Oto najbardziej absurdalne sposoby zarabiania pieniędzy

Czwartek, 15 października 2015 (06:00)

Jedzenie przed internetową kamerką? Handel wirtualnymi przedmiotami? Testowanie łóżek? Opisane poniżej historie pokazują, że w dzisiejszym świecie możemy zarobić pieniądze niemal na wszystkim, a jedyną barierą, która może stanąć na drodze do fortuny, jest wyobraźnia.

Zdjęcie

Niektóre firmy, zajmujące się produkcją i sprzedażą łóżek, zatrudniają profesjonalnych testerów, których zadaniem jest ocenienie poziomu komfortu i wygody związanego z odpoczynkiem na wybranym materacu /123RF/PICSEL
Niektóre firmy, zajmujące się produkcją i sprzedażą łóżek, zatrudniają profesjonalnych testerów, których zadaniem jest ocenienie poziomu komfortu i wygody związanego z odpoczynkiem na wybranym materacu
/123RF/PICSEL

1500 dolarów za jedzenie przed internetową kamerką

Czy słyszeliście kiedyś o "mukbang"? Nie, to nie jedna z odmian sudoku, a nowy południowokoreański internetowy fenomen. Nazwa "mukbang" powstała z połączenia dwóch słów - "jedzenie" oraz "transmisja".

Okazuje się, że Koreańczycy uwielbiają oglądać osoby, które spożywają przygotowane przez siebie potrawy.

Reklama

Przekonał się o tym 14-letni Patoo, który każdego wieczora zasiada przed internetową kamerką i na oczach tysięcy internautów delektuje się koreańskimi przysmakami.

Widzowie mogą wynagradzać Patoo tzw. żetonami, które chłopiec wymienia następnie na realne pieniądze. Podczas jednego kulinarnego wieczoru udaje mu się zarobić nawet 1500 dolarów.

Profesjonalny śpioch

Spanie to jedna z najprzyjemniejszych czynności, jaką tylko możemy sobie wyobrazić. Czy na "wpadaniu w objęcia Morfeusza” można również zarobić? Zdecydowanie tak. Niektóre firmy, zajmujące się produkcją i sprzedażą łóżek, zatrudniają profesjonalnych testerów, których zadaniem jest ocenienie poziomu komfortu i wygody związanego z odpoczynkiem na wybranym materacu.

W 2013 roku jeden z fińskich hoteli opublikował nawet ofertę pracy dla profesjonalnego śpiocha, który miał przetestować każdy z 35 hotelowych pokoi. Na ogłoszenie odpowiedziało ponad 600 osób.

Handel wirtualnym przedmiotami

O rosnącej popularności gier online nikogo przekonywać nie trzeba. Takie tytuły jak "World of Warcraft", "Dota" czy też "Team Fortress" przyciągają dziś przed ekrany komputerów miliony graczy na całym świecie. Okazuje się, że w wirtualnym świecie można zarobić jak najbardziej realne pieniądze.

Nie chodzi tu jedynie o możliwość uczestnictwa w coraz popularniejszych e-sportowych turniejach, ale również o tzw. farming, czyli handel złotem i przedmiotami zgromadzonymi w grach online. Ceny oryginalnych i rzadko spotykanych wirtualnych dóbr osiągają na internetowych aukcjach zawrotne ceny rzędu kilku, a nawet kilkunastu tysięcy dolarów. Z danych Banku Światowego wynika, że tylko w 2009 roku rynek wirtualnego handlu był wart ok. 3 miliardy dolarów.

Handel włosami

Przedłużanie i doczepianie włosów to jedna z najpopularniejszych usług fryzjerskich na świecie. Nie dziwi fakt, że popyt na naturalne włosy (czyli takie, których nie poddano farbowaniu) jest dziś większy niż kiedykolwiek wcześniej.

Główne szlaki handlu tym "towarem" wiodą z Rosji i Indii do Stanów Zjednoczonych. Niestety proceder ten jest nieodłącznie związany z problemem ubóstwa: Kobiety z biedniejszych społeczeństw są często zmuszone do zapuszczania długich włosów, które następnie trafiają na sprzedaż.

W 2008 roku brytyjska telewizja wyemitowała film dokumentalny obnażający nadużycia, których dopuszczają się handlarze włosami.

Chodząca reklama

W 2005 roku Amerykanin Jason Sadler postanowił przekonać wybrane firmy do płacenia mu za noszenie koszulek z ich logiem. W ramach umowy Sadler miał również rozmawiać z napotkanymi ludźmi i przekonywać ich o jakości produktów i usług reklamowanego przedsiębiorstwa.

Pomysł absurdalny i skazany na porażkę? Nic bardziej mylnego. Zainteresowanie koszulkowym biznesem Sadlera było tak duże, że w krótkim czasie musiał on zatrudnić kilku osób, które przywdziewały firmowe t-shirty. Dziś Jason Sadler zarabia ponad 500 tysięcy dolarów rocznie.

Królowa kartonów

Zhang Yin jest jedną z najbogatszych kobiet na świecie, dysponującą majątkiem wartym ponad 4,4 mld dolarów. W przeciwieństwie do innych businesswoman, Zhang Yin nie zdobyła swojej wielkiej fortuny w świecie mediów, mody czy też sztuki.

Wielki sukces zawdzięcza... kartonom. W 1994 roku, dysponując 3,8 tys. dolarów gotówki, Yin założyła firmę Nine Dragons Paper Holdings. Jej pomysł był prosty: Chiny stawały się wówczas jednym z największych eksporterów na świecie.

Większość sprzedawanych na Zachód produktów pakowana była w papierowe kartony. Dlaczego by więc nie założyć firmy zajmującej się handlem kartonami? Swój biznes Zhang Yin rozpoczęła od skupowania zużytego papieru, który następnie był poddawany recyklingowi i przerabiany na kartony. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, a Nine Dragon Paper w krótkim czasie stała się jedną z największych firm papierniczych na Chinach.

Profesjonalny żałobnik

Zawód profesjonalnego żałobnika cieszy się dużą popularnością w Afryce, gdzie jest ściśle związany z uwarunkowaniami kulturalnymi. Czym zajmuje się taka osoba? Jej zadaniem jest opłakiwanie zmarłego podczas pogrzebu tak, aby stworzyć wrażenie, że była ta osoba niezwykle ważna, kochana i ceniona przez lokalną społeczność.

W krajach Zachodu profesjonalni żałobnicy to wciąż dość egzotyczny koncept. Wkrótce może się to jednak zmienić. Całkiem niedawno Brytyjczyk Ian Robertson stworzył internetową firmę "Rent A Mourner", która umożliwia klientom wynajmowanie żałobników na pogrzeby.

Śmierć na życzenie

To zdecydowanie jeden z najbardziej przerażających pomysłów na biznes. Chodzi o powstające na całym świecie kliniki, które umożliwiają pacjentom poddanie się zabiegowi eutanazji. Jednym z największych rzeczników eutanazji był Jack Kevorkian, amerykański patolog, który miał uczestniczyć przy co najmniej 130 zabiegach eutanazji. To właśnie jemu przypisuje się słynne powiedzenie "Dying is not a crime" ("Umieranie to nie zbrodnia").

Dziś kontrowersyjne poglądy Kevorkiana zyskują coraz więcej zwolenników. Jedną z najsłynniejszych na świecie organizacji oferujących swoim klientom "śmiertelne zastrzyki" jest szwajcarski Dignitas. Według prezesa organizacji, Dignitas pobiera od swoich klientów 4000 euro za przygotowania i asystę w samobójstwie. Z takiego zabiegu w Szwajcarii miało skorzystać już ponad 1000 pacjentów.

Sprzedaj swoje nazwisko

Amerykanin Jason Sadler (ten sam, który stworzył koszulkowy biznes) umieścił w internecie ogłoszenie, w którym zaoferował wybranej firmie sprzedaż swojego nazwiska. Zwycięzcą aukcji okazała się firma Headsets.com, która zapłaciła Sadlerowi 45 tysięcy dolarów.

Amerykanin zobowiązał się zarówno do prawnej zmiany swojego nazwiska, jak również do edycji swojego profilu w serwisach Twitter i Facebook oraz wykupienia domeny ze swoim nowym nazwiskiem, gdzie ma prowadzić blog poświęcony swojemu marketingowemu eksperymentowi.

Daniel Maikowski

14 października 2015

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Forsal.pl
Więcej na temat:zarabianie
POLECANE zwiń