Nadchodzą nowe rekordy wynagrodzeń. Boom płacowy staje się faktem

Środa, 26 lipca (08:50)

Brak rąk do pracy wymusi na pracodawcach podwyżki wynagrodzeń. Tak dobrze jak przed kryzysem nie będzie, ale są branże, w których wzrost będzie dwucyfrowy.

Zdjęcie

Brak rąk do pracy wymusi na pracodawcach podwyżki wynagrodzeń /123RF/PICSEL
Brak rąk do pracy wymusi na pracodawcach podwyżki wynagrodzeń
/123RF/PICSEL

W niektórych sektorach dynamika wynagrodzeń wróciła już na przedkryzysowe poziomy. Tak jest np. w handlu. Pod koniec roku zobaczymy tam nawet kilkunastoprocentowe podwyżki. Wszystko wskazuje, ze podobnie będzie w budownictwie. Tu w czerwcu zarobki rosły mocniej, niż wynosi średnia za ostatnie 8 lat - mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. W handlu dynamika płac jest najwyższa od 2008 r. W pozostałych sektorach gospodarki na razie tak różowo nie będzie.

Gdzie w Polsce zarabia się najwięcej?

Co roku miliony Polaków wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. Jednak występujące od lat dysproporcje w wysokości przeciętnych wynagrodzeń w poszczególnych województwach powodują, że możliwa i opłacalna jest również migracja zarobkowa w obrębie naszego kraju. Gdzie zatem warto... czytaj więcej

Eksperci przyznają jednak, że wyraźniejsze przyspieszenie w kwestii wynagrodzeń to kwestia miesięcy, nie kwartałów. W negocjacjach płacowych pomaga pracownikom coraz większy deficyt rak do pracy, który może się pogłębić już jesienią wraz z obniżką wieku emerytalnego. GUS już w ubiegłym tygodniu informował, że w czerwcu pensje w firmach zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników były o 6 proc. większe niż rok wcześniej. Był to najmocniejszy wzrost - pomijając podwyżkę składki rentowej piec lat temu - od końca 2009 r.

Reklama

Wczoraj dowiedzieliśmy się, które branże miały na to największy wpływ. Było to górnictwo, ale też handel oraz administrowanie i działalność wspierająca, czyli domena agencji pośrednictwa pracy i call center. Zdaniem ekspertów do wzrostu płac z lat 2007- 2008, który przekraczał nawet 10 proc. w skali roku, raczej szybko nie wrócimy. Mimo to widać już wyraźnie, że nadchodzą nowe rekordy płacowe - Jeżeli uda się utrzymać w najbliższych kwartałach 6-7-proc. wzrosty nominalnych wynagrodzeń, to rzeczywiście możemy mówić o boomie - uważa Marcin Luzinski, ekonomista BZ WBK.

Sytuacja na rynku pracy zaczyna przypominać tę sprzed dekady. Z jedną różnicą. Wówczas oprócz dobrej koniunktury solidne wzrosty wynagrodzeń napędzała inflacja przekraczająca 4 proc. Teraz jest znacznie niższa. To jednak korzystne dla pensji w wymiarze realnym. W tym ujęciu w czerwcu były one średnio o 4,5 proc. wyższe niż rok wcześniej. Dlaczego zarobki dopiero teraz mogą mocniej wystrzelić? NBP spytał o to przedsiębiorców. Wskazują oni, że za brakiem wyraźniejszych żądań płacowych stali do tej pory uzupełniający niedobory kadrowe pracownicy ze Wschodu. Znaczenie miały tez wypłaty 500 plus. To jednak może się zmienić. Gospodarstwa domowe szybko przywykną do pieniędzy ekstra od rządu. Z kolei szukający zatrudnienia w Polsce Ukraińcy już dzisiaj ostrzegają, że oczekują wyższych stawek - o co najmniej kilkanaście procent.

Bartek Godusławski
256 lipca 2017

Artykuł pochodzi z kategorii: Zarobki

Dziennik Gazeta Prawna
POLECANE zwiń