Apka zamiast poczty pantoflowej? Nowy trend w poszukiwaniu pracy w Niemczech

Środa, 22 listopada 2017 (05:52)

Obok specjalistów, dużą grupę przyjeżdżających do Niemiec stanowią osoby niewykwalifikowane. Mają jeden cel - zarobić jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie. Apka, nad którą pracuje polski inżynier, ma im to ułatwić.

Zdjęcie

Dużą grupę Polaków przyjeżdżających do Niemiec stanowią osoby bez kwalifikacji. Apka ma im pomóc w znalezieniu pracy /Deutsche Welle
Dużą grupę Polaków przyjeżdżających do Niemiec stanowią osoby bez kwalifikacji. Apka ma im pomóc w znalezieniu pracy
/Deutsche Welle

Według oficjalnych statystyk w Niemczech pracuje blisko 350 tysięcy Polaków. Utrzymująca się wciąż duża różnica w poziomie zamożności mieszkańców Niemiec i Polski oraz Brexit, które może skłonić część Polaków do przeniesienia się z Wysp do Niemiec, może dodatkowo powiększyć tę liczbę. Także prognozy, wskazujące na głęboki deficyt pracowników na niemieckim rynku pracy, zwiększają skłonność Polaków do emigracji zarobkowej.

Jeszcze kilka lat temu najskuteczniejszym sposobem poszukiwania dodatkowej pracy dla osób ze słabą lub znikomą znajomością języka, była tzw. sieć transnarodowa - na przykład Polacy gromadzący się po mszach w misjach katolickich, w polskich sklepach czy restauracjach i wymieniający między sobą przydatne informacje. - Ale te czasy minęły - mówi Kamila Schöll-Mazurek, pracownik naukowy w Centrum Interdyscyplinarnych Studiów o Polsce i Europie na Uniwersytecie Viadrina. - Następuje wymiana pokoleniowa. Kościół w Niemczech nie ma takiej siły przyciągania, szczególnie młodych, którzy coraz częściej korzystają z alternatywnych form szukania dodatkowej pracy.

Reklama

Chcą, ale nie wiedzą jak

Sebastian Pilas przyjechał do Berlina dwa lata temu. Dobrze wykształcony, kreatywny inżynier z zamiłowaniem do muzyki elektronicznej, dla której zresztą wyprowadził się z Polski. - Lubię analizować otoczenie, wyciągać wnioski, poprawiać, usprawniać - mówi Pilas, u którego obserwacje zachowań pasażerów berlińskiego metra oraz własne doświadczenia emigracyjne wyzwoliły potencjał twórczy.

- Zauważyłem, że wiele osób, które chętnie pracowałyby więcej, nie wie, jak się do tego zabrać. Szczególnie, gdy przyjechały do Berlina niedawno i nie znają jeszcze niemieckiego na tyle, by zrozumieć ogłoszenia na portalach dla poszukujących pracy, np. Indeed.com, czy ebay-u.

Wystarczy popatrzeć na grupy facebookowe skupiające Polaków w Niemczech, by przekonać się, jak duże jest zainteresowanie dodatkową pracą wśród polskiej emigracji zarobkowej. Pod każdym postem z gatunku "dam pracę" są setki komentarzy. - Ten fenomen pokazuje, jak wiele osób szuka takiej pracy, czegoś dodatkowego, i że Polacy chcą dorabiać - opowiada polski inżynier.

Wszystko w ikonkach

Sebastian i kilku polskich programistów pracuje nad darmową aplikacją esemJob, która ma ułatwić znalezienie dodatkowej pracy. Aplikacja integruje wszystkie informacje, a skorzystać z niej będzie można dosłownie wszędzie - w metrze, w parku, na kanapie.

I rzeczywiście - prosty layout, sugestywna grafika, to duże ułatwienie dla tych, którzy nie znają niemieckiego. Łatwo się zorientować, czy pracodawca poszukuje osoby do przełożenia sterty drewna, czy wyprowadzania psa na spacer. Dodatkowo, aplikacja przyjmuje domyślną wersję językową systemu operacyjnego smartfona, z którego korzysta jej użytkownik. Dużym ułatwieniem jest komunikator, który ma działać na podobnej zasadzie, jak WhatsUp. Jednym słowem, z niemieckim pracodawcą będzie można "dogadać się" po polsku. Przynajmniej na etapie przyjmowania zlecenia. Chociaż grupą docelową produktu są wszyscy poszukujący dodatkowego zajęcia, Sebastian i jego team testują swoje demo na rynku berlińskim.

Zdaniem pomysłodawcy, aplikacja będzie miał także walor socjalny. - Zauważyłem, że Polacy w Berlinie bez kwalifikacji wybierają między dwoma opcjami - albo pracują na czarno, lub na umowach śmieciowych, albo pracują u Polaków, więc ich kontakt z niemieckim, a zarazem postęp w opanowaniu tego języka jest zerowy. Kontakt z niemieckim pracodawcą przez aplikację może pomóc im w przełamywaniu bariery językowej, a w konsekwencji podnoszeniu własnych kwalifikacji i integracji.

Duży potencjał niewiedzy i "generator problemów"

Coraz więcej osób korzysta z platform społecznościowych, odchodzi od tradycyjnych form poszukiwania pracy, takich jak agencje pośrednictwa i specjalistyczne portale. Jednak zdaniem Kamili Mazurek Schöll w sieci informacje są chaotyczne i nieuporządkowane, "a taka aplikacja może być formą sprofesjonalizowania poszukiwania pracy" - mówi Schöll-Mazurek. Jednak niezależnie od stopnia profesjonalizacji samej aplikacji, na końcu tego łańcucha jest człowiek, więc może dochodzić do nadużyć. A tych, szczególnie wobec osób z kraju o niższym PKB, jest ogrom, tłumaczy ekspertka, która od lat zajmuje się problemem wykorzystywania emigrantów na rynku pracy i patologicznych siatkach "rodzimych pośredników". Aplikacja daje możliwość szybkiego dotarcia do wykonawcy, ale nie odpowiadamy za to, czy kontakt dojdzie do skutku i jakie będą tego konsekwencje, wyjaśnia nam pomysłodawca.

- Taka aplikacja sama w sobie jest fajna, ale muszą być też tzw. działania towarzyszące, bo inaczej będzie ona jedynie generatorem problemów - twierdzi Schöll-Mazurek, która przez wiele lat była dyrektorką programową Polskiego Centrum Kompetencyjnego w Berlinie. - Za tym stoi duży potencjał niewiedzy - polski i niemiecki systemy pracy bardzo się różnią, czego świadomość, szczególnie wśród młodych Polaków, jest niska. Mało któremu z nich przychodzi do głowy, by się na przykład dobrowolnie w Niemczech ubezpieczyć. Nie myślą o tym i często pracują na czarno. Taka jest rzeczywistość - mówi ekspertka.

Więcej pracy, lepsza motywacja

Sebastian i jego zespół oparli swój projekt na zupełnie innym założeniu - im lepszy dostęp do zleceń, tym łatwiej jest je podjąć, tym większa skłonność do legalizowania pracy, czyli np. rejestracji jednoosobowych firm, płacenia podatków i świadczeń socjalnych. - Proszę sobie wyobrazić, że np. ktoś zagląda do apki dwa razy dziennie, ot tak. Znajduje dodatkowe zajęcie, bo właśnie w tej chwili ktoś pilnie potrzebuje osoby do odśnieżenia podjazdu. Przepracowanie nawet kilku godzin tygodniowo, szczególnie dla kogoś, kto z jakiegoś powodu nie ma stałej pracy, a zaczyna mieć już na tym tle problemy emocjonalne, to naprawdę dużo.

Teraz Sebastian i jego zespół starają się o pozyskanie kapitału na jednej z platform crowdfundingowych. Reklamuje swoją aplikację na portalach społecznościowych.

Agnieszka Rycicka, Redakcja Polska Deutsche Welle

Artykuł pochodzi z kategorii: Kategoria główna

Więcej na temat:szukanie pracy
POLECANE zwiń