Blog, moja praca

Niedziela, 1 września 2013 (05:00)

Żebracy, ciułacze, gwiazdy niszy, zawodowcy - polscy blogerzy na różne sposoby robią biznes w sieci.

Zdjęcie

Blogerzy o swoich zarobkach mówią niechętnie. Tylko nieliczni publicznie rzucają kwotami /© Panthermedia
Blogerzy o swoich zarobkach mówią niechętnie. Tylko nieliczni publicznie rzucają kwotami
/© Panthermedia

Na temat zarabiania na blogach przeprowadzono już sporo badań, napisano raporty i teksty. Na większość z nich środowisko reagowało z politowaniem, twierdząc, że autorzy tych badań i raportów nie znają się na tym, o czym piszą, są zazdrośni, bo sami zarabiają mniej, albo czują oddech konkurencji. Jednak nie ma co się oszukiwać, blogi dawno przestały być internetowymi pamiętnikami, a stały się poważnie traktowanym rynkiem z całym ekosystemem. Nic dziwnego, że bardziej interesujące od ich treści jest właśnie to, jak ich autorom udaje się ze swojej twórczości wyciągnąć pieniądze.

- Oczywiście spora część krążących po rynku opowieści o ogromnych kontraktach, jakie z blogerami podpisują firmy, jest rozdmuchana, nie oznacza to jednak, że oni nie zarabiają. Ani że reklamodawcy nie widzą tu dla siebie pola do popisu - mówi Anita Wojtaś-Jakubowska, Social Media Team Director z agencji Think Konga, która pośredniczy w wielu takich umowach.

Reklama

Nie dotyczy to zresztą wyłącznie blogów, bo to nie tylko tradycyjne serwisy pisane. Dziś blogerzy równie aktywnie do kontaktów z odbiorcami wykorzystują vlogi (videoblogi), YouTube, fanpage na Facebooku i Instagramie, konta na Twitterze czy Google+. I wszystkie te kanały wspólnie działają jak coraz lepiej naoliwiona maszynka do robienia pieniędzy. Zarabiają twórcy, zarabiają reklamodawcy i marketerzy. Ile? Chyba nie ma większego sensu przerzucać się cyframi, bo wszystkie, które pojawiają się w tym temacie, są spekulacjami.

Pytana o skalę zarobków blogerów Wojtaś-Jakubowska studzi emocje. Jej zdaniem o większych sumach, czyli takich, które pozwalają żyć z blogowania, może mówić w Polsce zaledwie 20-25 osób. A jedynie 2-3 proc. twórców na swoim blogowaniu i vlogowaniu zarabia, ale tylko okazjonalnie. Dla porównania, jak wylicza Kominek (czyli jeden z najbardziej znanych blogerów, który ze swojej działalności na pewno czerpie zyski, i to całkiem pokaźne), 7 proc. twórców w USA zarabia rocznie od 30 tys. do 100 tys. dol., a 4 proc. wyciąga powyżej 100 tys. dol.

Blogerzy o swoich zarobkach mówią niechętnie. Tylko nieliczni publicznie rzucają kwotami, jak np. Eliza Wydrych, czyli Fashionelka, prowadząca blog modowy, która przyznała otwarcie, że zarabia na nim średnio 11-12 tys. zł miesięcznie.

Większość zachowawczo milczy, twierdząc, że raporty są niedoszacowane. - Blogo- i vlogosfera jest bardzo zróżnicowana, podobnie jak podejście jej uczestników do monetyzacji - mówi Marcin Żukowski, PR manager z agencji interaktywnej Mint Media, pośredniczącej między blogerami a reklamodawcami. - Jednak świadomość, że mogą zarobić, jest coraz większa, choć niekoniecznie większa jest świadomość, jak to robić - dodaje Żukowski.

Blogożebracy

Blog - pasja na pełen etat

3 miliony blogerów, 17 milionów internautów, z czego ponad milion osób deklaruje czytanie blogów praktycznie codziennie. Najnowsze wyniki raportu "Blogerzy w Polsce 2013" nie pozostawiają wątpliwości. Polska blogosfera staje się potężną i wpływową przestrzenią, którą dostrzega coraz... czytaj więcej

Z tą grupą blogerzy nie lubią się identyfikować. Nic dziwnego, bo blogożebracy psują opinię całej społeczności. "Jestem blogerką, zajmuję się tym od niedawna i już na swoim koncie mam kilka współprac z różnymi firmami. Znalazłam Waszą firmę przez przypadek, jeszcze nigdy o niej nie słyszałam. Czy Państwo chcieliby nawiązać współpracę z blogerką? Testuję, promuję i daję recenzje na swoim blogu, w zależności od wymagań firmy" - ten e-mail dostała niewielka firma z branży modowej (pisownia oryginalna).

Blog dziewiętnastoletniej szafiarki, autorki przytoczonej propozycji, obserwuje zaledwie 700 osób. Królują tam "sweet focie" i średnio udane stylizacje samej siebie, podobnie jak u Ms. Blonde, która zamieszcza zdjęcia "z ręki" na tle meblościanki. - Na razie nie ma dużo outfitów (kreacji - red.), ale mogę obiecać, że w najbliższym czasie pojawi się ich masa - zapewnia w e-mailu rozesłanym hurtem do kilkunastu firm.

- Dziewczyna zakłada blog o kosmetykach, prowadzi go ledwie miesiąc i już rozsyła e-maile, domagając się od producentów próbek do recenzji. Niestety wiele osób nadal myśli, że istotą prowadzenia bloga jest opublikowanie kilku wpisów - opowiada Anita Wojtaś-Jakubowska. - I właściwie nie wiadomo, co zrobić z setkami takich próśb. A nuż nie prześle się tego produktu, a ten domorosły krytyk go obsmaruje. I choć jego publikacje nie mają jeszcze szerokiego zasięgu, to takie krytyczne głosy jak jego mają tendencję do rozlewania się po internecie. Marketingowcy wielu firm mają z żebroblogerami naprawdę poważny problem - dodaje Wojtaś-Jakubowska.

Ofertami recenzji produktów, hoteli, restauracji i sprzętu IT biura marketingu oraz właściciele mniejszych i większych przedsiębiorstw są wręcz zasypywani. Także restauratorzy wspominają o rosnącej grupie blogożebraków.

"Piszę z pewną propozycją, może Was zainteresuje. Piszę recenzje i prowadzę wraz z koleżanką profil FB. Chętnie napiszę rzetelną relację z Waszej restauracji oraz wrzucę parę reklamujących postów na profil na FB. W zamian proponuję jednorazową zniżkę dla dwóch osób na kolację - 50 proc. - w celu możliwości zamówienia jak największej ilości rzeczy i zrobienia jak najlepszej relacji" - taką ofertę rozsyła właścicielka bloga Celebrate Your Day, w którym widnieją m.in. recenzje stołecznych knajp.

Wszystkie praktycznie pełne zachwytów i uroczych zdjęć, krytycznych uwag jak na lekarstwo. Jego autorka tłumaczy nam, że blog już zawiesiła, a propozycje zniżek składała tylko restauracjom, w których była wcześniej i wiedziała, że jej się tam podoba. - Jakby nie w zamian za artykuł, ale za np. 50 proc. zniżki na menu, żebyśmy mogły zamówić jak najwięcej rzeczy i zrobić lepszy materiał - tłumaczy się nam w e-mailu.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Jest wielu takich, którym ta taktyka się nie podoba. - Mierzi nas powszechność reklam, a czasem wręcz przekupstwo uskuteczniane przez niektórych blogerów - przyznają Michał Wacław i Łukasz Wasyliszyn, jak sami siebie nazywają "kulinarze" z bloga JedzeniaDoRzeczy.pl, którzy świadomie zrezygnowali z komercjalizacji swojej działalności.

- Przy obecnym zalewie marnej jakości sponsoringu na blogach kulinarnych postanowiliśmy odciąć się od tego nurtu. Na naszym blogu nie znajdziecie reklam - zarzekają się i pokazują drugą stronę medalu. Bo równie nachalni jak blogożebracy potrafią być właściciele restauracji. Kulinarze opisują, jak napisali recenzję z wizyty w jednej z wrocławskich burgerowni. Właściciele poprosili ich o rzetelną recenzję. - Kolacja oczywiście na nasz koszt - zachęcali. Wacław i Wasyliszyn do restauracji poszli jednak na własny rachunek, a że im nie smakowało, restaurację i jej burgery skrytykowali. Jak zareagowali przedstawiciele knajpy, którzy wcześniej zapewniali, że żadnej opinii się nie boją? Nazwali blogerów ignorantami.

Drobni ciułacze

Wojna o talenty Web 2.0 trwa

Pytanie o istnienie pokolenia Y zostało już dawno rozstrzygnięte. Czy tego chcemy, czy nie, wojna o talenty Web 2.0 rozpoczęta. Pojawiło się inne pytanie - jak zarządzać w nowym środowisku pracy? czytaj więcej

W polskim internecie istnieje dziś około 3 mln blogów, ale ponad 90 proc. z nich to strony martwe. Aktywnych jest może około 100 tys., a takich, które naprawdę absorbują czytelników i mają stałych użytkowników - wielokrotnie mniej. Wśród nich około 500 blogów poświęconych jest DIY, czyli zjawisku Do It Yourself.

Blogerzy i vlogerzy robią na drutach i szydełkują, ozdabiają produkty metodą decoupage, szyją ubrania, przerabiają meble, tworzą mozaiki, origami i tysiące innych rzeczy z gatunku "zrób to sam". Kolejnych kilkudziesięciu blogerów recenzuje książki, sztuki teatralne czy filmy. Jeszcze inni opisują perypetie z budową domu, piszą o samochodach, wędkowaniu, rowerach, bieganiu.

Te typowo hobbystyczne blogi i vlogi też nierzadko mają u swoich podstaw pomysł na biznes. Ale bez nachalnego żebrania u producentów, raczej przy okazji, gdy już któraś z firm na taki blog natrafi i zainteresuje się nim. Blogerzy z tej grupy dużą wagę przywiązują do tego, by współpraca z reklamodawcą nie odebrała im wiarygodności.

Łukasz Więcek, autor bloga Majsterkowo.pl, pisze otwarcie, że chętnie przyjąłby wszelkiego rodzaju narzędzia: multiszlifierkę, wkrętarkę, wiertarkę, spawarkę, oscyloskop. - Mam tylko jedno zastrzeżenie, chciałbym uniknąć lokowania produktów kiepskiej jakości. Najważniejsze dla mnie jest zaufanie moich czytelników, dlatego nigdy nie polecę im czegoś, z czego sam bym nie skorzystał. Oczywiście nie muszą to być produkty z najwyższej półki. Wystarczy, że będą niezawodne i solidnie wykonane - tłumaczy potencjalnym reklamodawcom Więcek.

Żukowski z Mint Media przyznaje, że tacy hobbyści częściej ślą konkretne oferty, proponują bartery lub stosunkowo niedrogie propozycje współpracy. - To, czy uda im się trafić na firmę chętną do współpracy, zależy od ich szczęścia, ale są ciekawi dla reklamodawców. I to w dużej części z myślą o nich powstają specjalne agencje czy usługi pośrednictwa między marketerami a blogerami. Duże firmy wolą rozmawiać z profesjonalistami, którzy lepiej rozumieją specyfikę reklamy i marketingu, i za ich pośrednictwem chcą ustalać zasady współpracy z blogerami - dodaje Żukowski.

Drobni blogobiznesmeni też coraz powszechniej dorabiają na YouTube. Szczególnie odkąd w 2011 r. platforma ta uruchomiła w Polsce specjalny program partnerski dla prowadzących w serwisie swoje kanały.

Tomasz Czudowski, odpowiedzialny za rozwój sprzedaży YouTube, tłumaczy: - Można się zgłaszać do nas z propozycją udziału w programie, ale my też wyławiamy wschodzące gwiazdy, szukamy ciekawych, rozwojowych treści. Partnerów można zakwalifikować do dwóch kategorii: niezależnych twórców, którzy sami się do nas zgłaszają, i większych, często globalnych, mających profesjonalne materiały. Tych największych jest w Polsce obecnie kilkunastu, niektórzy skupiają pod sobą wiele mniejszych kanałów. W sumie twórców w naszym programie partnerskim jest już ponad 300 - dodaje Czudowski.

Jedni i drudzy zarabiają na reklamach pokazywanych przed ich nagraniami, a na taką możliwość zgadza się coraz więcej prowadzących kanały na YouTube. Z tych reklam trudno jednak uzbierać majątek - jak mówi Czudowski, żyje z tego ledwie kilku polskich vlogerów, a dla kolejnych kilkunastu to w miarę poważny zastrzyk gotówki. Jednak drobnym blogowym ciułaczom przydaje się nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie.

Gwiazdy niszy

Ogromną część wśród tych hobbystycznych drobnych ciułaczy stanowią autorzy blogów modowych i kulinarnych. To szafiarki i kulinarki, bo prowadzą je najczęściej kobiety, najlepiej dziś sobie radzą biznesowo i najczęściej udaje im się wybić na pozycje mikrocelebrytów w obrębie swojej grupy. Dla nich też oferowanych jest już sporo wspomagających biznes usług. Przykładowo portal Durszlak.pl agreguje blogi kulinarne (można tam ich znaleźć już 3800) i pomaga im w poszukiwaniu partnerów reklamowych. Są mniejsze i większe agencje skierowane do szafiarek, jak np. BlogHous, którego udziałowcem do niedawna była Julia Kuczyńska, szerzej znana jako Maffashion.

Jej modowy blog jest w czołówce rankingów, a ona sama uznawana jest za najlepiej zarabiającą szafiarkę w Polsce. Tyle że zrezygnowała niedawno z udziałów w tej firmie, bo zarzucono jej, że czerpie korzyści finansowe z każdej umowy, którą BlogHous podpisze w imieniu innych blogerów. Zresztą blogerskie środowisko bez pardonu wypomniało jej ten zarobek, a echem odbił się komentarz Elizy Wydrych, czyli Fashionelki, która napisała: "Gratuluję Julii. Jest twarzą firmy, która robi blogerów i blogerki w ch...".

- Ostatnie zawirowanie z panią Kuczyńską w naszej firmie wynikało z tego, iż była ona akcjonariuszem mniejszościowym, co było kłopotliwe dla niej i dla firmy. Co więcej, jej prawa własnościowe budziły nieufność wśród blogerów, którzy z powodów ambicjonalnych nie chcieli być częścią jej dorobku - wyjaśnia nam Joanna Łojko z BlogHous i zapewnia, że firma nadal z powodzeniem sprzedaje potencjał ponad 50 blogów modowych.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Fiskus nie zapomni o blogerach

- Autentyczność, interakcja z widzami plus sam element internetowego medium, czyli oglądamy, kiedy chcemy z dowolnego miejsca - Tomasz Czudowski z YouTube wymienia cechy, które stoją za popularnością blogów i vlogów. - Dodatkowo wypełnianie niszy, a tych, jak się okazuje, wciąż jest bardzo dużo. Nowy trend to edukacja - dodaje i włącza YouTube: - O, choćby nowy kanał "Mówiąc inaczej". Studentka polonistyki w zabawny sposób prostuje błędy językowe, które popełniamy. Jej kanał ma ledwie sześć nagrań, a już filmy mają po ponad kilkadziesiąt tysięcy odsłon i 14 tys. subskrybentów. Rośnie bardzo dynamicznie. Ale widać, że twórcy tego kanału podeszli do niego bardzo profesjonalnie. Wideo są porządnie zmontowane, z pomysłem, z perspektywą dalszych części. Podobnie jest na całym rynku. Coraz mniej jest prostych nagrań bez obróbki, zamiast tego to już niemalże profesjonalne spoty - dodaje Czudowski.

Właśnie ten profesjonalizm pozwala drobnym ciułaczom zamienić się w gwiazdy niszy, a nawet profesjonalnych blogerów. Kulinarki, jak choćby Eliza Mórawska, autorka bloga White Plate, czy Dorota Świątkowska z Moich Wypieków, piszą i wydają książki kucharskie, zarabiają na profesjonalnych sesjach zdjęciowych potraw (np. Beata i Lubomir Lipov z blogu Lawendowy Dom) czy uczą na warsztatach kulinarnych. A im większe sukcesy, tym bardziej prowadzenie bloga staje się pracą na pełen etat.

Paulina i Michał Stępniowie, autorzy Kotlet.tv, zrezygnowali z pracy w korporacjach, kiedy ich projekt trafił do czołówki najpopularniejszych polskich vlogów. W tym roku na YouTube ruszył ich kolejny kanał - Domowa.tv - poświęcony tematom lifestyle’owym. Kotlet.tv czy Domową.tv trudno właściwie nazywać blogiem. To raczej internetowa telewizja kulinarna. - Mamy ten komfort, że możemy współpracować, z kim chcemy, wybieramy największe firmy i te, do których mamy przekonanie. Poza kampaniami dedykowanymi konkretnym markom jesteśmy ewenementem, bo zarabiamy też na reklamach displayowych - mówi nam Paulina Stępień. Reklamy takie są bardziej skomplikowane niż powszechnie używane przez blogerów banery.

Kluczem do sukcesu w blogosferze jest zdaniem Stępień konsekwencja, ciekawy koncept i systematyczność. - Początkujący zaczynają z przytupem, a potem kończą się pomysły, czas, chęci. A to jest normalna praca, trzeba cały czas się starać - mówi.

Zawodowi blogerzy

Jesienią ubiegłego roku Natalia Hatalska, blogerka zajmująca się branżą reklamowo-mediową, razem z Instytutem Millward Brown przeprowadziła badanie blogosfery właśnie od strony biznesu, a konkretnie marketerów, agencji PR, domów mediowych i reklamodawców. Zainteresowanie w tym badaniu wzbudził ranking najbardziej rozpoznawalnych blogerów. W czołówce znaleźli się Maciej Budzich z Mediafun, Kominek, sama Hatalska i technologiczny już raczej serwis niż blog Antyweb Grzegorza Marczaka. I to o nich najpewniej można mówić jako o blogozawodowcach. 

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

- Zawodowcy nie tylko żyją wyłącznie z bloga, lecz także podchodzą do niego w kompleksowy sposób - tłumaczy Wojtaś-Jakubowska. - Kreują siebie jako całościową markę i jednocześnie rozumieją perspektywę drugiej strony. Ale to wciąż wyjątki. Spójrzmy na Kominka i Segrittę. Oboje w świadomy sposób tworzą wyraziste marki, co przekłada się na ich silną pozycję. Kominek może sobie więc pozwolić nawet na opublikowanie na stronie cennika usług - opowiada ekspertka.

- Tacy blogerzy wiedzą, czego szukają marketerzy, i dlatego udostępniają statystyki swoich blogów, liczbę wyjątkowych użytkowników, zasięg, starają się pokazać, jakiego mają odbiorcę i do kogo są skierowani - dodaje Żukowski. Mają zresztą ku temu coraz więcej narzędzi. Podstawą programu partnerskiego YouTube jest właśnie udostępnienie vlogerom środków do mierzenia zasięgu swojego kanału, badania odbioru widzów - w którym momencie rezygnują z obejrzenia filmu, czym jeszcze się interesują. Serwis organizuje też spotkania (meet upy) początkujących twórców z bardziej doświadczonymi, wydaje playbooki z podpowiedziami, jak udoskonalić swoje nagrania i kanały, by mieć jeszcze więcej subskrybentów i odsłon. Analityczne narzędzia oferują też blogerom inne agencje.

Postblogerzy

Najwięksi gracze w polskiej blogosferze idą śladem swoich zagranicznych protoplastów. Z jednoosobowych przedsięwzięć powstają duże firmy. Szczególnie jeżeli uda się zdobyć poważnego inwestora albo trafić pod skrzydła dużych korporacji. W Polsce mówiło się o przełomie, gdy w 2011 r. w Antyweb, czyli w blog o nowych technologiach i start-upach, zainwestował fundusz venture capital IQ Partners. To miała być jaskółka ewolucji, którą wyraźnie widać na Zachodzie. Topowi blogerzy w USA zarabiają nawet około miliona dolarów rocznie. A ich dzieła dawno przestały przypominać klasyczne blogi.

Wystarczy spojrzeć na najsłynniejszy, czyli The Huffington Post. Blog założony w 2005 r. przez dziennikarkę i felietonistkę Ariannę Huffington zaczynał skromnie, od komentarzy do aktualnych wydarzeń. Dziś dzierży palmę pierwszeństwa we wszystkich rankingach, publikuje 1600 artykułów dziennie z różnych dziedzin. Odpowiada za to 500 dziennikarzy i redaktorów, a także potężna armia blogerów, na którą składa się 30 tys. osób. HuffPost ma około 30 tys. dol. przychodu dziennie i od ponad dwóch lat należy do koncernu medialnego AOL (America Online), podobnie jak inny blog ze światowej czołówki, czyli Engadget.

Drugi spośród najlepiej zarabiających blogów świata - poświęcony nowym technologiom Mashable - nadal należy do jego założyciela Pete’a Cashmore’a, ale nie przypomina już serwisiku założonego przez 19-letniego wówczas, nieśmiałego chłopaka ze Szkocji. W 2005 r. Cashmore o swoim przedsięwzięciu nie powiedział nawet rodzicom. Dowiedzieli się po roku, gdy do jego domu w szkockiej miejscowości turystycznej zapukał dziennikarz "Daily Mail". Dziś Cashmore zarządza olbrzymią firmą z siedzibą w Nowym Jorku. Blog generuje około 20 mln unikalnych użytkowników w skali miesiąca, na różnej maści serwisach społecznościowych obserwuje go około 4 mln internautów. Zarabia 15 tys. dol. dziennie. O takich stawkach polska blogosfera wciąż może tylko pomarzyć.

Sylwia Czubkowska, Barbara Sowa 

30 sierpnia 13 (nr 168)

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Dziennik Gazeta Prawna
POLECANE zwiń