Ponglish w pracy, czyli słownik korpomowy

Niedziela, 16 marca 2014 (07:00)

Branżowy żargon, zwany również korpomową czy ponglishem, wszedł na stałe do polskich biur. Czy jego istnienie jest przejawem zapatrzenia w firmy zachodnie, czy są jakieś praktyczne powody jego stosowania?

Zdjęcie

Branżowy żargon, zwany również korpomową czy ponglishem, wszedł na stałe do polskich biur /© Panthermedia
Branżowy żargon, zwany również korpomową czy ponglishem, wszedł na stałe do polskich biur
/© Panthermedia

3 rodzaje slangu biurowego

Serwis pracy Praca.pl, analizując współczesną nowomowę korporacyjną, zauważa, że można wyróżnić  trzy grupy stosowanych przez pracowników neologizmów. Są to:

  • słowa lub zwroty derywowane bezpośrednio z języka angielskiego - tzw. ponglish (np. zforłardować maila);
  • akronimy typu dostarcz to na asap - czyli jak najszybciej (od ASAP - as soon as possible);
  • słowa lub zwroty charakterystyczne dla określonej organizacji (np. klepanie kapci - wpisywanie zabezpieczenia "captcha" na stronie internetowej);

Reklama

- Wszystkie te formy neologizmów biurowych składają się na współczesny język wykorzystywany w firmach, który niekiedy staje się mocno hermetyczny - komentuje prezes Praca.pl Krzystof Kirejczyk.

Slang biurowy nie tylko w korporacji

Czy żargon biurowy jest charakterystyczny jedynie dla dużych firm? Niekoniecznie. Wprawdzie rzeczywiście międzynarodowe korporacje mają największą tendencję do wykorzystywania tzw. ponglishu.

- W dobie powszechnej globalizacji, gdy mamy do czynienia z silnym przenikaniem się kultur, do użytku w języku polskim wchodzi wiele określeń anglojęzycznych, a niektóre z nich ulegają pewnym spolszczeniom. Ze względu na potrzeby użytkowe ponglish, z którym mamy do czynienia w życiu codziennym różni się od tego stosowanego w korporacjach - mówi dr Ewelina Jurczak, marketing manager, Luxoft, specjalista z zakresu kształtowania zachowań ludzkich. Trudno nie zgodzić się z opinią dr Jurczak- w życiu codziennym nie mówi się bowiem o prasowaniu czy zakupach jako codziennym tasku, a rodzina, dla której przygotowujemy obiad nie jest targetem działań.

Specyficzna nowomowa występuje również w określonych branżach. Tworzenie nowych słów, podczas gdy można się posługiwać ich zagranicznymi odpowiednikami, jest uznawane często za bezsensowne. Innym powodem może być też zbyt szybki rozwój branży i w związku z tym nienadążanie z tworzeniem polskich odpowiedników zagranicznych słów. Oba te procesy występują np. w branży reklamowej.

Jakie naprawdę jest pokolenie korporacji?

Kreatywny zespół, który przenosi góry czy stado szczurów biegnące w wyścigu? Jacy naprawdę jesteście - młodzi pracownicy dużych firm, elita Pokolenia Y? czytaj więcej

Łukasz Ludkowski, senior creative manager z agencji reklamowej Biuro Podróży Reklamy komentuje: - Nie wiem jak w innych branżach, ale w naszej specyficzne słownictwo to ważna część komunikacji, czy to wewnętrznej, czy z klientem. Wynika to z tego, że po transformacji w ’89 r. nie znaleźliśmy polskich odpowiedników na zachodnie definicje, a większość agencji, które wtedy powstały, było sieciowych i to słownictwo "przyszło", jak wszystko, z Zachodu. Ten specyficzny slang zaczął być używany na co dzień i zakorzenił się od tamtej pory dość mocno w naszym języku. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem. Na dzień dzisiejszy jest to sprawa czysto estetyczna, czy ktoś chce być copywriterem czy kopisarzem, a w najlepszym wypadku słowomistrzem.

Traci język - zyskuje komunikacja

Na żargon biurowy często oburzają się językowi puryści. Skoro można powiedzieć (po polsku): "Mam zadanie do zrobienia", to dlaczego mówić: "Boss dał mi esajment"? Pracownicy międzynarodowych korporacji widzą jednak korzyść w slangu.

Według Macieja Stawiszyńskiego, project managera z Motoroli, korpomowa jest potrzebna i użyteczna.

- Pracując w branży IT już prawie 10 lat, zaobserwowałem, że powód, dla którego używamy tak specyficznego języka jest po prostu pragmatyczny. Używając języka zbliżonego do języka naszych kontrahentów i współpracowników, głównie anglojęzycznych, jesteśmy w stanie doskonale z nimi się porozumieć. Dla przykładu, rozmawiając o releasie zamiast o wydaniu kolejnej wersji softwaru, czyli oprogramowania, wiemy dokładnie, o czym mówimy. Takie sformułowania pojawiają się w rozmowach z kolegami ze Stanów Zjednoczonych czy Indii. Dzięki temu, podczas rozmów telefonicznych czy wideokonferencji, jako inżynier nie muszę zastanawiać się, jakich słów użyć, by odpowiednio przetłumaczyć na angielski to, co chcę powiedzieć. Niestety nie mam umiejętności myślenia po angielsku i układania zdań w głowie w innym języku niż mój macierzysty, zanim je wypowiem. Stąd używanie słownictwa podobnego do tego, jakim posługujemy się w kontaktach z kolegami z innych centrów Motoroli daje mi pewność, że jestem doskonale zrozumiany - wyjaśnia Stawiszyński.

IT górą w slangu branżowym?

Czy jakaś branża przoduje w tworzeniu neologizmów i żargonie niezrozumiałym dla innych? Zdaniem Kirejczyka, taką branżą jest IT. - Wprawdzie każda branża ma swoje specjalistyczne słownictwo oraz firmowy slang, ale to jednak w IT najczęściej podstawowym językiem staje się angielski - samo kodowanie jest przecież zaczerpnięte z angielskiego. Stąd też najwięcej ponglishu i akronimów spotkamy w IT. 

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Podobne zdanie ma Katarzyna Witak, Branch Manager w Cpl Jobs.

- Szczególnie informatycy mają własny żargon programistyczny. Słowa takie jak roztrajbować, zrilizować czy debugować to jedne z typowych pojęć słyszane w korporacjach IT. Jednym z ciekawszych ostatnio zasłyszanych pojęć ze świata IT jest code monkey - popularny klepacz kodu. Code monkey to osoba, która umie pisać kod, ale poza tym niewiele więcej. Co prawda, napisze, co trzeba, jeśli powiesz jej dokładnie, co ma robić, a później i tak pogubi się w tym, co sama stworzyła - wyjaśnia Witak.

Żargon w rekrutacji nie zachęca

Mimo iż wszyscy tak mówią - i jak widać korpomowa ma praktyczne zastosowanie - to podkreślanie ponglishu czy skrótów językowych stosowanych w firmie już w ogłoszeniu o pracę raczej kandydatów do aplikowania zniechęca.

Jak wynika z badań przeprowadzonych w USA, obecność żargonu w ogłoszeniach zmniejsza chęć przesłania CV aż o 57 proc. 

- Naszym klientom zawsze doradzamy, by ogłoszenia o pracę były przede wszystkim dla kandydatów zrozumiałe. Oczywiście pewne sformułowania, charakterystyczne dla określonej branży, są ważne - pozwalają na selekcję kandydatów już na etapie ogłoszenia. Podanie w ogłoszeniu rekrutacyjnym nazw oprogramowania, które pracownik musi znać, czy charakterystycznych terminów, którymi posługują się firmy z danego obszaru sprawia, że osoby ich nieznające, czyli nieposiadające wymaganego doświadczenia, nie prześlą CV. Zbytnie nasycenie treści ogłoszenia słowami hermetycznymi może jednak zniechęcić kandydatów do aplikowania - wyjaśnia Krzysztof Kirejczyk.

Jak się dogadać?

Żargon stosowany w danej firmie może również utrudniać komunikację - zwłaszcza osobom, które są dopiero na początku kariery lub wchodzą w nowe środowisko pracownicze.

- Osoby wprowadzające do firmy nowych pracowników powinny mieć na uwadze to, by nowego pracownika w stosowaną w firmie nomenklaturę wprowadzić. Nie tylko ułatwi to komunikację, ale również usprawni proces aklimatyzacji pracownika w firmie. Pamiętajmy, że pierwszych kilka dni w nowej pracy jest bardzo znaczące dla budowania zaangażowania pracownika i tego, jak będzie się on czuł w nowej firmie. Choć znajomość stosowanego w firmie slangu może pozornie wydawać się mało istotna, to jeśli nowy pracownik nie do końca będzie rozumiał, co mówią do niego inni pracownicy i czego oczekuje od niego szef, nie tylko będzie sobie gorzej radził, ale również jego postrzeganie firmy jako przyjaznego miejsca pracy ulegnie osłabieniu. A to właśnie zaangażowanie w pracę i firmę jest najważniejszym wyznacznikiem tego, czy pracownik będzie efektywny i na dłużej zwiąże się z firmą - tłumaczy Kirejczyk.

Kliknij i pobierz darmowy program PIT 2013

Przy dobrym zadbaniu o pracownika, wprowadzenie go w branżowy żargon może nie stanowić większego problemu. Michał Grzebyk z agencji PR VanguardPR wspomina: - Szczerze mówiąc, nie miałem większych problemów z wdrożeniem się w specjalistyczne słownictwo, bo od razu w czasie stażu, od którego zaczynałem współpracę z firmą, mogłem pracować z zespołem nad działaniami dla klientów. Dzięki temu, branżowy żargon poznawałem szybko i niemal naturalnie, choć przyznam, że nadal niektóre słowa potrafią mnie zaskoczyć.

Mały słownik gwary biurowej* zebrany przez serwis pracy Praca.pl:

Akronimy:

  • ASAP - zrób to na już (od As Soon As Possible)
  • FYI - Wiadomość tylko dla ciebie (od For Your Information)
  • IMHO - Moim skromnym zdaniem (od In My Humble Opinion)
  • EOD - termin wykonania zlecenia na koniec dnia (od End Of the Day)
  • PFA - wiadomość z załącznikiem (od Please Find Attached)
  • AFAIK - z tego co wiem (od As Far As I Know)
  • RFQ - zapytanie o wycenę (od Request For Quotation)
  • RFP - zapytanie ofertowe (od Request For Proposal)

Neologizmy i ponglish:

  • mieć esajment - mieć zadanie do wykonania
  • pracować na stendbaju - pracować bez przerwy przez długi czas
  • siedzieć w worku - być w pracy (w niektórych firmach czytane jako "łork" w innych z polskim "w")
  • pracowniczy bekap - praca na zastępstwo
  • resetować się w weekend - odpoczynek w sobotę i niedzielę (ewentualnie zakrapiana alkoholem impreza w sobotni lub piątkowy wieczór)
  • badż/badża do drzwi- karta wejścia do biura
  • klepnąć akcept  - dać zgodę na działanie / zadanie
  • dostać eprówal - otrzymać zgodę na coś (od przełożonego /klienta)
  • ustalić skołp -  ustalić zakres działania
  • iść na miting - mieć spotkanie
  • spriperować brif - przygotować opis działania / zadania
  • ustalić ficzery - ustalić cechy szczególne, wyznaczniki
  • ustalić kejpijaje - ustalić jakie czynniki (wskaźniki) projektu są najważniejsze
  • trakować - śledzić kolejne etapy projektu
  • zrobić sendout - wysłać coś do klienta (np. zestaw CV czy projekt strony www)
  • mieć na warsztacie - pracować nad projektem
  • mieć kola - odbyć rozmowę telefoniczną lub telekonferencję (najczęściej z ważną osobą, klientem)
  • Pan/Pani Kanapka  lub Pan /Pani Buła - osoba która przynosi kanapki do budynku/biura, które można kupić na śniadanie
  • ołpenspejs - pomieszczenie, w którym jest dużo (np. 20) stanowisk do pracy
  • skołczować- nauczyć kogoś czegoś

Słownictwo charakterystyczne dla branż:

  • JBM - pogardliwe określenie klienta w branży reklamowej (od fan page Junior Brand Manager, który prezentuje różne wpadki managerów komunikujących się z agencjami reklamowymi)
  • ekant, ekancica - pracownik obsługi klienta prowadzący projekt w agencji reklamowej
  • dbanie o lajki, komenty i szery - prowadzenie fan page dla klienta tak, by pojawiały się interakcje z użytkownikami
  • partyzantka - tworzenie kampanii marketingowych w oparciu i niestandardowe nośniki
  • branżunia - pracownicy agencji reklamowych o własnej branży. Określenie nieco pogardliwe
  • jutiuber (youtuber)- użytkownik serwisu YouTube
  • dżob spek (job speck) wstępny zakres treści oferty pracy
  • otwarty dżob (job)- otwarty projekt rekrutacyjny
  • ErEfIks (Rfx)-  zapytanie ofertowe w formie excela
  • PiEM -  Prodakt Menadżer (Product Manager) lub Projekt Menadżer (Project Manager) - w pierwszym przypadku osoba koordynująca rozwój produktu w drugim projektu
  • KiPiAj (KPI, ang. Key Performance Indicators) - kluczowe wskaźniki efektywności (finansowe oraz nie finansowe), które stosuje się jako mierniki w procesach pomiaru/weryfikacji stopnia realizacji celów. Ważna tu jest mierzalność np. w procentach.

 

* Słownik gwary biurowej opracowany przez serwis pracy Praca.pl przy współudziale firm: Biuro Podróży Reklamy, CPL Jobs, Luxoft, Motorola, VanguardPR.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:korpoacja | języki | praca | biuro
POLECANE zwiń