Henryk Kowalczyk (PiS): Po zmianach w ustawie emerytury będą niższe o 10-30 procent

Środa, 9 grudnia 2015 (14:17)
Aktualizacja: Środa, 9 grudnia 2015 (14:51)

- Nasze przyszłe emerytury będą niższe od 10 do 30 procent. Taki będzie skutek obniżenia wieku emerytalnego - przyznaje szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, Henryk Kowalczyk. Na Wiejskiej za chwilę ruszają prace nad prezydenckim projektem zmian w ustawie o wieku emerytalnym.

Zdjęcie

Henryk Kowalczyk, minister w kancelarii premiera i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów /Andrzej Iwańczuk /Reporter
Henryk Kowalczyk, minister w kancelarii premiera i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów
/Andrzej Iwańczuk /Reporter
Jarosław Zieliński: Cofnęliśmy decyzje o wyższych dodatkach dla szefów służb mundurowych

Cofnęliśmy decyzje o wyższych dodatkach dla kierownictwa służb - powiedział wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński. O wyższych dodatkach i nagrodach zdecydowała odchodząca minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska. czytaj więcej

Tak duża różnica w wysokości świadczeń wynika z rachunku matematycznego - na emeryturę w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych oszczędzamy całe życie, ważne więc, czy to, co uzbieramy, podzielimy przez średnio 17 lat dalszego życia na emeryturze - tak jak to jest teraz - czy przez 24 - tak jak po planowanych zmianach będą mieć kobiety.

- Te różnice sięgają około 10-30 proc. ale to dopiero za lat kilkanaście - twierdzi minister Kowalczyk.

Reklama

Przypomnijmy - PiS chce obniżyć wiek emerytalny z 67 lat dla wszystkich do 65 dla mężczyzn i 60 dla kobiet.

Projekt ustawy w tej sprawie złożył prezydent Andrzej Duda.

Krzysztof Berenda, RMF

Więcej informacji ekonomicznych na RMF24.pl

- - - - -
Posłowie zajmują się prezydenckim projektem ustawy przywracającym poprzedni wiek emerytalny. Zakłada on powrót do wcześniejszego pobierania świadczeń emerytalno-rentowych: w przypadku kobiet to 60 lat, mężczyzn - 65 lat.
Ekonomista Dariusz Woźniak z Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu uważa, że nie stać nas na takie rozwiązanie. - Będzie więcej osób, które będą pobierać świadczenia, a mniej tych, którzy będą dokładać się do wspólnej puli. Stąd deficyt, który teraz mamy w ubezpieczeniach społecznych będzie się pogłębiać -podkreśla. Zdaniem eksperta, system emerytalny wymaga gruntownej reformy, przesunięcia dotyczące wieku emerytalnego nie rozwiązują problemu.
Ekonomista dodaje, że nie warto tylko liczyć w tym zakresie na pomoc państwa i trzeba zacząć oszczędzać na swoją przyszłość od najmłodszych lat.
godnie z obowiązującym prawem, wiek emerytalny kobiet i mężczyzn jest stopniowo zrównywany. Mężczyźni przechodziliby na emeryturę w wieku 67 lat w roku 2020, kobiety zaś - w 2040.

Doradca zarządu Konfederacji Lewiatan Jeremi Mordasewicz podkreśla w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową, że przyjęcie projektu i odejście od stopniowego podwyższania wieku emerytalnego będzie oznaczać niższe emerytury dla wszystkich. Najbardziej pokrzywdzone będą kobiety. 

Wysokość emerytury jest teraz uzależniona od tego, ile wpłaciliśmy składek oraz dalszego oczekiwanego okresu życia. To zaś oznacza, że kobieta, która przejdzie na emeryturę w wieku 60 lat i otrzyma na przykład 1000 złotych, odchodząc na emeryturę w wieku 65 lat uzyskałaby ponad 1500 złotych - tłumaczy Jeremi Mordasewicz. Przy powrocie do emerytury w wieku 60 lat, kobieta straci. 

Zdjęcie

Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewaiatan /Newseria Biznes
Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewaiatan
/Newseria Biznes

Doradca zarządu Konfederacji Lewiatan zwrócił uwagę, że niższy wiek emerytalny kobiet oznacza też wypychanie ich z rynku pracy. Polacy żyją coraz dłużej i powrót do poprzedniego wieku emerytalnego będzie również oznaczał katastrofę w systemie ubezpieczeń społecznych. Osoby pracujące będą musiały płacić wyższe składki, by było z czego wypłacać świadczenia dla rosnącej rzeszy emerytów. Według przedsiębiorców z Lewiatana, podwyższenie opodatkowania pracujących zmniejszy ich dochody i wzmocni motywację do emigracji.
O ile projekt obniżenia wieku emerytalnego nie podoba się wielu ekspertom, to popierają go związki zawodowe. Szef OPZZ Jan Guz podkreślił jednak w rozmowie z IAR, że samo obniżenie wieku emerytalnego nie zaspokaja jeszcze oczekiwań społecznych. Te oczekiwania to uzależnienie możliwości przejścia na emeryturę od stażu pracy czyli okresu płacenia składek ubezpieczeniowych. Dodał, że nie może być tak, że ktoś pracował 20 lat i może przejść na emeryturę, a inny pracował 40 lat, ale nie osiągnął jeszcze wieku emerytalnego, więc emerytura mu się nie należy.
Projekt dotyczący możliwości przechodzenia na emeryturę po 40 latach pracy złożyli posłowie PSL, ale Sejm odrzucił go już w pierwszym czytaniu.
Zgodnie z obowiązującym prawem, wiek emerytalny kobiet i mężczyzn jest stopniowo zrównywany. Mężczyźni przechodziliby na emeryturę w wieku 67 lat w roku 2020 kobiety zaś - w 2040. (IAR) 

- - - -

Nowoczesna wnioskuje o odrzucenie w pierwszym czytaniu prezydenckiego projektu ws. obniżenia wieku emerytalnego; według Kukiz'15 zmiana spowoduje "kataklizm systemu", PSL zapowiada wniesienie do projektu poprawek dot. przechodzenia na emeryturę po 40 latach pracy.

W środę w Sejmie trwa pierwsze czytanie prezydenckiego projektu o przywróceniu wieku emerytalnego: 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Mniejsze kluby opozycyjne wypowiedziały się krytycznie o projekcie.

- Wasze działania, polegające na obniżaniu wieku emerytalnego, nie są żadną prawdziwą reformą systemu. W ten sposób nie dacie rady naprawić państwa - przekonywał Jakub Kulesza z Kukiz'15; według niego działania te doprowadzą do "krachu systemu, kataklizmu systemu" w wymiarze "politycznym, ekonomicznym i społecznym". Jego partyjny kolega Krzysztof Sitarski, który także przedstawiał stanowisko Kukiz'15, argumentował z kolei, że przechodzenie na emeryturę powinno być powiązane ze stażem pracy i okresem składkowym, mimo że pod koniec listopada jego klub głosował w większości przeciwko projektowi klubu PSL, przewidującemu takie właśnie zmiany. 

Zdecydowanie przeciwny propozycjom prezydenckiego projektu był także Ryszard Petru, przedstawiający stanowisko Nowoczesnej. Klub ten złożył wniosek o odrzucenie propozycji prezydenta w pierwszym czytaniu. 

Zdjęcie

Ryszard Petru, lider Nowoczesnej /PAP
Ryszard Petru, lider Nowoczesnej
/PAP

- Ten projekt jest niedobry dla Polaków, niedobry dla przyszłych pokoleń i bardzo niekorzystny dla kobiet. Obniżacie emerytury kobietom o ponad 1500 zł - uzasadniał Petru. 

- Obniżając wiek emerytalny, skazujecie kobiety na bardzo niskie emerytury, rzędu 900-1000 zł. I to jest smutna prawda. Pani minister (Anna Surówka-Pasek, która przedstawiała projekt posłom - PAP) mówiła, że jeżeli kobiety będą chciały dłużej pracować, to będą mogły. (...) Rzeczywistość jest taka, że często pracodawcy wypychają kobiety na emeryturę w wieku 60 lat. To jest masowe - wskazał szef Nowoczesnej.

Z kolei klub PSL zapowiedział, że opowie się za dalszymi pracami w komisji nad projektem i nie złoży wniosku o jego odrzucenie, mimo że projekt ludowców, przewidujący przechodzenie na emeryturę po 40 latach stażu pracy, został w taki właśnie sposób potraktowany pod koniec listopada. 

- Projekt PSL był procedowany przez około półtorej godziny w Wysokiej Izbie, szkoda, że te projekty nie mogły się spotkać - mówił Władysław Kosiniak-Kamysz, przedstawiając stanowisko ludowców. Podkreślił jednak, że PSL nie pozwoli wyrzucić swojego projektu "do niszczarki" i będzie zgłaszało odpowiednie poprawki, uwzględniające staż pracy, podczas prac w komisji. 

- Projekt 40 lat stażu pracy jest dużo lepszy niż to, co dzisiaj przedstawia Kancelaria Prezydenta. On daje wolność wyboru i uzależnia prawo przejścia na emeryturę od zgromadzonych składek. To niewątpliwie wpływa na wysokość emerytury - uzasadniał. (PAP) 

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:emerytura | wiek emerytalny | Polska
POLECANE zwiń