Budżetówka poczuła zapach pieniędzy. Wszyscy domagają się podwyżek

Wtorek, 1 sierpnia (06:00)

Pracownicy służby cywilnej, ale też sądownictwa, żołnierze oraz nauczyciele - wszyscy oni domagają się podwyżek. Gdyby rząd zdecydował się spełnić ich postulaty, musiałby przeznaczyć na ten cel całą nadwyżkę budżetową.

Zdjęcie

Polacy chcą więcej zarabiać /123RF/PICSEL
Polacy chcą więcej zarabiać
/123RF/PICSEL

Po pierwszej połowie 2017 r. nasz budżet ma 5,9 mld zł nadwyżki. To efekt działań podjętych przez resort wicepremiera Mateusza Morawieckiego związanych m.in. z uszczelnieniem systemu poboru VAT.

Dobre informacje gospodarcze zaktywizowały związki zawodowe w żądaniach płacowych. Jak podkreślają, zamrożenie wzrostu kwoty bazowej wynagrodzeń dla budżetówki trwa już 8 lat i czas najwyższy to zmienić.

Reklama

MRPiPS proponuje 2,1 tys. zł płacy minimalnej

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w opublikowanym w czwartek projekcie rozporządzenia proponuje wzrost płacy minimalnej do 2,1 tys. zł i 13,7 zł minimalnej stawki godzinowej oraz liczy na wzrost dochodów sektora finansów publicznych i dochodów rozporządzalnych gospodarstw domowych... czytaj więcej

Inne cele niż podwyżki

Międzyzakładowa Organizacja Związkowa NSZZ "Solidarność" Pracowników Sądownictwa wysłała właśnie pismo do premiera, ministra finansów i ministra sprawiedliwości z żądaniem odmrożenia płac.
- Nie akceptujemy sytuacji, w której zarobki pracowników sądów nie są zmieniane od lat, podczas gdy sytuacja gospodarcza kraju poprawia się- apeluje Marcin Puźniak, pełnomocnik wspomnianej organizacji związkowej. - Domagamy się sprawiedliwego podziału efektów wzrostu - dodaje. Ostrzega, że w przeciwnym razie pracownicy sądów w adekwatny sposób do sytuacji okażą swoje niezadowolenie.To niejedyne żądania podwyżek. Z podobnym postulatem wystąpiły organizacje, które zrzeszają m.in. członków korpusu służby cywilnej. Tam podwyżek nie było od 2009 r. W tym roku wzrósł tylko fundusz wynagrodzeń o wskaźnik inflacji, czyli o 1,3 proc. (rok wcześniej o 6 proc.). Problem w tym, że nie przełożyło się to na wyraźny wzrost płac. Poprawę odczuła tylko część urzędników. Najczęściej na kierowniczych stanowiskach, a nie na szczeblu szeregowym. Dlatego dla związkowców zabieg ze wzrostem samego funduszu wynagrodzeń to za mało. - Dyrektorzy mogą takie pieniądze równie dobrze przeznaczyć np. na dodatkowe etaty, a nie płace - tłumaczy Rober Barabasz, przewodniczący związku zawodowego Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego.

Związkowcy chcą więc odmrożenia kwoty bazowej. To bowiem oznacza automatyzm podwyżek - dostają je wszyscy, niezależnie od zaangażowania w pracę i zajmowanego stanowiska.

Lista oczekujących

Spełnienie postulatu tylko działaczy służby cywilnej to dodatkowy koszt dla budżetu w wysokości 1,2 mld zł. A w kolejce po dodatkowe pieniądze ustawiają się kolejne grupy zawodowe.

- Mamy nadzieje, że przy obecnie dobrej sytuacji ekonomicznej znajdą się pieniądze na 10 proc. wzrost pensji dla nauczycieli od stycznia 2018 r. - mówi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. I szacuje, że spełnienie tego żądania kosztowałoby budżet 4 mld zł. Rząd ma plany podwyżkowe wobec nauczycieli, ale ich realizacja ma być rozłożona w czasie (3 lata). To natomiast nie satysfakcjonuje samych zainteresowanych.

Walki o wzrost wynagrodzenia nie odpuszczają również żołnierze. Już dwukrotnie występowali w tej sprawie do ministra obrony narodowej. Obecnie ich średnie uposażenie wynosi 3,20 proc. kwoty bazowej (ta też nie jest zmieniana w budżecie, ale za to podwyższany jest mnożnik). - Zaproponowaliśmy ministrowi Macierewiczowi, aby mnożnik wzrósł do 3,40 proc. kwoty bazowej. Na razie sprawa jest w toku - mówi kmdr Wiesław Banaszewski, przewodniczący Konwentu Dziekanów Korpusu Oficerów Zawodowych.

Rząd przyjął taką propozycję, to musiałby przeznaczyć na ten cel około 280 mln zł. W efekcie żołnierskie uposażenie wzrosłoby o 280 zł miesięcznie. 


Skończyć z automatyzmem

Co do zasady w armii i wśród nauczycieli jeśli zapada decyzja o podwyżkach, to praktycznie wszyscy dostają identyczne według zajmowanych stopni (w przypadku żołnierzy) i awansów zawodowych (dotyczy nauczycieli). Tylko w stosunku do urzędników rządowych taki automatyzm nie działa. - I dobrze, bo nie żyjemy w socjalizmie. Póki nie zostanie zreformowana administracja, to nie należy tam podwyższać wynagrodzeń. W pierwszej kolejności trzeba zredukować liczbę urzędników, tam gdzie jest ich za dużo i dopiero wtedy dać dodatkowe pieniądze tym, którzy słabo zarabiają - mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert Lewiatana. I studzi zapędy związkowców podkreślając, że mimo odnotowania nadwyżki budżetowej teraz, to pod koniec roku i tak będziemy mieli do czynienia z deficytem.

Artur Radwan, 31.07.2017

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Dziennik Gazeta Prawna
POLECANE zwiń