Zarobki w Czechach dynamicznie rosną. To dla firm większy problem niż deficyt pracowników

Piątek, 14 września (06:00)

Niedostatek pracowników w wielu branżach czeskiej gospodarki przyczynił się w ostatnim czasie do bardzo szybkiego wzrostu płac. Jest to poważny problem dla pracodawców, którzy obawiają się, że z tego powodu wzrosną także ceny. Tym samym produkty i usługi wytwarzane przez wiele czeskich firm przestaną być konkurencyjne.

Zdjęcie

Zarobki w Czechach dynamicznie rosną. Nz. Brno, drugie miasto kraju /123RF/PICSEL
Zarobki w Czechach dynamicznie rosną. Nz. Brno, drugie miasto kraju
/123RF/PICSEL

Zdaniem czeskich ekonomistów, płace będą wzrastać w najbliższych kilku latach i to niezależnie od tempa wzrostu wydajności pracy. Nie osiągną jednak za 4-5 lat, jak chcieliby tego przedstawiciele czeskich związków zawodowych, poziomu płac w Niemczech i innych krajach Europy Zachodniej. Nawet w dłuższej perspektywie nie uda się Czechom pod tym względem dogonić Zachodu. Rosnące dynamicznie płace mogą jednak zahamować migrację młodych Czechów do bogatych krajów UE w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy, a także skłonić miejscowych i zagranicznych pracowników do pracy w tych działach gospodarki, w których występuje największy deficyt siły roboczej.
Jedną z takich branż jest transport i logistyka. Firmy z tych sektorów już od kilku lat borykają się z niedostatkiem pracowników. Niektóre z nich, jak np. MC Logistyka, podwyższyły w bieżącym roku płace nie o 5 proc. (średnia podwyżka w całej tej branży), lecz aż o 15 proc. Gdyby firma ta, zajmująca się dostawą artykułów żywnościowych i napojów do hurtowni i sklepów detalicznych, nie podwyższyła w tym roku płac do poziomu ponad 34 000 koron (1 EUR = 22,71 CZK, a 1 USD = 22,09 CZK) to zostałaby bez pracowników.
Koszty podwyżek płac poszczególne firmy starają się w dużej części przerzucić na swoich klientów. Muszą też zgodzić się na obniżkę swoich marż zysku. Przynajmniej do czasu, dopóki nie zacznie wzrastać także wydajność pracy, proporcjonalnie do wzrostu płac. W całej gospodarce Czech przeciętna płaca brutto wzrosła w ciągu dwóch kwartałów bieżącego roku o 8,6 proc. do poziomu 31 851 koron. Po odliczeniu wzrostu cen towarów konsumpcyjnych podwyżka tej płacy była w ujęciu realnym nieco mniejsza i wyniosła 6,2 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2017 roku. Z kolei jeżeli porównamy obecną przeciętną płacę brutto w Czechach i jej siłę nabywczą z płacą sprzed 25 lat, okazuje się, że wzrosła ona tylko o 2 procent.
Interesujące dane na temat czeskiego rynku pracy opublikował niedawno Urząd Statystyczny. Wynika z nich, że do końca 2013 roku zarówno płace jak i wydajność pracy nie wzrastały. Faktem jest, że w latach 2012-2013 następował spadek płac i wydajności pracy (zob. tab. 1).

Zdjęcie

. /Forsal.pl
.
/Forsal.pl

Z kolei w następnych latach nie zawsze wzrost realnej płacy szedł z parze z odpowiednim wzrostem wydajności pracy. Tylko w okresie od trzeciego kwartału 2014 roku do trzeciego kwartału 2015 roku wzrost wydajności pracy był wyższy niż wzrost płac. W pozostałych kwartałach 2015 roku oraz w latach 2016-2018 sytuacja pod tym względem uległa odwróceniu, a rekordowo niski w stosunku do podwyżek płac, zupełnie minimalny wzrost wydajności pracy wystąpił w ostatnich dwóch kwartałach 2016 roku. Proporcje te kształtowały się różnie w poszczególnych działach czeskiej gospodarki. Różne też było tempo wzrostu płac w poszczególnych branżach. W drugim kwartale bieżącego roku najszybciej rosły płace w oświacie (o 10 proc.) oraz ochronie zdrowia i opiece społecznej o (9,7 proc.), czyli w tych działach, gdzie płace te nie są wysokie i równają się średniej krajowej. Z kolei w tym samym okresie najwolniej, bo tylko o odpowiednio 3,8 i 4 proc., płace rosły w sektorze informatyczno-komunikacyjnym i finansowo-ubezpieczeniowym, gdzie są one jednak najwyższe i wynoszą 54 318 i 58 594 koron.

Reklama

Zdjęcie

. /Forsal.pl
.
/Forsal.pl

Według prognoz Viktora Zeisela, głównego ekonomisty Banku Komercyjnego w Pradze, tempo podwyżek płac będzie w dwóch ostatnich kwartałach 2018 r. i w 2019 nieco niższe i wyniesie ok. 6 proc. Czeskie firmy będą starały się w tym okresie skompensować sobie te podwyżki poprzez zarówno obniżkę swoich marż zysku jak i przede wszystkim poprzez uruchomienie różnych instrumentów zwiększających produktywność pracy. Część kosztów tych podwyżek odczują klienci. Spowodują one bowiem szybszy niż do tej pory wzrost cen. A wyższa inflacja zmusi z kolei Czeski Bank Narodowy do podwyżki stóp procentowych.
W lepszej sytuacji znajdą się te czeskie firmy, w których koszty pracy nie stanowią znaczącej części całkowitych nakładów na produkcję. Są to głównie firmy, które postawiły na automatyzację i robotyzację produkcji. Nie wszystkie jednak czynności w wielu tych firmach mogą wykonywać roboty. Przykładem jest znany nie tylko w Czechach browar Plzneński Prazdroj, który wprowadził u siebie niedawno w pełni zautomatyzowany system zarządzania produkcją piwa oraz zmodernizował swoje linie rozlewania i pakowania piwa. Okazało się jednak, że także w tej firmie wystąpił brak pracowników, głównie operatorów nadzorujących linie rozlewnicze oraz kierowców specjalistycznych wózków służących do przewożenia piwa do magazynów. Tych pracowników nie mogą jeszcze zastąpić roboty.
Faktem jednak jest, że coraz szybszy wzrost płac znacznie zwiększył zainteresowanie czeskich firm automatyzacją i robotyzacją. W przeprowadzonym wiosną tego roku badaniu ankietowym aż 64 proc. firm opowiedziało się bardziej za zakupem odpowiednich maszyn zastępujących pracę ludzką aniżeli za zatrudnianiem pracowników. Żądania dalszych podwyżek płac ze strony czeskich związków zawodowych mogą więc okazać się w niedalekiej przyszłości przysłowiową "niedźwiedzią przysługą". Coraz większa bowiem liczba czeskich przedsiębiorstw będzie wolała korzystać z robotów aniżeli z pracowników domagających się kolejnych podwyżek płac.
Adam Gwiazda
12.9.2018

Gomułka: Brak pracowników i inwestycji spowolni dynamikę PKB nawet do 2% /eNewsroom

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca za granicą

Forsal.pl
POLECANE zwiń