił kursy w sobotę i  niedzielę.

Rząd wprowadza dochód podstawowy we Włoszech - do 780 euro na osobę

Od 780 euro na jedną osobę do 1330 euro na rodzinę - tyle wynosić ma miesięcznie dochód obywatelski, wprowadzony przez rząd Włoch. Przeznaczony będzie dla najuboższych, w tym osób poszukujących pracy. Odrzucenie trzech ofert pracy pozbawi prawa do dodatku. czytaj więcej

Dla Krzysztofa pracującego w sadownictwie każda wymiana zdań,  upomnienie się o ubezpieczenie i umowę kończyły się wskazaniem  na bramę i groźbą wyprowadzki. Właściciel sadu miał w odwodzie  mniej wybrednych pracowników, którzy od wielu lat zbierają się  na przystanku w Warce. - Był taki okres, że chciałem spróbować  czegoś innego. Znalazłem pracę przy remoncie szpitala w  Warszawie. Ostatnie trzy miesiące to była praca za darmo.  Dostaliśmy tylko zaliczkę 200 zł, przyszedł ochroniarz i  powiedział, że firma zmieniła właściciela. Zaraz potem  wylądowałem na Dworcu Centralnym, ale w końcu udało mu się  wrócić do Grójca - mówi.
 Pracę w sadownictwie Krzysztof porzucił definitywnie ponad rok  temu. - Jak dostałem wylewu, to właściciel sadu wywiózł mnie  gdzieś do centrum i zostawił na ławce. Potem mieszkałem kilka  miesięcy na dworcu i nie wiem, co by było, gdyby mi nie  pomogła pani Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy  Społecznej - opowiada. Gdy rozmawiamy, w Misji obok trwają  prace przy budowie jachtu, który tworzą mieszkający tutaj  bezdomni. - Nie mam już zdrowia i siły, ale mogę popatrzeć,  jak rośnie to cudo - mówi Krzysztof i spogląda na statek,  unosząc do góry głowę.
 - Takie osoby jak pan Krzysztof trafiają do nas regularnie -  opowiada Adriana Porowska, szefowa Misji. - Najczęściej biedni  pracujący znajdują pracę jako ochroniarze, przy sezonowych  zbiorach owoców i na budowach. Pracodawcy często wykorzystują  fakt, że są to osoby, dla których to jedyna płatna praca, więc  zatrudniają je na czarno i po pewnym czasie przestają wypłacać  im pieniądze należne za wykonaną pracę. Gdy nasi podopieczni  zaczynają się upominać o pensje, słyszą w odpowiedzi groźby, a  zdarza się, że pracodawca posunie się do przemocy - dodaje.
 Ważnym wątkiem, który przewija się w debacie na temat biednych  pracujących, jest rola pomocy społecznej. Jak zauważają  Wiesława Kozek, Julia Kubisa i Marianna Zielińska w książce  "Utrzymać się na powierzchni", korzystanie z pomocy społecznej  jest trudniejsze z powodu instytucjonalnej bezwładności agend  zaangażowanych w udzielanie wsparcia, reagujących bardzo  zachowawczo na poszerzający się zakres zjawiska biedy wśród  osób pracujących. Zasadniczym problemem jest więc niemożność  wyrwania się z biedy, sukcesem natomiast uniknięcie  marginalizacji mającej postać bezdomności, ciężkich chorób,  głodu, prostytucji, uzależnień, utraty najbliższej rodziny.
 21 stycznia tego roku w Warszawie na jednym z parkingów  spłonął 62-letni ochroniarz. Przyczyny pożaru budki  ochroniarskiej, w której pracował, nie są jeszcze oficjalnie  potwierdzone, ale ze wstępnych ustaleń wynika, że pożar  wybuchł po rozszczelnieniu butli z gazem, którą ochroniarz  dogrzewał pomieszczenie. Ofiarę wypadku znała Katarzyna Duda.  - Od osoby bliskiej zmarłemu dowiedziałam się, że właściciel  firmy naciskał na ochroniarza, aby ograniczył korzystanie z  grzejnika, który zużywał za dużo prądu. Kontenery  ochroniarskie najczęściej są stawiane na placach budowy i na  parkingach, a ich stan bezpieczeństwa pozostawia wiele do  życzenia. Widziałam raz na budowie budkę ochroniarską z  dziurawymi oknami wielkości pięści, firma nie chciała  inwestować w nową budkę ani w nowe okna, więc dziury zakleiła  taśmą klejącą. Ochroniarzom groziła śmierć przez zamarznięcie  - wspomina Duda. 

Kacper Leśniewicz

1.2.2019

Artykuł pochodzi z kategorii: Zarobki

Dziennik Gazeta Prawna
Więcej na temat:Polska | zarobki
POLECANE zwiń