Moja krótka kariera w fabryce

Niedziela, 27 września 2009 (06:00)

Carrier to amerykańska firma z siedzibą w Connecticut, zatrudniająca ponad 45 tysięcy pracowników w 172 krajach świata! W jednej z takich fabryk, działających na terenie Holandii, pracowałem podczas ostatnich wakacji.

Zdjęcie

Jacek przy montażu kolejnego agregatu /Praca i nauka za granicą
Jacek przy montażu kolejnego agregatu
/Praca i nauka za granicą
Carrier jest światowym liderem produkcji urządzeń chłodniczych i grzewczych. Do ich fabryki w Holandii trafiłem tak trochę przez przypadek - biuro pracy, które stało się moim bezpośrednim pracodawcą, zatrudnia od dwóch lat kogoś z rodziny. Osoba ta, dowiedziawszy się o wakacie w fabryce zadzwoniła do mnie i dalej już sam sobie radziłem.

Zakład znajduje się w mieście Waalwijk, około 40 kilometrów od Heeswijk i tyleż od Amsterdamu. Dowożono nas tam i z powrotem busami biura pracy i to za darmo. Nocowaliśmy w bungalowach, na kempingu lub w hoteliku przy biurze. Za to potrącano 47 euro tygodniowo.

Większość zatrudnionych przez biuro Polaków pracuje "na boiskach", czyli zwija i rozwija trawę, kosi, maluje, itp. To wymarzona praca dla silnych, ale bez żadnych kwalifikacji. Wymarzona, bo jako jedyni mają też opłacony czas dojazdu do pracy i mnóstwo nadgodzin. Mnie za czas dojazdu nie płacono, a zajmował 40 minut w jedną stronę.

Troskliwy szef

Biuro już od samego początku zrobiło na mnie dobre wrażenie. Przyjechałem do Holandii w sobotę, a w poniedziałek miałem iść do pracy, więc szef biura przyjechał do mnie w niedzielę, żeby zebrać informacje o mnie, skserować dowód osobisty, podpisać umowę o pracę (przetłumaczoną na język polski!), a wszystko po to, żebym ani chwili nie pracował na czarno. Słowa dotrzymał i w trzy dni później holenderski urząd podatkowy nadał mi tzw. Sofinummer. Ten sam szef - Andrzej Tomala, gdy byłem jeszcze w Polsce, podał mi dokładny adres zakwaterowania (sms-em), co znacznie ułatwiło dojazd na miejsce. To od niego dowiedziałem się o przyczynie nagłego zapotrzebowania na robotników z Polski: ze względu na okres wakacyjny, dwie trzecie załogi znalazło się na urlopach, a zamówień na klimatyzatory było aż nadto.

Reklama

Stąd pojawiła się pilna potrzeba zatrudnienia niewykwalifikowanych, ale za to bystrych i tanich ludzi z Polski. Trochę tu naciągam, ale przy rekrutacji pytano mnie o umiejętność czytania planów technicznych, obsługiwania urządzeń mechanicznych - wkrętarki, szlifierki, nitownicy, gwintownicy itp. oraz o znajomość języka niderlandzkiego, niemieckiego lub angielskiego. Nauczony doświadczeniem z USA (tam zawsze trzeba zapewnić, że wszystko się umie), potwierdziłem, że plany czytam jak sportowy magazyn, a angielski jest moim drugim językiem ojczystym. Tak trafiłem do Carrier'y.

Dobre warunki

Pracę zaczynałem o godz. 7, bus wyjeżdżał o 6 10, tak, by mieć jeszcze pięć minut na wypicie kawy lub czekolady (fabryczne automaty serwowały napoje za darmo bez ograniczeń) i odbicie chipa, który rejestrował czas pracy każdego robotnika. Nas "nowych", na początku przeszkolono w zakresie BHP: praca tylko w okularach ochronnych, rękawiczkach i koszulach z długim rękawem, poruszać można się tylko wzdłuż zielonych liniach namalowanych na podłodze. Potem oddano nas pod opiekę doświadczonych mechaników, którzy też niebawem mieli odejść na urlop, ale wcześniej mieli nas nauczyć montażu urządzeń.

Były to różnego rodzaju agregaty grzewcze i chłodzące, bardziej lub mniej skomplikowane, zwykle duże, mierzące kilka metrów. Odbywało się to w ten sposób: na piętrowych paletach przywożono stertę żelastwa i plan, bardzo ogólny. Przy każdym stanowisku znajdował się stojak z setkami wkrętów, śrubek, nakładek, wyżynarek, silikonów itp. akcesoriów. Nawet celujący inżynier mechanik nie byłby w stanie sam tego poskładać, bo plan nie uwzględniał sposobu montażu wszystkich elektronicznych wskaźników, siłowników i innych tego typu wynalazków. Biegaliśmy więc do starszych pracowników co chwila, prosząc o radę. Ale jakoś to się chyba kręciło, bo już w pierwszym tygodniu zaproponowano nam nadgodziny - dwie, czyli pracę do 18-ej. Dlatego tylko dwie, bo i pracownicy stołówki byli na urlopie, a holenderskie prawo wymaga podania obiadu, gdy czas pracy przekracza 10 godzin. Gdy więc kantyna zaczęła działać, wydłużono czas pracy do 20-ej, a ochotników podejmowano obiadem).

354 euro tygodniowo

Nam "młodym" płacono 8 euro na godzinę brutto, a po potrąceniu podatku i mieszkania wychodziło lekko ponad 6 euro. System wynagradzania jest w Holandii nieco skomplikowany i perfidny - podatek, po przekroczeniu przez pracownika 47 godzin w tygodniu rośnie niemal dwukrotnie, a po uzyskaniu dochodu tygodniowego większego niż 500 euro, rośnie jeszcze bardziej, ale o ile, to już nie udało mi się dowiedzieć, bo nikt z nas tyle nie zarabiał. Godziny ponadwymiarowe liczone są tak: pierwsze dwie- 125%, następne- 150%. Godziny w sobotę liczone są wszystkie po 150%. Jak to w praktyce wypadło? Praca od 7 do 16 to 40 godzin płatnych po 100% (godzinę odliczano z powodu przerw śniadaniowych i obiadowej), od 16 do 18 po 125% i do 20- 150%, plus sobota. Na czysto miałem 354 euro tygodniowo. Polacy, którzy pracowali w tej fabryce ponad rok, opłacani byli lepiej, gdyż dostawali po 10 euro/h.

Już pod koniec wakacji, gdy Holendrzy zaczęli wracać z urlopów, atmosfera przestała być miła. Ci, którzy chcieli zostać, rozpoczęli bezpardonową walkę o przetrwanie: donosili na kolegów, którzy gorzej radzili sobie w pracy, podkradali narzędzia, odmawiali pomocy. Cieszyłem się, że wracam dobrowolnie do kraju i nie biorę w tym udziału. Ostatecznie większość nowo przyjętych została jeszcze na jakiś czas, a inni usłyszeli w biurze, że to już koniec holenderskiej przygody, że pracy nie ma. Pozostało szukać czegoś na własną rękę lub wracać.

Osobiście jestem z wyjazdu zadowolony. Praca nie była ciężka, warunki bardzo dobre, kompani znośni, a stawka, cóż, mogłaby być większa, ale chyba nie w tej branży dla początkujących asystentów mechaników. Na przyszłe wakacje na pewno zadzwonię do biura Loppersum i zapytam, czy "Wiatraki" (Holendrzy) są już na urlopie i potrzeba tanich, pracowitych robotników z Polski.

Jacek S. P.

Czytaj także:

Koniec holenderskiego eldorado

Kraj, w którym można nieźle zarobić

"Funciaki" szukają pracowników!

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:fabryka | biuro | czas pracy | kariera | krótka
POLECANE zwiń