Praca w Norwegii tylko dla mężczyzn?

Niedziela, 22 listopada 2015 (07:00)

O tym emigracyjnym raju od wielu lat jest głośno. Raz z powodu wysokich zarobków, innym razem z powodu kryzysu w branży olejowej, spadającej wartości korony czy zwolnieniach w różnych branżach. Wahania norweskiej gospodarki nie zatrzymują jednak tych, którzy wciąż marzą o poprawie swojej sytuacji materialnej.

Zdjęcie

W Norwegii o stałą pracę dla mężczyzn jest o wiele łatwiej niż o znalezienie zajęcia dla kobiet /123RF/PICSEL
W Norwegii o stałą pracę dla mężczyzn jest o wiele łatwiej niż o znalezienie zajęcia dla kobiet
/123RF/PICSEL

Wielokrotnie pisaliśmy, że w Norwegii o stałą pracę dla mężczyzn jest o wiele łatwiej niż o znalezienie zajęcia dla kobiet.

- Jestem tu z mężem od ponad trzech lat i myślę, że dobrze znam sytuację na rynku pracy - przekonuje mnie fryzjerka Kasia, z którą spotykam się, aby porozmawiać.

- Z racji mojego zawodu udało mi się dostać pracę w salonie fryzjerskim po kilku miesiącach pobytu. Oczywiście, gdy już poznałam podstawy norweskiego i mogłam się komunikować z klientami - dodaje. Twierdzi jednak, że nie ma głowy do języków i z tą nauką było różnie.

- Razem z mężem poszliśmy na 3-tygodniowy kurs języka w Polsce, ale niestety okazało się, że był mało pomocny. Uczyli nas dialektu z Oslo, a ten tutaj w Bergen jest zupełnie inny. Ja zresztą chyba nie mam głowy do języków. Angielskiego też nie znam - śmieje się.

Praca w salonie fryzjerskim pomogła jej jednak nauczyć się języka w stopniu komunikatywnym. Dziś jest na etapie otwierania własnego salonu fryzjersko-kosmetycznego. - Konkurencja jest duża, ale myślę, że będzie dobrze - zapewnia przyszła właścicielka zakładu. Przekonuje mnie jednak, że kobiety mają w Norwegii trudne zadanie. - Najczęściej nie pracują, bo zajmują się domem i dziećmi - mówi. - Ewentualnie sprzątają prywatne domy. I są to często osoby z wyższym wykształceniem - dodaje.

Opowiada również o tym, jak zamkniętym i chłodnym narodem są Norwegowie i jak trudno się przebić, nawet jeśli ma się wykształcenie i zna język. - Znam mnóstwo konkretnych historii, bo jestem trochę jak psycholog. Ludzi przychodzą do fryzjera i opowiadają o swoim życiu - śmieje się Kasia. Mimo otwartego rynku pracy, Norwegowie są zdystansowani do obcokrajowców. Czuje się to na każdym kroku.

Reklama

I co z tą pracą?

Mając dobry fach w ręku, możliwości znalezienia zatrudnienia albo nawet otworzenia własnej działalności jest wiele. A jak się pozna język norweski, to drzwi otwierają się jeszcze szerzej. Fryzjerki, kosmetyczki, czy krawcowe na swój los nie narzekają. Wręcz przeciwnie. Trudno im znaleźć wolny termin dla nowych klientów.

- Fryzjerki, które znam - i te, co pracują w domu, i te, które prowadzą swoje salony - często już nie chcą nowych klientów, bo mają wystarczająco dużo pracy - twierdzi Kasia.

Innym kobietom, czyli tym, które nie mają wykształcenia zawodowego, nie jest łatwo. - Jak ktoś jest po studiach, a zna już język i ma trochę szczęścia, to pracuje w przedszkolu - dodaje Mirka, która dwa lata temu przyjechała do męża i poza okazjonalnym sprzątaniem nie może znaleźć pracy. - Zrobiłam dwa, uznawane na rynku, kursy języka norweskiego, zdałam egzaminy, ale niestety... jestem za stara - mówi z żalem w głosie. - Czasem słyszę, że jakbym miała jeszcze kolejny kurs, to... - urywa w połowie zdania.

Kolejny kurs to w przeliczeniu nawet kilka tysięcy złotych. - Nie będę się dalej uczyć. Mąż dostał teraz wypowiedzenie z pracy, bo sektor paliwowy kuleje, więc będzie na razie na zasiłku. Dopóki czegoś nowego nie znajdzie - dodaje. - A może wrócimy do Polski? - pyta retorycznie. - Do emerytury pozostało jeszcze siedem, osiem lat - zamyśla się. - Nie czujemy się starzy, ale mnie ta emigracja jakoś uwiera - kończy.

Z tacą w ręku

Młodzi, w tym kobiety, mają większe szanse znalezienia zatrudnienia jako kelnerki. Do tych lepszych restauracji wymagane jest doświadczenie i znajomość norweskiego. Natomiast w innych knajpkach czy kawiarniach szanse są większe. Raz, że Norwegowie nie chcą wykonywać tej pracy, a dwa - rotacja jest duża. Tak zaczyna większość, jeśli zna przynajmniej język angielski. - Jestem w Bergen od kilku miesięcy i pracuję w chińskiej restauracji - mówi Karolina. - Żadna rewelacja, ale zawsze coś. Na inną pracę nie mam na razie szans - dorzuca.

Karolina pracuje dwa dni w tygodniu i raczej nie zapowiada się żadna zmiana. - Ludzie często się tu zmieniają, ale szefowa wciąż zatrudnia studentów. Ci mniej kosztują - wyjaśnia.

Dostała pracę, znając jedynie angielski. Klienci, zwłaszcza stali, dobrze ją znają i wiedzą, że jedyny sposób, aby się z nią dogadać, to język angielski. Jednak niechętnie go używają.

- Często uparcie powtarzają swoje zamówienie po norwesku, nawet jeśli wiedzą, że ich nie rozumiem. A przynajmniej nie do końca - wyjaśnia Karolina. Ostatnio spotkała ją w pracy bardzo niemiła niespodzianka.

- Jeden z klientów zapytał, dlaczego nie mówię po norwesku. Odpowiedziałam, że jeszcze nie mówię. A on na to: "A ja nie mówię po polsku. Jeszcze nie" - wspomina tą nieprzyjemną sytuację. I takie historie są niemal jej codziennością. - Boli mnie to za każdym razem - mówi. - Tym bardziej, że w większości miejsc - restauracji czy kawiarni - pracują obcokrajowcy. A na zmywaku nie znajdziesz ani jednego Skandynawa - dodaje.

Stawki za pracę kelnerską wahają się w zależności od kategorii lokalu i oscylują w granicach od 120 do 160 koron na godzinę. Oczywiście brutto. - Pracodawcy dobrze wiedzą, że dostajemy też napiwki i dlatego zaniżają stawki - wyjaśnia.

Męski raj?

Dobre zarobki, pomoc socjalna dla rodzin, wysokie zwroty podatków. Tak wiele słychać historii i zachwytów na temat krainy fiordów. Jednak nikt nie pamięta o tym, że podatki w Norwegii sięgają prawie 28 proc. zarobków, mieszkanie kosztuje średnio 4500 złotych miesięcznie, a ceny żywności i innych usług są bardzo wysokie.

Polacy jednak żyją w Norwegii i spora większość chwali sobie swój nowy dom. Bo jest im lepiej i łatwiej niż w Polsce. Jednak ci, którzy chcą zaoszczędzić na przyszłość, którą planują w Polsce, mogą się rozczarować. Zwłaszcza, jeśli mieszkają w Norwegii z rodziną.

Norwegia płaci za rozłąkę (stosuje się bardzo korzystne ulgi podatkowe dla małżeństw żyjących osobno) i być może to właśnie dla wielu rodzin stanowi zachętę do rozpoczęcia norweskiej przygody w pojedynkę. A potwierdzeniem mogą być samoloty, które na trasie do Oslo czy Bergen są pełne... mężczyzn.

Iwona Mazurek-Orłowska

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:Norwegia | emigracja zarobkowa
POLECANE zwiń