Firmy płacą 3,5 tys. złotych za staż

Poniedziałek, 21 marca 2011 (07:55)

Przedsiębiorstwa przyjmują na staż już nie tylko studentów, ale coraz chętniej... pracowników naukowych - informuje "Dziennik Polski". Pozwalają na to fundusze unijne, z których można zapłacić pozyskanym do biznesu naukowcom.

Zdjęcie

Zapotrzebowanie na naukowców zgłosiły głównie branże informatyczna, graficzna i marketingowa /© Panthermedia
Zapotrzebowanie na naukowców zgłosiły głównie branże informatyczna, graficzna i marketingowa
/© Panthermedia
Z takiego rozwiązania korzysta już wiele miast, m.in. Kraków, Wrocław, Łódź i Poznań. Zyskują na tym obie strony. Firma zdobywa pracownika, wnoszącego nowe spojrzenie na przedsiębiorczość i pomagającego wprowadzić innowacyjne rozwiązania. A naukowiec może dzięki temu wykorzystać w praktyce swoją wiedzę teoretyczną. Poznanie środowiska biznesowego ułatwia mu też prowadzenie na uczelni zajęć - nie są wówczas oderwane od realiów rynkowych.

W ramach projektu organizowano rekrutację do małopolskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Zapotrzebowanie na naukowców zgłosiły głównie branże informatyczna, graficzna i marketingowa. Chętnie naukowców przyjmują też firmy szkoleniowe oraz specjalizujące się w ochronie środowiska.

Reklama

Ci, którzy zakwalifikowali się na staż, mogą liczyć na miesięczne wynagrodzenie 3,5 tys. zł brutto i umowę o dzieło, trwającą maksymalnie sześć miesięcy.

Więcej w "Dzienniku Polskim".

_ _ _ _ _

U nas nie ma pieniędzy?

Tymczasem Niemcy oferują młodym Polakom, którzy będą uczyć się rzemiosła u nich, ok. 1 tys. euro miesięcznie i gwarancję pracy - powiedział wcześniej prezes Związku Rzemiosła Polskiego Jerzy Bartnik.

Dodał, że "jeśli rzemieślnicy nie będą otrzymywać refundacji kosztów szkolenia, a przy blokadzie wydatków z Funduszu Pracy tak właśnie się stanie, za kilka lat w Polsce zabraknie fachowców z wykształceniem zawodowym".

Praca bez zezwolenia

Zdaniem Bartnika brak środków na refundację szkoleń młodocianych pracowników stanie się problemem także dlatego, że od kwietnia 2011 r. otwiera się niemiecki rynek pracy i Polacy będą mogli tam pracować bez zezwolenia.

Minister pracy Jolanta Fedak powiedziała PAP, że - Niemcy już organizują specjalne programy przygraniczne, w ramach których proponują młodym Polakom naukę zawodu z wynagrodzeniem większym od polskiego zasiłku dla bezrobotnych. Gdy młody człowiek będzie uczył się zawodu, języka i dostanie jeszcze za to pieniądze, to normalne, że może chcieć tam zostać - dodała. Szefowa resortu pracy zaznaczyła, że na razie nie zna jeszcze skali tego zjawiska, "ale na pewno trzeba to sprawdzić".

Nas też to czeka

Od 1991 Fundusz Pracy pozostaje pod jurysdykcją ministerstwa pracy. Ma on charakter funduszu celowego. Zgromadzone w nim środki są przeznaczane przez urzędy pracy na zasiłki dla bezrobotnych, finansowanie prac interwencyjnych, robót publicznych, szkoleń bezrobotnych, rozwój poradnictwa zawodowego oraz na rozwój systemów informatycznych i badania rynku pracy.

Powołując się na badania przeprowadzone w ostatnich tygodniach przez agencję zatrudnienia Manpower Polska, prezes ZRP poinformował, że 51 proc. pracodawców w Polsce deklaruje, iż ma trudności ze znalezieniem kandydatów do pracy o odpowiednich kwalifikacjach. Zaznaczył, że braki kadrowe dotyczą przede wszystkim pracowników fizycznych, szefów kuchni i kucharzy, menadżerów projektów.

Osób, które uczą się w Polsce zawodu poprzez pracę łącznie jest ok. 117 tys., z tego 94 tys. zatrudniają firmy rzemieślnicze - powiedział Bartnik. Wyjaśnił, że umowa o pracę w celu nauki zawodu trwa trzy lata. - Młodociany pracownik zarabia niewiele ponad 100 zł miesięcznie i to właśnie ta kwota - plus ok. 40 zł składki na ZUS - powinna być refundowana przez Fundusz Pracy - dodał.

Zdaniem Bartnika "choć Fundusz Pracy jest elementem budżetu państwa, to jednak trzeba pamiętać, że zgromadzone w nim środki pochodzą ze składek pracodawców i powinny być wydawane jedynie na cele ustawowe, w tym na szkolenia młodych ludzi, którzy wkrótce będą wchodzili na rynek pracy".

Dobra wiadomość dla 117 tys. młodych

Prezes ZRP poinformował, że z jego rozmów z niemieckimi kolegami wynika, iż w Niemczech jest dramatyczna sytuacja, jeśli chodzi o nabór młodych ludzi do nauki zawodu. - Niemcy mają bardzo dobre ośrodki szkolenia zawodowego działające przy izbach rzemieślniczych, a nie mają kogo w nich szkolić. Dlatego zamierzają zapraszać Polaków, którym będą oferować wynagrodzenie od ok. 750 euro miesięcznie w pierwszym roku nauki do ok. 1,5 tys. euro w trzecim, ostatnim roku nauki zawodu - wyjaśnił wcześniej Bartnik.

Zaznaczył, że uczniowie dostaną dodatkowo zakwaterowanie z wyżywieniem. Młodzi Polacy, którzy zechcą uczyć się rzemiosła w Niemczech będą musieli znać jedynie podstawy języka niemieckiego; reszty douczą się już na miejscu. Będą też mieli gwarancję zatrudnienia z dobrym wynagrodzeniem. Przy takich warunkach nie ma co liczyć na to, że takie osoby wrócą do Polski, gdzie zarobią ok. 1,4 tys. zł - powiedział Bartnik.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

INTERIA.PL/PAP
POLECANE zwiń