Płace: To już nie dysproporcje. To przepaść

Niedziela, 21 czerwca 2009 (06:00)

Zarobki menedżerów wzrosły o 13 proc., choć zyski ich firm zmalały o 40 proc. Wśród dwunastu najlepiej uposażonych prezesów i zastępców co trzeci zarządza firmą, przynoszącą straty. 90 menedżerów zarabia więcej niż najdroższy piłkarz ligowy.

Zdjęcie

Przeciętny Polak, aby zarobić tyle, ile pobiera co miesiąc prezes, musi pracować kilkanaście lat. /AFP
Przeciętny Polak, aby zarobić tyle, ile pobiera co miesiąc prezes, musi pracować kilkanaście lat.
/AFP
Żyć nie umierać. Prezesi i ich zastępcy w spółkach giełdowych w kryzysowym 2008 roku pobrali wynagrodzenia w sumie o 90 mln zł większe niż rok wcześniej. Od 3,3 mln zł do 7,7 mln złotych rocznie zainkasowali menedżerowie z pierwszej dwudziestki najlepiej zarabiających według najnowszego rankingu gazety giełdy "Parkiet".

Stal twardsza od banków, a Polacy od brygad Marriotta

Prezes Stalproduktu Piotr Janeczek zarobił w ub.r. 7 mln 733 tys. zł. Może zarabiać dalej, bo pozostał na swoim stanowisku, w odróżnieniu od odwołanego już Sławomira Lachowskiego z BRE Banku (do tego czasu pobierał 6,95 mln zł rocznie). Wbrew stereotypowi, że najlepsze wynagrodzenia inkasują menedżerowie zagraniczni - jedynym ich przedstawicielem w czołówce okazuje się wiceprezes Banku Pekao Luigi Lovaglio (6,1 mln zł). Po nim jednak następują: Wojciech Heydel z Orlenu (5,7 mln zł), Józef Wancer z Banku BPH (niecałe 5,7 mln zł) oraz odpowiednio prezes i wiceprezes krakowskiego IDM SA Grzegorz Leszczyński i Rafał Abratański (5,6 oraz 5,5 mln zł). Na dochody następnego w rankingu profesora Janusza Filipiaka (4,9 mln zł) spojrzeć można nieco inaczej, zważywszy, że jako główny udziałowiec komputerowego Comarchu prezesowską pensję w pewnym sensie wypłaca sam sobie. Pierwszą dziesiątkę najlepiej opłacanych menedżerów uzupełniają jeszcze: prezes Cyfrowego Polsatu Dominik Libicki (4,7 mln zł) oraz wiceprezes Banku BPH Mirosław Boniecki (4,6 mln zł). Z kolei prezes Wistilu Marian Kwiecień zarobił w ub.r. 4,6 mln zł, chociaż odzieżowa firma przyniosła przez ten czas straty. Mimo to wyprzedził w rankingu byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, prezesa Banku Pekao (niecałe 4,5 mln zł).

Bankowcy nie okazują się wcale najlepiej uposażeni, skoro ranking zarobków otwiera prezes firmy produkcyjnej, na czwartym miejscu sytuuje się petrochemiczny Orlen, na szóstym i siódmym przedstawiciele domu maklerskiego, na ósmym prezes firmy komputerowej, na dziewiątym - reprezentującego nowe technologie Cyfrowego Polsatu. W pierwszej dziesiątce odnajdujemy czterech bankowców, otwiera ją przedstawiciel przemysłu ciężkiego, co każe zrewidować niektóre, dotyczące transformacji ustrojowej, stereotypy. Podobnie jak mit brygad Marriotta, zagranicznych przybyszy z pięciogwiazdkowych hoteli zarządzających za bajońskie honoraria polskimi przedsiębiorstwami: w pierwszej dziesiątce menedżerskich zarobków znalazło się bowiem miejsce tylko dla jednego cudzoziemca. Rodzimi zarządzający przez 20 lat nauczyli się cenić i twardo negocjować.

Dwa dżipy za miesięczną pensję

Wysokość zarobków brutto prezesa Stalproduktu - 7 mln 733 tys. zł brutto rocznie - przynosi mu na czysto 5,26 mln zł rocznie i oznacza, że co miesiąc pobiera on z kasy na rękę 438 tys. zł. Za te pieniądze w pobliskim Krakowie (siedziba firmy mieści się w Bochni) można na rynku wtórnym nabyć bez kredytu trzypokojowe mieszkanie o powierzchni 65 metrów kw. na osiedlu Prądnik Czerwony (dobra dzielnica) z wyposażoną w sprzęt AGD kuchnią i łazienką. Gdyby zaś prezes okazał się miłośnikiem samochodów terenowych, to z jednej miesięcznej pensji może kupić nawet dwa luksusowe jeepy grand cherokee.

Trzydziesty w rankingu prezes TP SA Maciej Witucki zarobił w ub.r. 2,9 mln zł brutto, co oznacza, że na jego konto co miesiąc wpływały na czysto 164 tys. zł. Za takie pieniądze mógł bez kredytu kupić kawalerkę na obrzeżach Warszawy lub samochód klasy wyższej średniej, jak peugeot 607.

Prezes Netii Mirosław Godlewski, w rankingu "Parkietu" dopiero sześćdziesiąty, zarobił w ub.r. 1,86 mln zł. Z jednej pensji miesięcznej (105 tys. zł na rękę) może kupić dobry samochód klasy średniej, na przykład marki Volvo.

Nie wszyscy wiedzą, za co płacą

Najlepiej płacący swojemu prezesowi Stalprodukt - producent i eksporter wysoko przetworzonych wyrobów ze stali, w tym blach elektrotechnicznych transformatorowych, kształtowników giętych na zimno i barier drogowych - zanotował przynajmniej w ub.r. rzeczywisty zysk (349 mln zł netto). Jednak w tym czasie strata Wistilu sięgnęła 124 mln zł, zaś IDM SA - 103 mln zł. Zarobił wprawdzie były prezes Heydel, ale stracił jego Orlen - i to aż 2,5 mld zł. Rok wcześniej spółka zanotowała 2,4 mld zł zysku. Z pierwszej dwunastki najlepiej uposażonych menedżerów - co trzeci zarządzał firmą, która odnotowała straty.

Szesnaście lat pracy na jedną pensję prezesa

Przeciętny Polak, aby zarobić tyle, ile pobiera co miesiąc prezes Stalproduktu, musi pracować przez... szesnaście lat. Zarabiający średnią krajową (3294 zł 76 gr) pracownik równowartość miesięcznego uposażenia drugiego w tym rankingu byłego szefa BRE Banku osiągnie po czternastu latach.

Czwarty na liście najlepiej wynagradzanych były prezes Orlenu zarabiał miesięcznie 144 razy tyle, co przeciętny polski pracownik - czyli dostawał równowartość dwunastu lat jego pracy. Trudno już mówić o dysproporcjach. To przepaść.

Drożsi od Brożka i Garguły

Jeśli nawet za populistyczne uznać porównanie prezesowskich uposażeń ze średnią krajową - to można zauważyć, że najdrożsi piłkarze polskiej ligi, dwukrotny król strzelców Paweł Brożek oraz Łukasz Garguła z Wisły Kraków zarabiają rocznie brutto 350 tys. euro, czyli w przeliczeniu 1,575 mln zł, co daje miesięcznie na rękę 89 tys. zł. Grają jednak najlepiej, jest ich tylko dwóch, a już z pewnością strat swojemu klubowi nie przysparzają, bo nikt by ich nie trzymał. Gdyby obaj futbolowi wirtuozi zarabiali tyle jako menedżerowie - w rankingu "Parkietu" zajmowaliby odpowiednio 91 i 92 miejsce. Daje to pojęcie o proporcjach wynagrodzeń.

Kiedy przyjdzie opamiętanie

Dopóki zyski i przychody rosły, nikt nie zwracał uwagi na taką pozycję kosztową, jak zarobki zarządu - zauważa Tomasz Brzeziński, sekretarz redakcji "Parkietu". Oczywiście poza pojedynczymi, bulwersującymi kominami płacowymi, których nie dało się uzasadnić wynikami.

- Teraz, gdy doszło do swoistego załamania wyników większości firm, ta dysproporcja staje się widoczna - przyznaje Brzeziński. - Być może właściciele po prostu nie dostosowali płac zarządów do wyników. Mam nadzieję, że w tym roku to nastąpi.

- Do oceny nie można używać wyłącznie suchej kategorii, jak wynik netto - oponuje jednak Dariusz Jarosz, prezes firmy Martis Consulting. - Gdyby nie rezerwy, przeznaczone na litewską rafinerię w Możejkach, wynik Orlenu byłby dużo lepszy. Zawsze też każda ekipa zarządzająca spółką może o sobie powiedzieć, że gdyby na jej miejscu znalazł się ktoś inny, firma poniosłaby większe straty, bo im udało się i tak uniknąć wielu zagrożeń. Pewne procesy można ocenić dopiero z perspektywy czasu. Będziemy się dziwić dopiero, jeśli zarobki zarządów w całym 2009 r. dalej wzrosną, a zyski firm spadną - ocenia.

Część wysokich wynagrodzeń menedżerskich stanowi bonus jeszcze za wyniki z 2007 r., bez porównania lepszego dla całej gospodarki. Ale nie zmienia to ogólnego obrazu. Konkluzja raportu nie jest budująca.

- Mam nadzieję, że przyjdzie opamiętanie i właściciele oraz rady nadzorcze uzależnią wynagrodzenia zarządów od osiąganych wyników, aby nie było tak, że się zarabia czy się stoi, czy się leży - spodziewa się Tomasz Brzeziński. - Często firmy te przechodzą restrukturyzację, bolesną, bo połączoną ze zwolnieniami pracowników, spowodowaną błędami w zarządzaniu. W USA zarządzający często w takiej sytuacji w ogóle rezygnują z pobierania wynagrodzeń, odkładając to do momentu, gdy przedsiębiorstwo wyjdzie wreszcie na prostą.

Kontrola zamiast porsche

Pod wpływem oburzenia opinii publicznej milionowymi bonusami, przyznawanymi zarządzającym, którzy przysporzyli własnym firmom strat a sami sobie kupowali kolejne nowe porsche, w najbogatszych krajach świata dotychczasową epokę egoizmu zastępuje era kontroli. W USA już do 500 tys. dol. rocznie, zaś we Francji do 500 tys. euro administracyjnie ograniczono zarobki menedżerów firm, korzystających z pomocy publicznej w ramach programów ratunkowych. Jeśli przekroczą ustalone bariery - odłączy im się kroplówkę, fundowaną przez podatnika. Największe polskie przedsiębiorstwa nie muszą jeszcze wyciągać ręki po pomoc do państwa. Co nie znaczy, że zarobki ich kadr bez końca wymykać się mogą zasadom zdrowego rozsądku i regułom rynku.

Dobrze zapamiętać te dane, żeby mieć argument w negocjacjach

rozmowa ze Zdzisławem Maszkiewiczem, przewodniczącym Regionu Ziemia Radomska Solidarności

- Co sądzi Pan o danych, z których wynika, że przeciętny Polak potrzebuje kilkunastu lat pracy na to, żeby zarobić równowartość miesięcznej pensji prezesa wielkiej spółki?

- To ogromne, nieprzyzwoite dysproporcje. Zapytałbym tych prezesów, jak dzielą się z tymi, którzy często nie mają na kromkę chleba na drugie śniadanie dla dziecka, bo stracili pracę z tego powodu, że ich zakładami źle zarządzano. Warto znać te dane, o których pan mówi. Trzeba je zapamiętać, żeby mieć argument w negocjacjach, toczonych z pracodawcami. Przy okazji niedawnych konfliktów społecznych wypominano związkowcom, że ich liderzy zarabiają nieco więcej niż dwie średnie krajowe. Zarzucano im to, pomimo że codziennie są odpowiedzialni za przyszłość kilkuset tysięcy pracowników. Tymczasem okazuje się, że minuta przejazdu windą prezesa spółki, która właśnie ponosi straty, jest droższa niż uposażenie związkowca. Doradzałbym prezesom firm, o których mowa, trochę przyzwoitości.

- Czy tylko do niej pozostaje się odwoływać? Wiadomo, że biurokratyczne bariery niczego nie załatwią. Ustawa kominowa obowiązuje tylko w spółkach skarbu państwa. Solidarność godziła się na to, żeby znieść zawarte w niej ograniczenia pod warunkiem, że równocześnie zlikwiduje się pozostałości popiwku, blokujące wzrost płac pracowników.

- W moim regionie upadło wiele zakładów: Łucznik, Pronit, "blaszanka" produkująca kuchnie, ich pracownicy nie otrzymali rekompensaty. Chociaż można było to przeprowadzić tak, jak reformę górnictwa za rządów Jerzego Buzka, żeby pracowników nie zostawić samych sobie. W regionie radomskim dla większości zatrudnionych nawet ta średnia krajowa, do której porównuje się wybujałe uposażenia menedżerów, pozostaje nieosiągalna. Na co dzień istotny dla nich wskaźnik to raczej płaca minimalna. Bo jej pracodawca nie może nie wypłacić, bo byłby ścigany przez prawo. Nie wystarczy tylko odwoływać się do przyzwoitości. Sądzę, że premier Donald Tusk, choć ma przekonania liberalne, będzie zmuszony jakoś zareagować na te bulwersujące dane.

- Jak to zrobić, by nie mnożyć biurokracji, która i tak szkodzi gospodarce?

- Nie jesteśmy jeszcze Ameryką, a Amerykanie dorobili się uczciwą pracą, teraz też ograniczają "kominy" w firmach, które korzystają z państwowych programów antykryzysowych. Być może rozwiązaniem u nas byłoby wprowadzenie - wyłącznie dla nielicznej grupy o najwyższych dochodach - dodatkowej stawki podatkowej. Menedżerowie, którzy zarabiają miliony, gdy ich firmy ponoszą straty, mogliby uniknąć płacenia wysokich podatków tylko wówczas, gdyby finansowali programy dobroczynne. Przekazali pieniądze dla Caritas, na obiady dla biednych, leczenie ciężko chorych dzieci. Dzisiaj przyszedł do mnie emeryt. Wystąpił wcześniej o sanatorium. NFZ mu odmówił, a od urzędników usłyszał, że nie warto, bo jest już po drugiej stronie. Takie są realne problemy ludzi, dlatego zajęci nimi, nie zawsze znajdujemy czas, żeby przeczytać prasę biznesową, zamieszczającą rankingi najbogatszych menedżerów. Ale powtarzam, że warto je znać i posłużyć się nimi jako argumentem w rozmowach. Zbyt często poznajemy to bowiem z drugiej strony: gdy trzeba już naprawiać to, co tak hojnie wynagradzany prezes właśnie zepsuł... W czasach kryzysu szczególnie potrzeba uczciwości i przyzwoitości.

Łukasz Perzyna

Reklama

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:zarobki | brzeziński | firmy
POLECANE zwiń