Władcy danych

Niedziela, 2 czerwca 2013 (07:00)

Najseksowniejszą pracą najbliższych 10 lat będzie statystyka - twierdzi główny ekonomista Google Hal Varian. Za pięć lat tylko w Stanach Zjednoczonych będzie brakowało 1,5 mln specjalistów, a już dziś mniejsze i większe firmy zabijają się o nich. Big Data zmieniają świat.

Zdjęcie

Firmy planujące zatrudnienie analityków Big Data poszukują osób, które potrafią wykorzystać dane tak, aby pracowały na korzyść biznesu /123RF/PICSEL
Firmy planujące zatrudnienie analityków Big Data poszukują osób, które potrafią wykorzystać dane tak, aby pracowały na korzyść biznesu
/123RF/PICSEL

Było ich trzech. Dominik kończył socjologię na Uniwersytecie Warszawskim, Janek - psychologię, a Paweł - informatykę na Politechnice Warszawskiej. Dominik z Jankiem poznali się na kursie z psychologii internetu, a Paweł pomagał Dominikowi w pisaniu programów potrzebnych do pracy magisterskiej. Całą trójkę połączyło zainteresowanie wpływem nowych technologii na społeczeństwo. W 2008 r. założyli SmartNet Research & Solutions, agencję analizowania danych z internetu. W tym właśnie roku po raz pierwszy pojawiło się na świecie określenie "data science", czyli badanie danych.

Termin ten ukuło dwóch analityków pracujących w Dolinie Krzemowej dla dwóch wielkich serwisów społecznościowych - LinkedIn i Facebooka. Chwilę później zaczęto coraz poważniej mówić o potencjale drzemiącym w Big Data, Wielkich Danych, które na nieznaną wcześniej skalę zaczęli o sobie produkować internauci.

Reklama

W tym czasie Jan i Dominik doktoryzowali się, Paweł stał się członkiem International Network for Social Networks Analysis. I znowu wspólnie w 2010 r. dr Dominik Batorski, dr Jan Zając oraz Paweł Kucharski otworzyli nową firmę Sotrander, wyspecjalizowaną w badaniu i analizowaniu danych z sieci. - Rzeczywiście dopełniamy się wspólnie jako obraz data scientist, czyli badacza danych. Tu potrzebne są umiejętności analityczne, zainteresowanie socjologią - szczególnie tą ilościową - i przynajmniej podstawowa wiedza o programowaniu i bazach danych - przyznaje Zając.

Właśnie tacy specjaliści już dziś są poszukiwani, a za chwilę będą wręcz rozchwytywani przez pracodawców. Wszystko z powodu kariery Big Data.

Cztery V

Nie ma jednej oficjalnej i uniwersalnej definicji Big Data. Powszechnie już przyjmuje się, że Wielkie Dane o ludziach - konkretnie ich zdobywanie, przetwarzanie i wyciąganie z nich wniosków - są uważane za wielkie z powodu czterech V: volume (ogromnej ilości), variety (wielkiej różnorodności), velocity (zawrotnej szybkości pojawiania się i konieczności analizowania w czasie rzeczywistym) oraz value (znaczącej wartości). Często myśli się o nich tylko jak o informacjach zostawianych przez nas w internecie. Ale to również dane dotyczące nas, którymi dysponują banki, ubezpieczyciele, służba zdrowia, sklepy (choćby dzięki płatnościom kartami) oraz dziesiątki innych instytucji, w tym rządowych.

Dzisiejszy świat, tłumaczą eksperci od gospodarki cyfrowej, jest jak farma. Nie hoduje się tu jednak owiec ani świń, nie sadzi się marchewki ani ziemniaków, nie zbiera się jaj ani nie doi krów. Na farmie XXI wieku hoduje się, sadzi, zbiera oraz doi ludzi. A konkretnie informacje o nich. Na jakie internetowe strony wchodzą, na jakich portalach czy forach się rejestrują, jakie filmy oglądają, jakiej muzyki słuchają, co kupują i za ile, z kim się kontaktują, gdzie się znajdują. I to jest właśnie Big Data. Ale by z nich skorzystać, potrzebni są ludzie, którzy będą tak wielkie zasoby potrafili zrozumieć.

Jeszcze pięć lat temu nie było nawet zawodu badacza danych. Teraz nie ma dziedziny, by nie było na nich wielkiego zapotrzebowania. W raporcie McKinsey & Company można przeczytać, że za pięć lat tylko w Stanach Zjednoczonych będzie ich brakowało 1,5 mln, a już dziś mniejsze i większe firmy wręcz zabiją się o specjalistów od badania danych. Kursy i szkolenia z przetwarzania danych w USA i Wielkiej Brytanii już pączkują na uczelniach, a Thomas Davenport i D.J. Patil z "Harvard Business Review" ogłosili, że zawód data scientist będzie "najseksowniejszą pracą XXI wieku".

Zapotrzebowanie jest tak ogromne z prostego powodu: informacje o nas - jako konsumentach i obywatelach - są wręcz bezcenne. Po odpowiednim ich przetworzeniu można z nich wyciągać bardzo cenne wnioski. Jakie? Na przykład klient banku na FB wrzuca zdjęcia z palonymi na imprezach papierosami. Wniosek - nie prowadzi zdrowego trybu życia, więc powinien dostać wyższą podstawę ubezpieczenia na życie przy braniu kredytu mieszkaniowego (do takich planów korzystania z Big Data przyznał się w wywiadzie telewizyjnym wiceprezes polskiego oddziału Alior Banku). Wonga.com, brytyjska firma pożyczkowa, która weszła do Polski, nie ukrywa, że prześwietla na portalach internetowych potencjalnych klientów, choć - jak zapewnia - zawsze za ich zgodą.

Przełomowym wydarzeniem dla świata Big Data okazały się smartfony. Mobilny internet oraz setki aplikacji, które stały się za ich pośrednictwem dostępne, skłoniły ludzi do jeszcze większego udostępniania informacji o sobie. A to zaowocowało kilkukrotnym zwiększeniem zapotrzebowania na specjalistów od danych. Jedne z największych zmasowanych akcji zatrudniania "big fast data engineerów" w ostatnich miesiącach ogłaszały sieć supermarketów Wal-Mart oraz General Electric.

- Duże firmy, jak banki czy ubezpieczyciele, same zatrudniają spore sztaby data managerów, analityków oraz informatyków, którzy przetwarzają informacje o klientach - mówi Maciej Kutak, dyrektor zarządzający Replise Poland. Zapytany o Big Data długo opowiada, jak bardzo zmieniają one sposób prowadzenia biznesów, jak ciekawe i wartościowe wnioski mogą wyciągnąć firmy z informacji, jakie już posiadają i jakie mogą posiadać, jeżeli będą wiedziały, jak skorzystać z internetu, a szczególnie z mediów społecznościowych. Replise, która działa w Niemczech, na Węgrzech i w Polsce, specjalizuje się właśnie w monitoringu social mediów. - Albo zatrudniają zewnętrzne firmy takie jak nasza, które zarządzają i przetwarzają przynajmniej część danych. Część, bo przykładowo taki bank ma dostęp do ogromnych ilości informacji: z call center, z mediów społecznościowych, z kart kredytowych i historii kont klientów, z informacji o kredytach - dodaje Kutak.

Dziś działy zarządzania danymi są najszybciej rozwijającymi się departamentami niemal już we wszystkich firmach, które mają dostęp do informacji czy to o swoich klientach, czy podwykonawcach. Data management teams są pełne świetnych informatyków i fizyków, którzy opracowują algorytmy do obróbki informacji, a socjolodzy, psycholodzy i ekonomiści wiedzą, jak takie pytania zadać i jakie dane z sobą połączyć, by dały one odpowiedzi na pytania zadawane przez przedsiębiorców i rządy.

Firmy planujące zatrudnienie analityków Big Data poszukują osób, które potrafią wykorzystać dane tak, aby pracowały na korzyść biznesu. To nie tylko specjaliści IT, w tym programiści - to także osoby z działów biznesowych, które mają umiejętność podejmowania strategicznych decyzji. One z kolei muszą wiedzieć, jakie pytanie zadać i jak sprawić, aby uzyskana odpowiedź przyniosła firmie jak największą korzyść.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Dziennik Gazeta Prawna
Więcej na temat:statystyka | analitycy | dane
POLECANE zwiń