Niemiecki rynek pracy ma zostać otwarty dla Bałkanów Zachodnich

Środa, 16 września 2015 (05:51)

Niemcy zastanawiają się nad częściowym otwarciem rynku pracy dla osób z Bałkanów Zachodnich. Chodzi o roczny kontyngent 20 tys. miejsc pracy. Niektórzy krytykują, że spowoduje to jeszcze większy napływ osób z Bałkanów.

Zdjęcie

Niemiecki rynek pracy ma zostać otwarty dla Bałkanów Zachodnich /123RF/PICSEL
Niemiecki rynek pracy ma zostać otwarty dla Bałkanów Zachodnich
/123RF/PICSEL

W Bośni-Hercegowinie, Serbii, Kosowie, Czarnogórze, Macedonii oraz Albanii powszechne jest przekonanie, że Niemcy to kraj mlekiem i miodem płynący.

W Kosowie - kraju, z którego w ostatnich miesiącach przyjechało do Niemiec najwięcej osób pochodzących z Bałkanów - taka informacja jest postrzegana jako wysłany przez niemiecką minister pracy sygnał obrania kierunku proeuropejskiego. Przewodniczący Izby Gospodarczej Kosowa podkreśla, że jeśli Berlin rzeczywiście wcieliłby w życie taką ideę, miałoby to pozytywne rezultaty dla Kosowa. - Byłoby to komunikatem, że należymy do Europy - dodaje Safet Gerxhaliu. - Miałoby to także wymiar gospodarczy. Jeśli nie ma inwestycji bezpośrednich w Kosowie, niektóre procesy można tu rozpocząć lub przyspieszyć właśnie w taki sposób - podkreśla przedsiębiorca.

Reklama

Sytuacja ekonomiczna Kosowa nie jest dobra, a zagraniczne firmy inwestują tu coraz mniej. Taka decyzja Niemiec byłaby więc dla wielu młodych ludzi w Kosowie szansą na przyszłość - tłumaczy Safet Gerxhaliu.

Kto raz wyjedzie, ten nigdy nie wraca

Macedońska profesor ekonomii Marija Zarezankova-Potevska jest nastawiona mniej entuzjastycznie. Ostrzega bowiem, że inicjatywa niemieckiej minister Andrei Nahles (SPD) może mieć negatywne skutki dla krajów Bałkanów Zachodnich, gdyż wywołałaby bezpośredni odpływ siły roboczej. Z jednej strony, dałoby to krótkotrwałe wytchnienie ekonomiczne w tych państwach. Wyjechaliby bowiem także robotnicy niewykwalifikowani oraz bezrobotni. Z drugiej strony jednak, mogłoby to doprowadzić do zmian w strukturze demograficznej, ponieważ "nie są to duże kraje i nie ma tam licznej populacji". Profesor przestrzega: jeśli pozwoli się na to, by wykształceni ludzie wyjechali, trzeba także mieć świadomość, że nigdy nie wrócą. Dlatego bardzo ważne jest to, by znaleźć dla nich długotrwałe rozwiązania w ich rodzinnych krajach.

Według ekspertów zamiar minister Andrei Nahles, aby udostępnić 20 tys. miejsc pracy rocznie dla osób z Bałkanów Zachodnich, jest zrozumiały. Ekspert ds. rynku pracy w Bośni-Hercegowinie Erol Mujanović uzasadnia to uwarunkowaniami historycznymi oraz kulturowo-społecznymi. - Imigranci z Bałkanów zdążyli udowodnić, że są pracowici i dobrze integrują się w Niemczech. Taka siła robocza oznaczałaby dla niemieckiej gospodarki "całkowity zysk" - dodaje Mujanović.

Także on ma świadomość, że mogłoby wyjechać z tego regionu wiele młodych i dobrze wykształconych osób, co oznaczałoby stratę dla krajów ich pochodzenia. - Bez wątpienia lepiej jednak pracować w Niemczech, zamiast być bezrobotnym w Bośni-Hercegowinie - zaznacza ekspert. Erol Mujanović przypomina, że dla kraju oznaczałoby to również dopływ dewiz oraz inwestycje tych, którzy wrócili w rodzinne strony, a tym samym rozruszanie gospodarki.

Daleko od "tych przeklętych Bałkanów"

Przewidywania Erola Mijanovicia odzwierciedlają opinię dużej części społeczeństwa. Od lat kraje te nękane są wysokim bezrobociem, przede wszystkim wśród młodych ludzi. W samej Bośni-Hercegowinie wskaźnik bezrobocia wśród młodego pokolenia wynosi ok. 50 proc. Kosowo wciąż należy na najbiedniejszych państw Europy, a perspektywy młodych ludzi w Macedonii, Albanii oraz Serbii też nie wyglądają najlepiej.

Po opublikowaniu pomysłu minister pracy Nahles pełno jest w internecie pozytywnych reakcji. Jak napisał na Facebooku student z Sarajewa, wyjechałby natychmiast, by już "nie musieć oglądać lokalnych polityków". - Chcę pojechać daleko od tych przeklętych Bałkanów - dodał student z Bośni-Hercegowiny. Inni jednak uważają pomysł określenia liczby miejsca pracy za nie najlepszy i podkreślają, że należy po prostu szukać pracy w Niemczech bez takich ograniczeń.

Wiadomości rozchodzą się szybko na portalach społecznościowych

W sieciach społecznościowych umieszczane są przede wszystkim komentarze tych, którzy już szukali pracy w Niemczech. Często podkreślają, że jest tam wiele obwarunkowań. Na facebookowej stronie redakcji serbskiej Deutsche Welle widać, że informacja o inicjatywie niemieckiej minister została udostępniona ponad sto razy.

Marina Martinovic / Dagmara Jakubczak, Redakcja Polska Deutsche Welle

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

POLECANE zwiń