To nie koniec walki o delegowanie pracowników: Niektóre kraje UE przyspieszą implementację dyrektywy

Poniedziałek, 9 lipca (06:00)

Na wdrożenie nowelizacji dyrektywy o delegowaniu państwa członkowskie mają dwa lata. Nie jest jednak tajemnicą, że niektóre kraje chciałyby przyspieszyć wprowadzenie niekorzystnych dla Polski rozwiązań. Nawet wbrew przepisom, które gwarantują czas na przygotowanie się do zmian.

Zdjęcie

To nie koniec walki o delegowanie pracowników... /123RF/PICSEL
To nie koniec walki o delegowanie pracowników...
/123RF/PICSEL

Tuż po tym, jak Unia Europejska przyjęła nowelizację dyrektywy 96/71/WE z 21 stycznia 1997 r. dotyczącej delegowania pracowników w ramach świadczenia usług (Dz.Urz. UE z 1997 r. L 18, s. 1) rusza dyskusja nad możliwymi pułapkami przy jej implementacji w poszczególnych państwach członkowskich. Istnieje bowiem ryzyko, że niektóre kraje wprowadzą bariery trudne do przekroczenia dla polskich przedsiębiorców, a nawet takie, które zmuszą ich do wycofania się z danego rynku.

- Zawarte w znowelizowanej dyrektywie przepisy stanowią tylko pewne ramy, w których się poruszamy. To od decyzji państw członkowskich UE zależy, jak ostatecznie na ich terenie będą wyglądały przepisy dotyczące delegowania pracowników - wyjaśnia Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.
W tej sytuacji kilkanaście tysięcy polskich firm delegujących do pracy za granicę około 500 tys. osób (głównie na rynek niemiecki, francuski, holenderski i do państw skandynawskich) może być pełnych obaw.

Reklama

- - - - -

Polskie firmy delegują do innych krajów członkowskich UE największą liczbę pracowników, rocznie ponad pół miliona (514 tys. w 2016 r.). Drugie pod tym względem są Niemcy (260 tys. w 2016 r.), które są jednocześnie krajem najczęściej przyjmującym pracowników delegowanych (440 tys. w 2016 r.).

Joanna Jasiewicz, Magdalena Cedro, "DzGP"
6.07.2018

- - - - -

Zdjęcie

Nowa dyrektywa jest niekorzystna z punktu widzenia interesów polskich firm /123RF/PICSEL
Nowa dyrektywa jest niekorzystna z punktu widzenia interesów polskich firm
/123RF/PICSEL

21 czerwca informowaliśmy: UE przyjęła dyrektywę o pracownikach delegowanych

Ministrowie państw UE odpowiedziani za sprawy społeczne w czwartek ostatecznie zatwierdzili w Luksemburgu dyrektywę o pracownikach delegowanych. Polska, która konsekwentnie sprzeciwiała się tym regulacjom, przestrzegała przed protekcjonizmem.

Przeciwko ostatecznemu przyjęciu dyrektywy poza Polską zagłosowały jeszcze Węgry. Od głosu wstrzymały się Łotwa, Litwa, Chorwacja i Wielka Brytania. Wcześniej, pod koniec maja, za zatwierdzeniem tych przepisów opowiedział się Parlament Europejski.

Niemcy cenią sobie motywację naszych pracowników

Niemieccy przedsiębiorcy wysoko cenią sobie w Polsce motywację polskich pracowników do pracy oraz ich rosnące kwalifikacje. Traktują nas, jako godne zaufania centrum wytwórcze, które jest zapleczem ich własnej gospodarki - powiedział PAP prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu Tomasz Pisula. czytaj więcej

Nowa dyrektywa jest niekorzystna z punktu widzenia interesów polskich firm. Ogranicza ona okres delegowania pracowników do 12 miesięcy z możliwością przedłużenia o sześć miesięcy na podstawie "uzasadnionej notyfikacji" przedstawionej przez przedsiębiorcę władzom państwa przyjmującego.

Polska i Węgry podkreśliły we wspólnym oświadczeniu po przyjęciu przepisów, że zmiana dyrektywy w nieuzasadniony i nieproporcjonalny sposób ograniczy swobodę świadczenia usług.

Wiceminister pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed i węgierska sekretarz stanu ds. zatrudnienia Katalin Novak uważają, że dyrektywa zamiast być instrumentem ochrony pracowników, stanie się narzędziem dla działań protekcjonistycznych. - Z całym prawdopodobieństwem doprowadzi ona do utraty znaczenia instytucji delegowania pracowników i będzie wysoce szkodliwa dla konkurencyjności Unii jako całości - przestrzegli we wspólnej deklaracji.

Warszawę i Budapeszt niepokoi też niepewność prawna niektórych przepisów. Obie stolice wskazały, że dyrektywa dotknie szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa. Oba kraje są zdania, że dwuletni okres przejściowy to za mało czasu na dostosowanie się do nowych zasad, w szczególności dla małych i średnich firm.

Polska, Węgry, ale także inne kraje, nawet te, które głosowały za przyjęciem przepisów, jak np. Czechy, wskazywały w czwartek, że dyrektywa o pracownikach delegowanych powinna być traktowana jako pakiet z przepisami dotyczącymi kierowców w transporcie międzynarodowym. Negocjacje w sprawie tej drugiej propozycji ciągle jednak trwają.

Uchwalone przepisy przewidują, że po okresie delegowania pracownik będzie objęty prawem kraju przyjmującego. Dla polskich przedsiębiorców wysyłających pracowników do krajów zachodnich będzie to oznaczało wyższe koszty. Obecne przepisy wymagają bowiem, by pracownik delegowany otrzymywał przynajmniej pensję minimalną kraju przyjmującego, ale wszystkie składki socjalne odprowadzał w państwie, które go wysyła. Zmiany przepisów w tej sprawie przewidują wypłatę wynagrodzenia na takich samych zasadach, jak w przypadku pracownika lokalnego. Regulacje mają wejść w życie w połowie 2020 roku. (PAP)

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca za granicą

Dziennik Gazeta Prawna
Więcej na temat:transport | kierowcy | praca w UE
POLECANE zwiń