W branży skórzanej dotkliwe braki pracowników

Środa, 22 października 2014 (05:00)

Odradzająca się w Polsce branża skórzana cierpi na brak pracowników, a w szkołach natomiast brak chętnych do nauki tego zawodu.

Zdjęcie

Kolejne zawody wymierają /123RF/PICSEL
Kolejne zawody wymierają
/123RF/PICSEL

Odradzająca się w Radomiu branża skórzana zaczyna cierpieć na deficyt wykwalifikowanych pracowników. Tymczasem szkoły kształcące uczniów w zawodach np. obuwnika czy kaletnika mają problemy z naborem. Młodzi ludzie nie garną się do nauki w tych profesjach.       

Oferty pracy dla Ciebie

Prezydent Ogólnopolskiej Izby Branży Skórzanej w Radomiu Kazimierz Klepaczewski podkreśla, że branża ta znowu zaczyna się rozwijać. Obecnie w regionie radomskim działa ponad sto firm zajmujących się m.in. garbarstwem, futrzarstwem, galanterią skórzaną oraz produkcją obuwia. Prezydent Izby zaznacza, że większość z nich powstała na bazie upadłych w latach 90. zakładów, m.in. słynącego w całej Polsce z produkcji obuwia Radoskóru.    

Reklama

"Na gruzach dużych zakładów skórzanych powstały małe, rodzinne firmy, które przystosowały się do wymogów rynku" - wyjaśnia Klepaczewski. Dodaje, że firmy te przejęły wówczas część dobrze wykwalifikowanych pracowników upadłych przedsiębiorstw. Problem jednak - jego zdaniem - tkwi w tym, że wykwalifikowani pracownicy zaczynają odchodzić na emeryturę, a na ich miejsce brakuje nowych osób z przygotowaniem zawodowym.      

Na kłopoty ze znalezieniem pracowników narzeka Marek Malinowski, właściciel działającej od 25 lat w Radomiu firmy obuwniczej. - Pięć, dziesięć lat temu uważałem, że nie ma problemu z pracownikami, miałem stos podań o zatrudnienie w mojej firmie. Teraz zmieniam zdanie: jest coraz gorzej. Już rozglądam się za młodymi fachowcami, jest jednak duży kłopot ze znalezieniem wstępnie wyszkolonych młodych ludzi - mówi Malinowski.      

Pracowników branży skórzanej poszukują też "pośredniaki". W Powiatowym Urzędzie Pracy w Radomiu są oferty dla szwaczek w branży skórzanej, cholewkarzy czy strugaczy skór. "Zapotrzebowanie jest duże, ale chętnych do pracy brakuje. Starzy pracownicy się wykruszają, młodzi albo nie chcą takiej pracy, albo nie mają kwalifikacji" - mówi Dariusz Strzelec z PUP w Radomiu.

Jego zdaniem wpływ na małe zainteresowanie ofertami mogą mieć stosunkowo niskie zarobki: cholewkarzowi proponuje się płacę minimalną, szwaczce ok. 1700-2500 tys. zł, a strugaczowi skór 3 tys. zł brutto.      

Szef Ogólnopolskiej Izby Branży Skórzanej uważa, że szkolnictwo zawodowe zaczęło chylić się ku upadkowi po reformie wprowadzonej w latach 90. - Szkoły zawodowe szkolące obuwników, garbarzy czy kaletników zaczęły mieć problem z naborem i nie mogą sobie z tym poradzić do tej pory - mówi Klepaczewski.      

Jego opinię potwierdzają dyrektorzy placówek oświatowych. Ewa Osińska, kierująca Zespołem Szkół Skórzano-Odzieżowych i Stylizacji Usług w Radomiu przyznaje, że jej szkoła - choć szczyci się blisko 90-letnią tradycją - cierpi na brak chętnych do nauki w zawodach związanych z przemysłem skórzanym.

Obecnie w placówce uczy się przeszło 600 osób. Są wśród nich uczniowie dwóch klas przyszłych kaletników - w sumie ok. 30 osób. Nie udało się natomiast w tym roku zrobić naboru do klasy kształcącej obuwników. Żeby przetrwać, szkoła uruchamia inne specjalizacje: np. fryzjer i fototechnik.     

Umierającym zawodem zdaje się być - zdaniem z-cy dyrektora w tej szkole Anny Marii Białkowskiej - kaletnik. "Chętnych do nauki jest mniej, tymczasem zapotrzebowanie na kaletników jest duże" - przekonuje Białkowska. Wicedyrektor podkreśla, że w czasie tegorocznych Targów Mody w Poznaniu, na których szkoła dostała złoty medal za kolekcję sukienek wraz z torebką, producenci zgłaszali gotowość zatrudnienia młodych kaletników od razu po ukończeniu szkoły.      

W ocenie Białkowskiej kłopoty z naborem są m.in. dlatego, że zarówno wybierający szkołę gimnazjaliści, jak i ich rodzice, mają małą świadomość jeśli chodzi o nazewnictwo zawodów, w których kształci szkoła. "Kaletnik? Cóż to takiego? Gdyby był np. projektant torebek - to brzmi zdecydowanie lepiej" - dodaje Białkowska.      

Z tego m.in. powodu szkoła starała się o zmianę nazewnictwa zawodów, w których kształci. Jednak - jak się okazuje - nie jest to takie proste.      

Zgodnie z ustawą o systemie oświaty kształcenie w szkołach ponadgimnazjalnych może odbywać się tylko i wyłącznie w zawodach ujętych w rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej w sprawie klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego, która wskazuje typy szkół ponadgimnazjalnych, w jakich może odbywać się kształcenie w danym zawodzie.     

Jak wyjaśnia PAP rzecznik prasowy resortu edukacji Joanna Dębek, szkoła nie może samodzielnie zmienić nazwy zawodu, w którym kształci. "Zmian w klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego w zakresie np. wprowadzenia, wykreślenia zawodu lub zmiany nazwy zawodu, dokonuje się wyłącznie na wniosek ministra właściwego dla danego zawodu.

Dla zawodów związanych z branżą skórzaną jest to minister do spraw gospodarki" - tłumaczy rzeczniczka.       Według danych resortu edukacji wśród 201 zawodów ujętych w klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego, 7 zawodów jest związanych z branżą skórzaną.

Są to: technik garbarz, technik obuwnik, technik technologii wyrobów skórzanych - przewidziane do nauczania w 4-letnim technikum, a także: garbarz skór, obuwnik, kaletnik i kuśnierz - przewidziane do nauczania w 3-letniej zasadniczej szkole zawodowej.      

Na problemy z naborem cierpią szkoły skórzane w całej Polsce. Zgodnie z danymi Systemu Informacji Oświatowej (SIO) według stanu na 30 września 2013 r. spośród wyżej wymienionych zawodów, np. kształcenie w zawodzie obuwnik prowadzone jest w trzech szkołach w Polsce (w sumie tylko 13 uczniów), a w zawodzie kaletnik w czterech szkołach (51 uczniów).

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

POLECANE zwiń