W systemie wspierania bezrobotnych trzeba zmian

Piątek, 10 sierpnia 2012 (09:04)

Liczniejsi doradcy zawodowi, większa efektywność aktywnych form przeciwdziałania bezrobociu, więcej środków z Funduszu Pracy na ten cel - to wg ekspertów warunki skutecznego wyprowadzania ludzi z bezrobocia. Resort pracy zapowiada zmiany w prawie.

Zdjęcie

Duża część środków z Funduszu pracy nie trafia do bezrobotnych, a do pracujących /RMF
Duża część środków z Funduszu pracy nie trafia do bezrobotnych, a do pracujących
/RMF
Zdaniem ekspertów i praktyków przeciwdziałania bezrobociu, z którymi rozmawiała PAP, sytuację może poprawić m.in. zaangażowanie prywatnych firm i społecznych instytucji, a nie jedynie proste zwiększenie wydatków z Funduszu Pracy. Sam Fundusz powinien jednak w większym stopniu być skierowany na aktywizację pozostających bez pracy - zwracają uwagę rozmówcy PAP.

Niedawno wiceminister pracy Jacek Męcina zapowiedział nowe rozwiązania i zmiany w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. - Projektu założeń nowelizacji ustawy można się spodziewać na przełomie jesieni i zimy. Chciałbym, żeby zmiany weszły w życie ok. połowy 2014 r., a część przepisów w 2015 r. - powiedział PAP Męcina. - Oczywiście będą wcześniej szeroko konsultowane - zapewnił.

Reklama

Stopa bezrobocia w kraju w lipcu to 12,3 proc., co oznacza, że 1 mln 947,9 tys. osób było bez pracy. W Funduszu Pracy zgromadzonych było na koniec czerwca 7,5 mld zł. Środki te pozostają w dyspozycji ministra finansów, który niedawno na wniosek resortu pracy zgodził się wydać na walkę z bezrobociem 500 tys. zł. W 2011 r. na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu wydano 3,3 mld zł, a na 2012 r. zaplanowano o ponad 100 tys. więcej - 3,2 mld zł.

- Duża część środków z Funduszu pracy nie trafia jednak do bezrobotnych, a do pracujących - chociażby na specjalizacje oraz staże podyplomowe lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych. W 2011 r. było to 718 mln zł, tyle samo zaplanowano na 2012 r. - tłumaczy główny ekonomista Instytutu Badań Strukturalnych Piotr Lewandowski.

W strukturze wydatków FP mniejsze sumy przeznaczono na wyposażanie stanowisk pracy i podjęcie działalności gospodarczej (614 mln zł w 2011 r. i 674 mln w planie na 2012 r.) oraz na stypendia (700 mln zł w 2011 i 763 w planie na 2012 r.). - To też wydatki na działania skierowane do relatywnie lepiej wykształconych i bardziej przedsiębiorczych bezrobotnych, a nie do mających największe kłopoty z poszukiwaniem pracy - zwraca uwagę ekonomista.

Umiarkowana, a wręcz dość niska jest jego zdaniem efektywność programów aktywizacji zawodowej prowadzonych przez urzędy pracy. - W 2009 roku odsetek osób pracujących po zakończeniu programów nie przekraczał 50 proc. Najwyższą efektywność miało wsparcie dla zakładania działalności gospodarczej oraz szkolenia i prace interwencyjne, a najniższą - prace społecznie użyteczne i roboty publiczne - podał Lewandowski. Z danych IBS wynika, że w 2010 r. aktywizacją objętych było przeciętnie jedynie ok. 30 proc. zarejestrowanych w urzędach pracy osób, jednak na taki wynik mogą mieć wpływ osoby faktycznie bierne zawodowo albo pracujące w szarej strefie, które rejestrują się tylko po to, by korzystać z bezpłatnej opieki zdrowotnej.

W jego ocenie publiczne pośrednictwo i doradztwo zawodowe jest w Polsce słabo rozwinięte i nieskuteczne. IBS obliczył, że w 2010 r. przeciętnie na ok. 500 zarejestrowanych bezrobotnych przypadał jeden pośrednik, mimo że liczba kwalifikowanych pośredników i doradców w urzędach pracy rośnie od 2005 o ok. 2 proc. rocznie. Nie jest to też usługa powszechna, dostępna dla wszystkich poszukujących pracy i pełni obecnie rolę drugoplanową.

- Przepisy wskazują grupy priorytetowe - np. młodzież, osoby w wieku 50+ czy kobiety. Natomiast osoby spoza tych grup napotykają trudności w uzyskaniu wsparcia w poszukiwaniu pracy ze strony agend publicznych - ocenia analityk. Taka liczba bezrobotnych na jednego doradcę praktycznie nie pozwala na zapewnienie im właściwego wsparcia, szczególnie gdy nie należą do priorytetowych grup - tłumaczył główny ekonomista IBS. Przeciętnie w miesiącu napływa ok. 500 bezrobotnych, z czego 100 rejestruje się po raz pierwszy - podał.

Podobnie ocenia sytuację wiceszefowa Powiatowego Urzędu Pracy w Ostrołęce Emilia Łępicka. W mieście Ostrołęka i powiecie ostrołęckim na Mazowszu stopa bezrobocia jest wyższa od średniej krajowej i wynosi 15 proc. w mieście i 18 proc. w powiecie. - Szacunkowo 30 proc. zarejestrowanych to ci, którzy zapisują się ze względu na świadczenia zdrowotne, lub inne świadczenia, które mogą uzyskać w ośrodkach pomocy społecznej, gdzie status bezrobotnego jest wymagany do uzyskania świadczeń - wyjaśniła. - Takie osoby zawyżają statystyki, nie są zainteresowane żadną formą wsparcia czy pomocy - dodała.

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Łępicka powiedziała PAP, że urząd w 2012 r. dysponuje 8,5 mln zł na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu. Takimi formami objęte były w Ostrołęce do połowy roku 1044 osoby, przy 9529 zarejestrowanych bezrobotnych. Prawo do zasiłku miało 1061 osób.

Wśród uczestniczących w aktywnych formach przeciwdziałania bezrobociu w PUP Ostrołęka najwięcej osób zaangażowano do prac interwencyjnych (417 osób) i staży (351). 97 osób uzyskało jednorazowe środki na podjęcie działalności gospodarczej, 65 skierowano do prac społecznie użytecznych, a 57 do robót publicznych. Na doposażonych i wyposażonych nowych stanowiskach pracy zajęcie znalazło 38 osób, a ze szkoleń skorzystało 19 osób.

W ostrołęckim urzędzie pracuje 11 pośredników i 5 doradców zawodowych, co oznacza, że na jednego pośrednika przypada 800-900 zarejestrowanych osób, a na doradcę zawodowego nawet 1,9 tys. - Z samych liczb widać, jakie są obecnie możliwości pomocy ludziom i indywidualnego podejścia do poszukujących pracy - podkreśliła Łępicka. - Dla skutecznego doradztwa nie wystarczy jedna wizyta, tylko cały proces wsparcia, więc te wskaźniki wyglądają jeszcze mizerniej - powiedziała.

Na rolę efektywnego kształcenia i wagę pracy doradców zawodowych dla skutecznej walki z bezrobociem i rozwoju pracowników wskazuje w rozmowie z PAP Ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych Krzysztof Cibor. - Możliwość podnoszenia kwalifikacji - dostępna dla wszystkich poszukujących pracy i dobra jakościowo - to jeden ze sposobów aktywizacji bezrobotnych, jednak wydatki na aktywne formy walki z bezrobociem ograniczane są kolejny rok z rzędu - zaznaczył Cibor.

Jednak jego zdaniem obecnie nie chodzi jedynie o proste wydanie większej puli z Funduszu Pracy, ale o to, by wydatki były bardziej przemyślane i efektywne. Poprawę tej efektywności dałoby wzmocnienie doradztwa zawodowego i pośrednictwa pracy przez przekazanie części zadań podmiotom niepublicznym - uważa ekspert FISE.

W jego ocenie konieczne jest skorzystanie z potencjału agencji prywatnych i organizacji pozarządowych, które mają duże doświadczenie w aktywizowaniu osób w szczególnej sytuacji na rynku pracy. - Polska nie ucieknie od takiego modelu. Kraje, które w dziedzinie radzenia sobie z bezrobociem są w Europie na najlepszych miejscach, to te, gdzie współpraca między sektorem publicznym, prywatnym i społecznym jest dobra, ma długą tradycję i dobrze funkcjonuje - podkreślił.

Wagę łatwego dostępu do doradcy pokazuje poznański program aktywizacji bezrobotnych rodziców samotnie wychowujących dzieci. W projekcie przygotowanym przez Powiatowy Urząd Pracy w Poznaniu i firmę Ingeus Polska jeden doradca zajmuje się ok. 30-40 bezrobotnych. -Ułatwia to odpowiednie zmotywowanie przyszłego pracownika i przygotowanie go do podjęcia pracy, według jego indywidualnych potrzeb. Już w pierwszym miesiącu współpracy z naszą firmą, pracę na etacie rozpoczęło osiem bezrobotnych osób. Niektórym zaproponowano kierownicze stanowiska - powiedziała Ewa Przybylska z Ingeus Polska.

Kobiety, które znalazły pracę dzięki udziałowi w projekcie, przygotowały się z prezentacji na rozmowach kwalifikacyjnych, uzupełniały swoje CV i listy motywacyjne. - Odkrywaliśmy ich doświadczenie zawodowe zdobyte za granicą czy kompetencje uzyskane podczas wcześniejszej edukacji, co znacząco zwiększyło szanse zatrudnienia - dodała Przybylska.

Ok. 2,5 mln zł na realizację projektu uzyskano z Europejskiego Funduszu Społecznego. Docelowo pracę ma uzyskać co trzecia ze stu wybranych do programu osób, a co najmniej 70 proc. zatrudnionych ma przepracować przynajmniej trzy miesiące. Jeśli testowy program w Poznaniu się powiedzie, w 2013 roku ma on zostać rozpowszechniony w powiatowych urzędach pracy w całej Polsce.

Wiceminister pracy Jacek Męcina zapowiedział nowe rozwiązania i zmiany w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, m.in. utworzenie trzech kategorii usług skierowanych do bezrobotnych - jedną dla osób aktywnych, które potrzebują tylko doradztwa i pośrednictwa, drugą dla osób wymagających wsparcia i trzecią dla długotrwale bezrobotnych. W pomoc długotrwale bezrobotnym resort zaangażować agencje zatrudnienia, organizacje pozarządowe, ale też ośrodki pomocy społecznej, bo same urzędy nie poradzą sobie z tym problemem.

Wzmocnione mają zostać wojewódzkie urzędy pracy, które miałyby koordynować regionalną politykę przeciwdziałania bezrobociu. Środki na te cele mają pochodzić z rezerw Funduszu Pracy i środków europejskich. Najwcześniej miałyby wejść zmiany dotyczące kategorii usług dla bezrobotnych i regionalnej koordynacji, później dotyczące instrumentów dotyczących Krajowego Funduszu Szkolenia. - Chcemy zrobić duży pierwszy krok, a potem być otwartym na rozwój tych nowych instrumentów - powiedział.

Męcina ocenia, że obecnie jedna trzecia osób zarejestrowanych w urzędach pracy w ogóle nie szuka pracy, a rejestrują się w urzędach, żeby mieć ubezpieczenie. Deklarował, że resorty pracy, zdrowia i finansów są bliskie porozumienia, aby składki na ubezpieczenie zdrowotne były opłacane wprost z budżetu państwa, a nie za pośrednictwem urzędów pracy.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

POLECANE zwiń