"Nie strajkowaliśmy ze strachu"

Sobota, 9 czerwca 2007 (08:46)

Już wiadomo, dlaczego czwartkowy strajk włoski pracowników supermarketów nie wypalił - pisze "Dziennik". Pracownikom grożono wyrzuceniem z pracy, demonstracyjnie fotografowano ich i obserwowano, jak pracują.

Zdjęcie

/AFP
/AFP
Niektórych "kupiono" obietnicą ekstra premii, jeśli będą uwijać się jak w ukropie.

Jan Dopierała, sekretarz sekcji krajowej pracowników handlu "Solidarności", na co dzień pracownik bydgoskiego Reala, dostawał sygnały z różnych części kraju, jakimi metodami pracodawcy "przekonywali" pracowników, by ci odpuścili sobie strajk. Metody były różne, ale cel jeden: wprowadzenie atmosfery strachu.

Reklama

"Zadzwoniła na przykład kobieta z hipermarketu w południowej Polsce. Nie tylko w Boże Ciało, ale i w piątek jej szef biegał po sklepie, wrzeszcząc i wyzywając kasjerki. Ta sprawa pewnie skończy się w prokuraturze" - opowiada.

W Szczecinie kasjerek nie spuszczano z oka. "Nawet pani dyrektor siedziała na ławeczce i je obserwowała. W pewnej chwili podeszła do jednej i oświadczyła, że jak ta skończy obsługiwać klienta, to może pakować manatki"- opowiada przewodniczący związku zawodowego w szczecińskim Realu.

Dyrektorzy wielu marketów posadzili w kasach wynajętych pracowników zewnętrznych firm. Presja psychiczna wywierana na ludzi była wręcz nie do zniesienia. W Realu na warszawskim Ursynowie kasjerkom zapowiedziano, że w gotowości czekają wynajęci studenci, aby zastąpić je przy obsłudze klienta.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

PAP/Dziennik
Więcej na temat:strajk
POLECANE zwiń