Zachęty UE nasilą emigrację za pracą

Poniedziałek, 2 grudnia 2013 (16:59)

Polska od 2014 r. ma wdrożyć reformę sieci europejskiego pośrednictwa pracy EURES. Więcej osób bezrobotnych może się zdecydować na wyjazd za granicę.

Zdjęcie

Od chwili otwarcia granic Unii z Polski wyjechało już ok. 2 mln osób /© Panthermedia
Od chwili otwarcia granic Unii z Polski wyjechało już ok. 2 mln osób
/© Panthermedia

Unia Europejska reformuje system pośrednictwa pracy między państwami członkowskimi, by wzmocnić mobilność młodych. Od 1 stycznia 2014 r. zmiany w sieci EURES mają zacząć funkcjonować także w Polsce.

CBOS: Niemcy najczęstszym celem migracji zarobkowej

Na zarobek najczęściej wyjeżdżamy do Niemiec. Po wejściu do Unii Europejskiej 36 procent respondentów badanych przez CBOS udało się do pracy do Niemiec. Co piąty ankietowany (21 proc.) pracował w Wielkiej Brytanii. Belgię i Holandię wybierało po 9 procent badanych. czytaj więcej

Propozycje rozwiązań w tym zakresie zawiera projekt ustawy o zmianie ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która obecnie czeka na rozpatrzenie w Sejmie. Na tej podstawie ma się zwiększyć intensywność działań służb zatrudnienia państw UE w zakresie pośrednictwa pracy.

Reklama

Ich działalność ma w większym stopniu opierać się na kojarzeniu ofert zatrudnienia z kandydatami do jego podjęcia, a nie tak jak dotychczas na wymianie informacji o rynku pracy. Zmiany w sieci EURES pozwolą też na oferowanie osobom młodym, oprócz etatów za granicą, także praktyk i staży zawodowych. By ułatwić wymianę pracowników między państwami, krajowe służby zatrudnienia będą też współpracować z sektorem prywatnym, a konkretnie z wybranymi agencjami zatrudnienia.

Złe prognozy

Ułatwienia dla osób wyjeżdżających do pracy za granicę są konieczne, bo Polska musi wywiązywać się ze zobowiązań wynikających z inicjatyw unijnych.

Zdaniem prof. Elżbiety Kryńskiej z Uniwersytetu Łódzkiego, reforma EURES pozwoli na większą przejrzystość ofert pracy, w tym także tych udostępnianych przez agencje zatrudnienia.

- Nie można postrzegać tych rozwiązań jako prób wypychania Polaków za granicę. Nadal bowiem zasadą jest, że obywatel UE znajduje pracę w swoim kraju. Sieć EURES to jeden z filarów swobodnego przepływu osób w Unii Europejskiej. Nie możemy go więc blokować - dodaje.

Eksperci są jednak zgodni, że wsparcie dla podejmowania pracy za granicą może pogłębić niekorzystny trend emigracyjny.

- Trzeba pamiętać, że ten rynek działa przeważnie w jedną stronę. Pracownicy z krajów UE nie szukają pracy w Polsce. Mamy do czynienia wyłącznie z eksportem naszej siły roboczej. Powstaje więc pytanie, na ile powinniśmy być zainteresowani wyjazdami Polaków za granicę - wskazuje Andrzej Martynuska, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie.

Również Grzegorz Kądzielawski, prezes Fundacji Energia dla Europy, badającej problemy bezrobocia wśród młodych, uważa, że skuteczniejsze pośrednictwo pracy w ramach EURES może nam zaszkodzić.

- Powinniśmy się skupić na gruntownej reformie instytucji rynku pracy i systemu szkolnictwa w Polsce, a nie ułatwiać poszukiwania pracy za granicą. Brakuje nam m.in. współpracy szkół wyższych z biznesem. To powinien być standard - podkreśla.

Zatrzymać falę

Od chwili otwarcia granic Unii z Polski wyjechało już ok. 2 mln osób. Tracą na tym polski budżet i system ubezpieczeń społecznych. Zdaniem Andrzeja Martynuski, powinny więc obowiązywać mechanizmy, które zachęcą młodych nie tylko do wyjazdów w celu nabycia lub podniesienia kwalifikacji, lecz także do powrotu, by móc wykorzystywać zdobyte doświadczenie w kraju.

- By zatrzymać młodych lub skłonić ich do powrotu, nie wystarczą jednak same zmiany w zakresie polityki rynku pracy. Potrzebna jest poprawa warunków ekonomicznych, bo niewątpliwie decydującym czynnikiem emigracji jest wysokość zarobków i poziom życia - uważa prof. Elżbieta Kryńska.

Potwierdza to Grzegorz Kądzielawski, wskazując, że do zatrzymania młodych w kraju konieczne jest obniżenie pozapłacowych kosztów pracy i podatków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Ewelina Pietrzak, ekspert rynku pracy i prawnik z Kancelarii Adwokackiej Błażeja Wojnicza, uważa, że należy przede wszystkim skupić się na tym, by osobom kończącym naukę ułatwić wejście na rynek pracy.

- Decydujące jest pierwsze 6 miesięcy po skończeniu uczelni. Jeśli absolwent w tym czasie nie znajdzie zatrudnienia, decyduje się na wyjazd - wskazuje.

Jej zdaniem, pewne znaczenie w zatrzymaniu młodych w kraju mogą odgrywać nowe rozwiązania przewidziane w nowelizacji ustawy zatrudnieniowej, które od przyszłego roku będą wdrażane w urzędach pracy. Pracodawcy mają chętniej zatrudniać młodych, m.in. dzięki zwolnieniu ich z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne przez pierwsze pół roku, jeśli zaangażują osobę podejmującą swoją pierwszą pracę w życiu. Emigrację zarobkową może także częściowo powstrzymać wprowadzenie bonu na zasiedlenie.

- Osoba, która w miejscu zamieszkania nie może znaleźć pracy, zamiast od razu wyjeżdżać za granicę, będzie mogła uzyskać środki na zamieszkanie w innej miejscowości, gdzie podejmie etat. Dzięki temu migracja będzie mieć charakter wewnętrzny, a nie międzynarodowy - podkreśla.

W opinii Grzegorza Kądzielawskiego propozycje te są niewystarczające, a wprowadzanie całego katalogu nowych form aktywizacji bezrobotnych jest błędem.

- Wystarczyłoby zachowanie kilku, np. 2-3 instrumentów, które najbardziej przybliżają do znalezienia pracy. Uważam, że należy postawić na dotacje dla zakładających działalność gospodarczą, a zrezygnować np. ze szkoleń, które przynoszą znikome efekty - wskazuje.

Zdjęcie

  /Dziennik Gazeta Prawna
 
/Dziennik Gazeta Prawna

Karolina Topolska

2 grudnia 13 (nr 232)

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca za granicą

Dziennik Gazeta Prawna
POLECANE zwiń