Kiedy kobiety zarabiają więcej...

Czwartek, 15 grudnia 2011 (07:54)

Z końcem roku, większość dyskusji dotyczących kobiet - przynajmniej w Stanach Zjednoczonych - zmieniła temat z globalnych nierówności w traktowaniu płci na zagadnienia młodych samotnych kobiet, które zarabiają więcej niż mężczyźni, i wzrostu liczby kobiet-żywicieli rodziny.

Zdjęcie

Rośnie liczba mężów lub partnerów, którzy mają coraz większy udział w pracach domowych /© Panthermedia
Rośnie liczba mężów lub partnerów, którzy mają coraz większy udział w pracach domowych
/© Panthermedia
Jest na ten temat wiele poglądów i teorii. Niektóre z nich napędzane są przez niezależne badania, inne przez osobiste doświadczenia, a jeszcze inne przez nieformalne połączenie ich obu, co daje niekiedy mylny, zawsze prowokacyjny, a momentami nawet sprzeczny obraz.

Odwrotna nierówność płci

Po pierwsze, współczesne młode kobiety - nie tylko w Stanach Zjednoczonych - są bliskie pokonania barier w równości płci, a w niektórych przypadkach już tego dokonały.

Reklama

Kobiety wychodzą za mąż coraz później lub w ogóle. Nie potrzebują już mężów, aby mieć dzieci, albo dzieci nie chcą (każdego roku 40 procent urodzeń w Stanach Zjednoczonych dotyczy samotnych matek).

Kobiety wyprzedzają mężczyzn w kwestii edukacji (w ubiegłym roku 55 procent absolwentów amerykańskich uczelni to kobiety). Badania pokazują też, że w większości amerykańskich miast samotne bezdzietne kobiety poniżej 30. roku życia zarabiają średnio o 8 procent więcej niż ich koledzy, a prowadzą w tym zestawieniu Atlanta i Miami - z 20 procentami.

Mimo, że badania te były prowadzone tylko w 2000 gmin w Stanach Zjednoczonych, wskazują na globalny trend.

Pojawienie się grupy dobrze zarabiających, młodych kobiet zmienia relacje płci, wywraca do góry nogami schematy kojarzenia się w pary, małżeństwa i macierzyństwa, redefiniuje słowo "żywiciel rodziny" i przeciera ścieżki w kwestii niwelowania różnic. Nazywa się to odwrotną nierównością płci.

Coraz więcej, o ile jeszcze nie większość kobiet przynosi do domu pieniądze, podczas gdy ich mężowie lub męscy partnerzy mają coraz większy udział w pracach domowych.

Kasa, kłamstwa i... zamieszanie na rynku matrymonialnym

To odwrócenie ról, które rozwinęło się w ciągu ostatnich dziesięciu lat, zbyt często wiąże się z pewnego rodzaju piętnem. - Wiele par, mimo całkowitego zadowolenia i dobrego dopasowania, spotyka się napiętnowaniem ze strony przyjaciół, rodziny, teściów, a nawet tradycji religijnych - mówi Liza Mundy, stypendystka Fundacji Nowa Ameryka i autorka nowej książki "Bogatsza Płeć"(o tym, jak kobiety-żywicielki rodziny przekształcają pojęcia seksu, miłości i rodziny), która ukaże się w marcu.

- Piętno, czasem subtelne, a czasem rażące, psuje relacje między dobrze zarabiającymi kobietami i ich mężami czy chłopakami, którzy zarabiają mniej lub zajmują się domem i wprowadza zamęt na rynku matrymonialnym - mówi Mundy.

Mundy poznała kobiety sukcesu, które - bojąc się zrazić do siebie mężczyzn - wynajdywały strategie umniejszania swojej zamożności. Jedna z kobiet nosiła ze sobą trochę gotówki na napiwki, napoje, parking i inne wydatki na randce, żeby nie musieć ujawniać swojej karty kredytowej z dużym limitem.

- Niektóre z tych kobiet przekonały się w bolesny sposób, że kiedy idą do baru, lepiej wychodzą kłamiąc na temat tego, czym się zajmują - mówiły zatem, że są kosmetyczkami lub nauczycielkami muzyki, a nie konsultantkami oprogramowania czy adwokatami - dodaje Mundy.

Kiedy stwierdzają, że kurczy się pula odpowiednich mężczyzn, niektóre młode kobiety decydują się na małżeństwo z kimś "poniżej ich poziomu", inne zaś wskakują do samolotu i lecą na randki do miast takich jak Nowy Jork, San Francisco czy Boston, gdzie sytuacja jest bardziej obiecująca.

Co z tego wyniknie? - Myślę, że kobiety będą musiały zrezygnować z tradycyjnego feministycznego nastawienia, że wszystkiego musi być po równo - uważa Mundy - i nauczyć się doceniać mężów i partnerów, którzy stają coraz bardziej "domowi" i pomocni.

Feministyczna liderka Siobhan (Sam) Bennett, prezes bezpartyjnego Women's Campaign Fund, nie widzi konfliktu między wysokimi zarobkami kobiet a randkowaniem, małżeństwem czy życiem domowym. - Wręcz przeciwnie - mówi. - Widzę wielką szansę, że te kobiety będą prosić i otrzymywać elastyczność potrzebną do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny - ich życie będzie prawdopodobnie wyglądać inaczej niż to, które znamy - ale będzie im to odpowiadać.

Mężczyźni wolą tradycyjny podział ról?

Wizja pisarki Kate Bolick, redaktorki działu kultury w lifestylowym magazynie Veranda, jest nieco ciemniejsza.

- Kiedy kobiety wspinały się na wyżyny, mężczyźni zostali w tyle - pisze w artykule w listopadowym numerze The Atlantic. - Wspięłyśmy się na te schody, gotowe do rozpoczęcia naszego życia, tylko po to, by odkryć za sobą przepaść. Większość z mężczyzn już odpadła, część nigdy się nie pokazała - a ci, którzy zostali, no wiesz, z nimi nie chcesz się umawiać...

Taki stan rzeczy nie ogranicza się tylko do Stanów Zjednoczonych. Tendencja jest globalna. Japończycy i Koreańczycy importują narzeczone z biedniejszych krajów azjatyckich, w których panują tradycyjne poglądy na temat małżeństwa. - W Hiszpanii - kontynuuje Mundy - są kobiety sukcesu, które wychodzą za mężczyzn z postępowych krajów Europy Północnej, takich jak Szwecja, a hiszpańscy mężczyźni szukają żon imigrantek z bardziej konwencjonalnych krajów hiszpańskojęzycznych.

Spotkałam ostatnio przypadkiem 29-letnią Paryżankę, Natachę Richard, samotną i bezdzietną, która przybyła do Nowego Jorku, by pracować w branży kosmetycznej, ponieważ, jak twierdzi, kobiety mają więcej możliwości i wolności w Stanach niż we Francji. Francuskie kobiety poczyniły, według niej progres, ale nie tak bardzo, jak w Ameryce.

- Tutejsze kobiety wykonują te same prace, co mężczyźni - mówi Natacha. - Zarabiają prawie tyle samo, a czasem więcej, pracują lepiej, a na dodatek rodzą dzieci i opiekują się nimi. Co zostaje do roboty facetom?

Bolick wyjaśniła to mówiąc: Jeżeli we wszystkich sektorach społeczeństwa kobiety robią postępy i jeśli parytet płci jest faktycznie w zasięgu ręki, oznacza to, że małżeństwo oparte na przytłaczającej dominacji ekonomicznej mężczyzn może skłaniać się ku zagładzie.

Czy to powód do radości? Przyszłość pokaże.

Luista Lopez Torregrosa

The International Herald Tribune

Tłumaczenie: AM

Śródtytuły pochodzą od redakcji INTERIA.PL

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

New York Times/©The International Herald Tribune
POLECANE zwiń