Polska przeciwna zmianom w dyrektywie w sprawie delegowania pracowników

Czwartek, 10 marca 2016 (16:02)

- Polska przeciwna jest zmianom w dyrektywie dotyczącej delegowania pracowników; podejmujemy działania, które mają temu zapobiec - poinformował wiceszef MRPiPS Stanisław Szwed. Dodał, że jeśli byłaby ona zmieniana, musi mieć zapisy, które chroniłyby polskie firmy.

Zdjęcie

Stanisław Szwed, wiceminister rodziny /Jan Graczyński /Super Express
Stanisław Szwed, wiceminister rodziny
/Jan Graczyński /Super Express

Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej odpowiadał w czwartek w Sejmie na pytania posłów PiS Anny Krupki i Waldemara Andzela na temat prac nad wdrożeniem dyrektywy 2014/67/UE w sprawie egzekwowania dyrektywy 96/71/WE dotyczącej delegowania pracowników w ramach świadczenia usług.  Pracownik delegowany to osoba, którą pracodawca wysyła na pewien okres do pracy w innym państwie członkowskim. Pozostaje pracownikiem firmy wysyłającej, co oznacza, że podlega przepisom kraju, w którym przedsiębiorstwo ma siedzibę. W kraju, w którym wykonuje pracę, przysługuje mu jednak określony zestaw podstawowych praw, jak płaca minimalna, okres wypoczynku czy urlop.

Stanisław Szwed: 12 zł za godzinę pracy od września

Stawka 12 złotych brutto za godzinę pracy na umowę-zlecenie ma obowiązywać od września tego roku. Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed. mówił w radiowej Jedynce, że rząd chce ukrócić proceder, w którym umowa cywilno-prawna często zastępowała umowę o pracę. czytaj więcej

Na podstawie obecnej dyrektywy pracownicy delegowani są objęci tymi samymi przepisami, co pracownicy przyjmującego państwa członkowskiego, ale tylko w niektórych dziedzinach, takich jak zdrowie lub bezpieczeństwo. Pracodawca nie jest jednak zobowiązany do zapłacenia pracownikowi delegowanemu więcej niż minimalna stawka wynagrodzenia ustalona przez kraj przyjmujący.

Reklama

We wtorek Komisja Europejska zaproponowała zmiany w dyrektywie - miałyby one zapewnić, że pracownik delegowany z innego kraju UE i lokalny są objęci takimi samymi zasadami wynagradzania. Powinna mu przysługiwać nie tylko płaca minimalna, ale muszą go dotyczyć wszystkie zasady wynagrodzenia, obowiązkowe w kraju członkowskim; również zasady określane w układach zbiorowych czy w przepisach prawnych, mające powszechne zastosowanie do pracowników w danym kraju goszczącym.

Szwed przyznał, że na temat zmian dyrektywy trwa ostra dyskusja, a Polska jest im przeciwna.

Poinformował, że nie wprowadziliśmy jeszcze tej dyrektywy; przypomniał, że powinna ona zostać wdrożona we wszystkich państwach członkowskich do 18 czerwca br. Jak dodał, w środę Komitet do Spraw Europejskich przyjął projekt ustawy, która ma te przepisy wdrożyć do polskiego prawa; przyjęcie projektu przez rząd zaplanowano w kwietniu.

Wiceminister podkreślił, że problematyka regulowana tą dyrektywą ma dla nas duże znacznie, gdyż jesteśmy najliczniejszym krajem, który deleguje pracowników. Według danych ZUS jest to ponad 250 tys. osób, ale szacuje się, że może być nawet ich do 400 tys. W całej UE ok. 1,9 mln pracowników rocznie jest delegowanych. Najwięcej polskich pracowników - jak mówił Szwed - delegowanych jest do Niemiec, ponad 50 proc.; wielu jest ich także we Francji i krajach Beneluksu.

Firmom coraz trudniej o pracowników - Randstad

​Firmom coraz trudniej o pracowników - wynika z sondażu Instytutu Badawczego Randstad. Teraz połowa firm ma trudności w zatrudnieniu osób o poszukiwanych kwalifikacjach. Główne bariery to wysokie oczekiwania finansowe kandydatów, lub brak kompetentnych osób. czytaj więcej

Szwed powiedział, że nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska rządu w sprawie zmian dyrektywy podstawowej, których domaga się część państw UE, ale - jak podkreślił - nasz rząd wielokrotnie twierdził, że "obecne uregulowania w obszarze delegowania pracowników zapewniają odpowiednią równowagę pomiędzy ochroną praw pracowniczych a zasadami rynku wewnętrznego". - Zwalczaniu przykładów nadużyć i nieuczciwych praktyk służy właśnie przyjęta w 2014 r. dyrektywa - dodał.

Przypomniał, że uchwalaniu dyrektywy towarzyszyła długa i burzliwa debata; zwrócił uwagę, że także ze względu na bliski termin wdrożenia wprowadzenie teraz nowych zasad jest dla naszego rządu nie do zaakceptowania.

Jak zapewnił, rząd podejmuje inicjatywy, by do zmian nie doszło, m.in. list premier Beaty Szydło do przewodniczącego KE, w którym przedstawimy stanowisko Polski. Jak poinformował wiceminister, podkreślono w nim, że proponowane zmiany niekorzystnie się odbiją na kondycji polskich przedsiębiorstw, podniosą koszty usług, a wiele polskich firm może upaść.

Mówił, że to, co proponują niektóre kraje, może spowodować, że wiele naszych firm zniknie z rynku UE, bo nie będą w stanie wytrzymać konkurencji i warunków, które będą musiały spełnić.

- Nasz kraj nie może się na to zgodzić, w tej chwili budujemy koalicję, żeby się obronić przed zmianą tej dyrektywy. (...) Będziemy szukać sprzymierzeńców w krajach UE, aby nowelizacja tej dyrektywy nie była skuteczna - dodał.

Wielki mit płacy minimalnej. Jej podniesienie nie zwiększa bezrobocia

Wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej nie jest równoznaczne ze zwolnieniami. Przeczą temu statystyki, badania i przykłady innych państw. czytaj więcej

- Trzeba zachowywać podstawowe normy, ale na dziś przyjęcie zasady np. równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu pracy - plus do tego jeszcze inne uprawnienia, które by z tej nowej dyrektywy wynikały - spowodują absolutnie negatywne skutki dla naszego kraju, szczególnie dotyczące małych i średnich przedsiębiorstw - mówił Szwed.

Jak powiedział, rząd ma świadomość, że nacisk firm jest duży, szczególnie tam, gdzie jest najwięcej delegowanych pracowników. - Ale nie o to chodzi w wolnym i konkurencyjnym rynku, żeby eliminować przez dyrektywy polskie firmy - ocenił.

Szwed zaznaczył, że jeśli dyrektywa zostałaby zmieniona, musi mieć zapisy, które by w jakiś sposób chroniły polskie firmy.

Według danych KE, liczba pracowników delegowanych w UE w latach 2010-2014 wzrosła o 45 proc. W 2014 r. było ich w UE 1,9 mln, w porównaniu z 1,3 mln w 2010 r. Średni czas oddelegowania to cztery miesiące.

Pracownicy oddelegowani stanowią zaledwie 0,7 proc. siły roboczej w UE, jednak w zależności od sektora i kraju ich liczba może być większa. W sektorze budowlanym zatrudnionych jest 43,7 proc. pracowników oddelegowanych. Ich odsetek jest też duży w przemyśle wytwórczym (21,8 proc.). Kolejne sektory to edukacja oraz służba zdrowia i usługi społeczne (13,5 proc.), usługi dla biznesu (10,3 proc.).

Niemcy, Francja i Belgia to kraje, w których pracuje najwięcej pracowników oddelegowanych. Z kolei Polska, Niemcy i Francja to państwa, z których wysyła się najwięcej pracowników za granicę.

Dyrektywę w sprawie wdrażania przepisów o delegowaniu pracowników, która miała pomóc zwalczać oszustwa, omijanie przepisów i ułatwić wymianę informacji przyjęto w 2014 r.

W czerwcu 2015 r. siedem państw unijnych - Belgia, Luksemburg, Francja, Niemcy, Holandia, Szwecja i Austria - wysłało do KE list, w którym stanowczo opowiedziały się za zmianą dyrektywy o pracownikach delegowanych, argumentując, że obecne regulacje często prowadzą do dumpingu socjalnego i szkodzą rodzimym firmom.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:delegowanie
POLECANE zwiń