Delegowanie pracowników: Firmy za minimalną, a nie średnią płacą

Środa, 26 kwietnia (06:00)

Nasi europosłowie domagają się ustępstw w zasadach delegowania pracowników. Na razie trwa zażarta dyskusja.

Zdjęcie

Trwa batalia o prawa pracowników delegowanych /123RF/PICSEL
Trwa batalia o prawa pracowników delegowanych
/123RF/PICSEL

Nie ma szans na odrzucenie projektu nowelizacji zmian w dyrektywie o delegowaniu pracowników, który zaproponowała Komisja Europejska (KE). Dlatego polscy europosłowie zabiegają o złagodzenie niekorzystnych dla naszych firm regulacji.

Miliardowe straty

Projekt zaproponowany przez KE zakłada m.in. wprowadzenie "równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu". Oznacza to, że polski pracownik, który wyjedzie do pracy np. do Francji na kilka miesięcy, będzie musiał mieć wypłacaną taką samą pensję, która przysługuje lokalnym pracownikom. Będą mu przysługiwały wszystkie dodatki (np. za sprzęt, dojazdy, pracę w złych warunkach, święta itd.). Obecnie ma zagwarantowaną jedynie płacę minimalną.

Reklama

Praca w Niemczech? Tak, ale tylko na zachodzie kraju

Przeciętne wynagrodzenie w Polsce w sektorze przedsiębiorstw sięga 4,5 tys. zł miesięcznie (brutto), a wielu Polaków marzy o znalezieniu dobrze płatnego zajęcia za granicą. Przekonanie o łatwych zarobkach na obczyźnie (będących wielokrotnością polskich pensji) może zderzyć się w zaskakującą... czytaj więcej

Zdaniem Komisji Europejskiej z uwagi na to, że firmy wysyłające muszą przestrzegać tylko minimalnej stawki pensji w kraju, w którym wykonywana jest praca, prowadzi to do znacznych różnic w wynagrodzeniu pracowników oddelegowanych i lokalnych, zwłaszcza tam, gdzie poziom płac jest stosunkowo wysoki. W niektórych sektorach i niektórych krajach UE pracownicy delegowani zarabiają aż o 50 proc. mniej niż pracownicy miejscowi.Jednak zarówno polscy pracodawcy, jak i nasz rząd twierdzą, że rozwiązanie polegające na zrównaniu wynagrodzeń, proponowane przez KE, jest nie do przyjęcia.

Nowelizacja dyrektywy o delegowaniu pracowników w kształcie przedłożonym przez Komisję Europejską uderzy w polskich pracowników, firmy i gospodarkę - uważa Stefan Schwarz, prezes Inicjatywy Mobilności Pracy (IMP). Jego zdaniem delegowanie z Polski do innych krajów UE stanie się mniej opłacalne, polskie firmy stracą kontrakty, pracownicy pracę, a budżet państwa - składki.

- Wyliczyliśmy, że z tytułu delegowania pracowników trafia do ZUS 5 mld zł - wskazuje Stefan Szwarz.

Polscy europosłowie, m.in. Danuta Jazłowiecka, domagają się całkowitego odrzucenia projektu zaproponowanego przez KE, ale obecna sytuacja polityczna nie pozwala na realizację takiego scenariusza. Dlatego starają się chociaż zmienić projekt Komisji tak, aby nie uderzył w nasze firmy delegujące. Zaproponowali poprawki, które mają chronić pracowników delegowanych, nie utrudniając przy tym nadmiernie prowadzenia działalności ich pracodawcom.

Utrzymanie minimum

Jedna z przedłożonych poprawek zakłada utrzymanie minimalnych stawek wynagrodzenia ale wraz z listą dodatków, które uzupełniałyby obowiązek świadczeń na rzecz pracownika po stronie pracodawcy. Ponadto europosłowie domagają się też dodania zapisu o niedublowaniu się dodatków przysługujących pracownikowi delegowanemu w państwie wysyłającym oraz przyjmującym.Firmy popierają tę propozycję.

- Najważniejsze, że punktem wyjścia dla ustalania pensji pracownika, zgodnie z poprawką poseł Danuty Jałowieckiej, ma być nadal minimalna, a nie średnia stawka wynagrodzenia. Do tego można by skonstruować listę dodatków, które powinny mu przysługiwać za granicą. Ten kierunek zmian jest zgodny z wizją pracodawców - mówi Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Co na to związkowcy?

- Nasze stanowisko jest jasne - równa płaca za taką samą pracę bez względu na narodowość. Nie ma powodu, aby wynagrodzenie dla pracownika miało być inne z uwagi na to, z jakiego kraju pochodzi. To dyskryminacja. Francuz i Polak wykonujący te same obowiązki w tym samym kraju powinni mieć zagwarantowane takie same zarobki. Zatem ta poprawka nie uzyska naszego poparcia. Popieramy projekt w kształcie przygotowanym przez KE - mówi Paweł Śmigielski, dyrektor wydziału prawno-interwencyjnego z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.Ponadto zgodnie z projektem KE wprowadzone zostałoby ograniczenie w delegowaniu pracowników do 24 miesięcy. Jeżeli okres przekroczy dwa lata, stosowane mają być warunki zgodne z prawem pracy przyjmującego państwa członkowskiego, o ile jest to z korzyścią dla pracownika delegowanego.

Polscy europosłowie domagają się jednak doprecyzowania konsekwencji prawnych w przypadku przekroczenia tego okresu. Chcą też zmian, które pozwolą chronić firmy. Przykładowo, wprowadzenia zapisu, który uniemożliwiłby wyciągnięcie negatywnych konsekwencji wobec przedsiębiorców, jeśli ci zapłacili pracownikowi całkowitą należną mu kwotę, ale np. pomylili się w poszczególnych wyliczeniach, nie znając precyzyjnie sposobu wyliczeń składowych wynagrodzenia państwa przyjmującego.

Europosłowie domagają się także pilnego doprecyzowania, które formy transportu są objęte dyrektywą o delegowaniu pracowników, a które nie, i wyłączenia spod niej tranzytu, transportu międzynarodowego oraz kabotażu.

Czas na zmiany

Te poprawki to próba poszukiwania konsensusu między skrajnie niekorzystną dla nas propozycją Komisji Europejskiej a możliwościami pracodawców. Zobaczymy, które z nich zostaną przyjęte - komentuje Robert Lisicki.Teraz nad poprawkami pracuje komisja zatrudnienia PE.

- Łącznie do projektu zmian w dyrektywie o delegowaniu pracowników zostały złożone 523 poprawki. Są one różnej treści, niektóre nawet abstrakcyjne, np. zakładające całkowite uchylenie dyrektywy o delegowaniu - mówi Marcin Kiełbasa z IMP.

Jeżeli komisja zatrudnienia zdąży zakończyć prace nad projektem w ciągu kilku najbliższych miesięcy, jego poprawiona wersja zostanie zaprezentowana na posiedzeniu plenarnym Parlamentu Europejskiego jeszcze w połowie lipca.

Urszula Mirowska-Łoskot, 25.04.2017

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Dziennik Gazeta Prawna
POLECANE zwiń