Polacy w Wielkiej Brytanii radzą sobie coraz lepiej

Czwartek, 20 sierpnia 2015 (14:30)

Wielka Brytania pozostaje wciąż najpopularniejszym kierunkiem emigracji dla Polaków. Coraz częściej wyjeżdżają do pracy na Wyspach profesjonaliści, wysokiej klasy specjaliści i eksperci w danej dziedzinie. Jednakże potencjał Polaków na emigracji wciąż pozostaje w większości niewykorzystany.

Zdjęcie

Wielka Brytania pozostaje wciąż najpopularniejszym kierunkiem emigracji dla Polaków /123RF/PICSEL
Wielka Brytania pozostaje wciąż najpopularniejszym kierunkiem emigracji dla Polaków
/123RF/PICSEL

Przyjęło się, że do pracy za granicę wyjeżdża się albo na zmywak, albo jako opiekunka do dzieci lub osób starszych. Powoli się to jednak zmienia, a Polacy coraz częściej chcą prowadzić w Wielkiej Brytanii własną działalność gospodarczą, awansować na równi z Brytyjczykami, zajmować stanowiska kierownicze i menedżerskie, piąć się po szczeblach kariery. Czy im się to udaje?

Strajk, który miał poprawić sytuację pracujących Polaków

Na czwartek 20 sierpnia br. Polonia w Wielkiej Brytanii zapowiedziała strajk. Miało dojść do ogólnego odstąpienia od pracy, by pokazać jak ważną rolę w gospodarce dawnego imperium odgrywają Polacy. Propozycja organizacji strajku pojawiła się nagle. Kolejne dyskusje i ustalenia doprowadziły do określenia wstępnego planu działania. Zatrudnieni mieli zrezygnować tego dnia (20 sierpnia br.) z pracy, tłumnie stawić się przed budynkiem parlamentu i pokazać Brytyjczykom, jak bardzo mylą się oni w oskarżeniach względem imigrantów.

Reklama

Skończyło się na tym, że do "generalnego strajku Polonii na Wyspach" jednak nie doszło. Zamiast tego, Polacy zdecydowali się na manifestację w odmienny sposób - oddając krew w brytyjskich szpitalach.

Polacy nie tylko stali się częścią systemu, który ich przyjął, i o który teraz się troszczą, i który wspierają, ale także, że są otwarci na ustępstwa i zamiast paraliżu niektórych stanowisk pracy, wybrali ogólne dobro.

Strajk od samego początku wzbudzał wiele kontrowersji i obaw, że tego typu działania mogą dodatkowo zaszkodzić Polonii i uderzyć w polskich pracowników.

Polak od 11 lat mieszkający w Wielkiej Brytanii komentuje dla Interii:

Nie rozumiem takiej roszczeniowej mentalności Polaków: bo mnie się wszystko należy i cały świat się na mnie uwziął, gdy coś tylko nie jest po mojej myśli. Zakładam, że większość z tych ludzi, którzy byli za strajkiem żyje w zamkniętych polskich enklawach, nie mówi po angielsku i nigdy nie próbowała integracji z lokalną kulturą. Jeśli Polacy chcą zmienić opinie o nich, to muszą samemu postarać się i wesprzeć cały złożony, długotrwały proces swoim zachowaniem, udzielać się w lokalnej społeczności albo organizować akcje promowania pozytywnego wizerunku. Nie rozumiem jak protest miałoby pokazać, ze jesteś ważną, nieodłączną częścią narodu brytyjskiego.

Mieszkam w Wielkiej Brytanii od 11 lat, pracuję tutaj i przyjaźnię się z Brytyjczykami. Uważam, że próbując organizować taki strajk, zachowujemy się jak rozpieszczony dzieciak z dużym ego, który zamiast się integrować z grupą, idzie naskarżyć do nauczycielki, że się z nim inne dzieci bawić nie chcą. W mojej opinii, reakcja Brytyjczyków na taki protest byłaby tylko jedna: "Kim im się wydaje, ze są?" i dopisanie do stereotypu Polaka dodatkowo paru cech.

Polak na stałe mieszkający w Brighton

Strajku nie ma, problem pozostał

Na imigrantów narzekać można, ale nie należy zapominać, że pełnią oni w dzisiejszych gospodarkach rozwiniętych ważną rolę. - Gospodarka brytyjska bardzo mocno korzysta na imigracji, w szczególności na Polakach. Niektóre źródła podają, że rodaków może być w Wielkiej Brytanii od 800 tys. do nawet miliona. A przy tego typu danych nie uwzględnia się tzw. starej emigracji - zauważa Arkady Rzegocki z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Napływ obcokrajowców, zdaniem Jeremiego Mordasewicza z Konfederacji Lewiatan i członka Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych, to zjawisko charakterystyczne nie tylko dla Wielkiej Brytanii.

- Ze względu na trendy demograficzne, a zwłaszcza fakt, że kolejne pokolenia są mniej liczne od poprzednich. Oprócz tego europejskie społeczeństwa potrzebują młodych ludzi, bardziej mobilnych, gotowych wykonywać prace brudne, ciężkie, nieprzyjemne. Społeczeństwa zamożne takich zajęć podejmować po prostu nie chcą. Każdy chce iść jak najszybciej w górę po szczeblach drabiny zawodowej, jednakże ktoś musi zajmować się wywózką śmieci, pracować na budowie itp. - zauważa Mordasewicz.

Zarobki: Polacy dostają za pracę na Wyspach średnio 7650 złotych. Czy można za to godnie żyć?

1300 funtów netto - tyle według danych Narodowego Banku Polskiego przeciętnie zarabiają Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii. Kwota 7650 złotych na rękę w Polsce może budzić zazdrość. Jednak czy na Wyspach to dużo czy mało? czytaj więcej

Z punktu widzenia ogółu Brytyjczyków, imigranci pomagają w rozwoju ich kraju, uzupełniają braki społeczne pracowników i wykonują prace, które zostałyby albo niewykonane, albo wykonane przy znacznie wyższym koszcie. To wydaje się dzisiaj podstawowym problem i zarzutem skierowanym m.in. w stronę pracujących na Wyspach Polaków.

Ludzie, którzy nie mogą znaleźć zatrudnienia, oskarżają właśnie imigrantów o to, że zajmują ich miejsca pracy. Inni zaś, że mogliby dane zawody wykonywać za dużo wyższe wynagrodzenie, gdyby nie konkurencja w postaci napływających obywateli z europejskich krajów. - Bezrobocie w Wielkiej Brytanii znacząco spadło. Mamy do czynienia wręcz z wyżem demograficznym: powstają nowe szkoły, tworzone są nowe miejsca pracy. Trudno powiedzieć, że w tej kwestii na Wyspach istnieje poważny problem - dodaje Arkady Rzegocki.

Tym niemniej w ostatnich miesiącach wielokrotnie dochodziło do wystąpień brytyjskiego premiera Davida Camerona, który nie przebierał w słowach i oskarżał imigrantów o pogarszającą się sytuację w kraju. Dostało się także Polakom za to, że przyjeżdżają jedynie po zasiłki, że otwarcie granic dla Polaków było wielkim błędem, czy za najświeższe kontrowersje dotyczące wypłaty dodatku na dziecko dla rodziny zatrudnionego w Anglii Polaka, która jednak została nad Wisłą. Słowa te wywołały burzę i ogólne poruszenie, a Polacy - co tu dużo mówić - poczuli się dotknięci.

Trwa szturm na Wielką Brytanię

Jak podał urząd statystyczny ONS, po raz pierwszy w historii liczba obywateli innych krajów Unii Europejskiej pracujących w Wielkiej Brytanii przekroczyła dwa miliony. czytaj więcej


Cameron na tym jednak nie poprzestał. Postuluje zmianę traktatów unijnych i ograniczenia w swobodnym przepływie ludzi. Grozi przy tym, że jeśli do tego nie dojdzie, to Wielka Brytania będzie zmuszona opuścić szeregi Unii.

Tego typu wystąpienia doskonale wpisują się w ogólnoeuropejskie nastroje antyimigracyjne, a napływających obywateli innych krajów oskarża się o zgubny wpływ na lokalny rynek pracy, spadek bezpieczeństwa czy problemy kulturowe. Nie jest to wyłącznie problem Wielkiej Brytanii, ale całej Europy, w szczególności jeżeli weźmiemy pod uwagę ostatni masowy napływ nielegalnych imigrantów z regionów objętych działaniami militarnymi czy regularną wojną.

Niewykorzystany potencjał Polaków

Z raportu "Migracje zarobkowe Polaków", przygotowanego przez Work Service, wynika, że wśród preferowanych kierunków emigracji zdecydowanie dominują kraje Unii Europejskiej (72 proc.). Warto zwrócić uwagę, że najczęściej wybierana jest Wielka Brytania (27 proc.) i Niemcy (26 proc.).

Liczba Polaków pracujących na Wyspach to jedno. Czymś innym jest natomiast potencjał młodych ludzi, wykorzystany jedynie w niewielkim stopniu. - Polacy w większości nie zajmują cennych miejsc pracy. Co prawda zdarzają się takie przypadki, ale są one, przynajmniej na razie, marginalne. Pną się wprawdzie po drabinie zawodowego awansu, ale ten proces przebiega bardzo wolno. Powodem, jak się wydaje, jest samo społeczeństwo brytyjskie - bardzo zamknięte i konserwatywne. Polacy w dalszym ciągu są jeszcze społeczeństwem otwartym, co oznacza, że przepływ bogactwa, zamożności, jest dalej bardzo prawdopodobny i nagły. W Wielkiej Brytanii zdarza się to sporadycznie - podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Polacy to grupa imigrantów, która najszybciej się asymiluje i - co szczególnie należy podkreślić - najmniej korzysta z tego, co oferuje brytyjski system. Mało tego, są w czołówce pod względem zakładania nowych firm.

Polacy zdecydowanie starają się wykorzystać możliwości, które daje im emigracja. Niestety staliśmy się dla polityków na Wyspach "chłopcem do bicia". - W mojej opinii - zauważa Rzegocki - Polska imigracja w Wielkiej Brytanii to niewykorzystany potencjał. Jesteśmy obecni w londyńskim Citi, praktycznie 2 tys. osób z Polski studiuje na brytyjskich uczelniach - nie licząc tych, co wyjechali w kolejnych falach emigracji - gdzie pracuje około 300 wykładowców polskiego pochodzenia. Nawet rektorem Uniwersytetu Cambridge został Polak - dodaje.

Niestety, w bardzo niewielkim stopniu wszelkie tego typu informacje wpływają na świadomość brytyjskich elit, które na imigrantów patrzą całościowo, nie zadając sobie trudu oceny ich wpływu na gospodarkę.

Bartosz Bednarz

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca za granicą

Więcej na temat:strajk | Wielka Brytania | Polacy w UK
POLECANE zwiń