​Tu w kilka miesięcy zarobisz na cały rok

Sobota, 18 maja 2013 (06:00)

Są takie miejsca. W dodatku całkiem blisko Polski, a przy tym to region chyba dość słabo znany wśród naszych rodaków, którzy szukają pracy za granicą. Jest też niestety i pewien minus, o pracę nie jest tam łatwo.

Zdjęcie

Ciekawa praca dla Polaków czeka we Włoszech? /AFP
Ciekawa praca dla Polaków czeka we Włoszech?
/AFP

Na początek rozwiązanie zagadki - to miejsce stosunkowo blisko Polski, to włoski Tyrol, a więc kraina w Alpach. Bohaterka tego artykułu jest Katarzyna, Polka która od lat pracuje w jednym z tamtejszych pensjonatów, które włosi nazywają malgi. To coś bardzo podobnego do naszych schronisk górskich, czy pensjonatów, porozrzucanych w różnych miejscach w górach, często na dużych wysokościach. Malga, w której pracuje Polka znajduje się na wysokości blisko 2200 metrów.

Oferty pracy dla Ciebie

- W zimie zalega tam śnieg, więc praktycznie wszystkie malgi są pozamykane, przynajmniej te na większych wysokościach tak jak moja - mówi Katarzyna. - Działają w sezonie letnim. Otwierane są na początku maja. Przy czym zaznaczę, że otwierane dla turystów. Bowiem personel przyjeżdża tam już co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście dni wcześniej. Samo odkurzenie i pomycie wszystkiego po zimie zajmuje dużo czasu. Słowem należy pensjonat przygotować.

Reklama

Włoski łatwy do nauczenia

Malga, w której pracuje bohaterka tego tekstu to interes rodzinny. Prowadzi ją małżeństwo. Oboje w pozostałe, zimowe miesiące pracują gdzie indziej. Natomiast najwięcej dochodów osiągają właśnie w swoim pensjonacie. Nie tylko oni.

- Staram się zimą szukać jakiś prac w Polsce - opowiada Katarzyna. - Lecz żyję z tego co zarobię w Tyrolu. Jestem tam zatrudniona na czasową umowę o pracę. Oficjalnie jako kelnerka. Lecz często sprzątam i pomagam gotować w kuchni. Tak jest wygodniej, bo kucharki potrzebują wielu badań lekarskich. A akurat na północy Włoch dość sumiennie przestrzega się przepisów. Mam zapowiedziane, że gdyby wpadła jakaś kontrola, a ja akurat będę w kuchni, to przestaję mieszać w garnkach, łapię talerze i wychodzę na salę. Badania "kelnerskie" robię co roku przed sezonem. U włoskiego lekarza, znajomego moich szefów. Polega to na tym, że uśmiecha się na mój widok i przybija pieczątkę na papierach.

Oprócz szefostwa i niej w maldze zatrudniona jest jeszcze tylko kucharka. Klientów obsługują szefowa i pani Katarzyna. Dogaduje się ona w dwóch językach, bowiem oprócz Włochów spora część klientów to Niemcy.

- Uczyłam się niemieckiego w szkole, trochę w Niemczech pracowałam, natomiast włoski jest dla Polaka dość łatwy i jeśli bywa się tam przez pół roku, rokrocznie, to "łapie się" go szybko - twierdzi pani Katarzyna.

Klienci najchętniej zamawiają radlera, czyli białe piwo oraz jedzenie. Oczywiście wyrafinowanych potrwa tam nie ma, głównie pizze, różne makarony, czy mięsa z ziemniakami.

Rozrzutny jak Niemiec

W schronisku nie ma pokoi gościnnych, bowiem czynne jest tylko w dzień w godzinach od 9 do 21. Goście to turyści, którzy spacerują po górach i zachodzą tam odpocząć, coś zjeść, wypić piwo, czy kawę. Dla niektórych dodatkową atrakcją jest mleko prosto od krowy lub kozy. Bowiem przy maldze jest mały wybieg, gdzie żyją sobie te sympatyczne zwierzaki. I na życzenie klienta, ktoś z personelu może je wydoić.

Warto podkreślić określenie turyści spacerują, nie można tam bowiem dojechać samochodem. Z wyjątkiem oczywiście pojazdów służbowych policji, czy pogotowia oraz z zaopatrzeniem. Jej szef ma stałą przepustkę, musi przecież dowozić towar. Natomiast na wysokości dwóch tysięcy metrów wybudowano płatny parking i tam turyści muszą zostawić auta.

Bohaterka tego tekstu bardzo chwali zarobki. Ma czternaście euro na rękę, na godzinę. Dużo, lecz pamiętać trzeba, że to praca sezonowa. Zaczyna w połowie kwietnia, a kończy w połowie października. Do tego trafiają się napiwki, nawet po kilkaset euro miesięcznie.

- Jako ciekawostkę powiem, że znacznie częściej i więcej dają Niemcy nie Włosi - mówi.

Nocleg i jedzenie ma za darmo. W sumie więc może sporo odłożyć, tym bardziej, że nawet jakby chciała, to nie ma tam na co wydać. Do najbliższej wsi jest bowiem około czterech kilometrów.

Pamiętać należy, że zarobione pieniądze muszą jej starczyć na kolejne pół roku. Lecz i tak jest zadowolona. Niestety jest też i minus, gdyby ktoś chciał poszukać takiej pracy jak ona.

- Po prostu niemal wszystkie malgi mają bardzo skromną obsługę, w dodatku od lat tą samą, więc trudno się wkręcić. Lecz warto próbować, polecam to zajęcie - kończy Katarzyna.

Damian Szymczak

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca za granicą

POLECANE zwiń